Święte sondaże opinii publicznej

0
709
views

W całej polskiej polityce jest tylko jedna, jedyna rzecz, która łączy wszystkich osobników i z prawa i z lewa i z centrum (jeśli podział takowy ma jakikolwiek znaczenie).

Jest to wiara, tak wiara. Polski polityk wierzy sondażom.
Co więcej, jest to jakiś niesłychany fanatyzm, niespotykany nigdzie poza tym. Polski polityk wierzy sondażom. A te najczęściej pokazują, jak źle danemu politykowi opinia publiczna patrzy w oko. A te sondaże, są tak jak cała nasza Polska: super idee, świetne sprawdzone wzorce, ale wykonanie mizerne, słomiany zapał i wychodzi to-to byle jakie, czyli gorzej niż prowizorka.

Sondaże znane są tak długo jak istnieje polityka, ale prawdziwego przełomu dokonał pan Gallup w Ameryce, trochę ponad 70 lat temu. Trafnie przewidział wynik wyborów prezydenckich (w 1936 wygrał Franklin Delano Roosevelt miażdżącą przewagą) zupełnie odbiegający od przewidywań wiodącego pisma, które poprzednie pięć elekcji przepowiedziało niemal bezbłędnie. W Polsce tuż przed upadkiem komunizmu także przeprowadzono sondaż, który pokazał, że obecna ekipa sprawująca władzę (PZPR) wygra w cuglach wybory a opozycja będzie marginalna.
Sondaż ten przeprowadzono zgodnie z zasadą sztuki, nawet pewnie wzorując się na zaleceniach szanownego Gallupa. Badanie przeprowadzono telefonicznie. I tu tkwił jego największy błąd. Pamiętacie kto wtedy miał telefon? Ile ich przypadało średnio na mieszkańca? Znikoma ilość. Ja pamiętam: w mojej sześcio-mieszkaniowej klatce był jeden telefon – jeden!. To była zasadnicza wada tej metody. Dla Gallupa nie było ważne, ile osób spyta się przez telefon. Ważne komu się zadaje te pytania. Standardowa próbka wynosi tysiąc parę osób. Jest tylko jeden myk. Otóż ten tysiąc z hakiem osób musi odzwierciedlać grupę wyborców. A wtedy większość! posiadających telefony była w szerokim sensie grupą trzymającą władzę. I oni raz, że nie chcieli zmieniać władzy, bo było im dobrze. Ale co najważniejsze pamiętali, że pomiędzy dwoma rozmówcami w pogawędkach telefonicznych zawsze mogła uczestniczyć osoba trzecia. Tak jak w tym kawale, gdy Rosjanin przyjeżdża do Warszawy idzie do budki telefonicznej, podnosi słuchawkę, a tam słyszy „rozmowa kontrolowana, rozmowa kontrolowana”. Rosjanin na to: „ale, kurna, Europa, uprzedzają!”.

Właśnie to było przyczyną dla którego pierwszy sondaż mijał się o lata świetlne z wynikiem wyborów. Nikt nie chciał mówić prawdy, na kogo będzie głosował, bo nie wiadomo było kto tego słucha i jak może to przeciw nam wykorzystać..
Dziś jest trochę inaczej, nie twierdzę, że nikt nie słucha (CBA, FBI, ZUS, US i Bóg wie, kto jeszcze) ale ta świadomość rozmowy kontrolowanej chyba nadal w nas pozostała i tkwi wciąż jak zadra. Pamiętacie ile przepowiadano procent poparcia Samoobronie i LPR? Tylko połowę tego co dostali, albo i jeszcze mniej. Chociaż widzę pewną zmianę, ludzie przestali się bać co można zrobić z uzyskanymi informacjami, ale zaczęli się wstydzić. Wstydzić co ludzi powiedzą, bo to może być obciach. Wyborcy pytani przez ankieterów boją się najbardziej obciachu. Dlatego tak samo nieprecyzyjne były wyniki ostatnich prezydenckich, jak i parlamentarnych. Chociaż większe emocje były przy prezydenckich, bo sondaże wskazywały na przewagę Tuska nad Kaczyńskim, a różnice rzeczywiście były natury statystycznej.

Nic się nie zmieniło. Wstyd głosować na niektóre partie – i one sondażach nie istnieją, to znaczy są, ale ich wynik mieści się w granicach błędu statystycznego – około 3 procent. Wstyd mówić źle o PO, tylko dlatego, że PiS pokazał co potrafi, a raczej czego nie potrafi. Wstyd mówić, że się głosuje na lewice, wstyd dobrze mówić o ludowcach. Nie, żeby PO było jakieś wspaniałe, lepsze, albo co.
Nie twierdzę że teraz niespotykanie wygra lewica, ale któż to wie? Bieżąca polityka pokazuje, że nic nie jest niemożliwego. I choć pewnie jeszcze długo w Polsce jakakolwiek partia będzie w stanie samodzielnie stworzyć po wyborach rząd, to w najbliższych wyborach może się okazać, że koalicjantem, z zadziwiającą liczbą miejsc w parlamencie, będzie lewica. Oczywiście jeśli do czasu wyborów nie powstaną dwie lub trzy partię z dzisiejszej lewicy.
Jedno jest pewne: między bajki można włożyć, to co powiedzą nam sondaże!

Artur Pomper

http://www.powiatchrzanowski.pl/Article1566.html