MŚ: Wojna francuska, a sprawa polska

0
676
views

Przyglądając się z zażenowaniem bratobójczej wojnie w kadrze Francji pamiętajmy, że to nasz, a nie ich futbol jest na dnie.

„Trójkolorowy” spektakl w RPA był porażający. Apatyczna kopanina gwiazd Chelsea, Manchesteru, Arsenalu, czy Barcelony, okazała się tylko tłem dla bijatyk, wyzwisk, dyskwalifikacji i polowania na czarownice. Na otwartym treningu przed ostatnim meczem z RPA doszło do szarpaniny Patrice’a Evry z odpowiedzialnym za przygotowanie fizyczne Robertem Duverne’em, którego były już kapitan Francuzów oskarżył o zdradę tajemnic szatni.

Franck Ribery do dziś jest przekonany, że nieszczęściem nie był wcale wulgarny atak Nicolasa Anelki na Raymonda Domenecha w przerwie meczu z Meksykiem, ale fakt, że informacja o nim przedostała się do prasy. Brudy pierze się przecież za zamkniętymi drzwiami, tymczasem w kadrze „Trójkolorowych” było ich tyle, że wylały się na widok publiczny.

Ich nie powinno tam być

Śledzący mistrzostwa w RPA kibice podzielili się na dwie frakcje. Jedni patrzyli na to z zażenowaniem, inni z rodzajem dzikiej satysfakcji.

Na dobrą sprawę, wicemistrzów świata w RPA powinno przecież nie być. Ręka Thierry’ego Henry’ego rozstrzygająca baraże z Irlandczykami sprawiła, że „Trójkolorowych” traktowano w Afryce jak „enfant terrible” (określenie rozpowszechnione przez Francuzów). A oni odegrali swoją niewdzięczną rolę po mistrzowsku.

Atak głową Zinedine’a Zidane’a na Marka Materazziego w finale poprzednich mistrzostw świata urasta dziś do rangi symbolu. Potwierdzenie znalazła teza, że to nie Domenech, ale pomocnik Realu był trenerem i przywódcą tej grupy. Gdy Zidane’a zabrakło, wciąż silna kadrowo Francja poniosła spektakularne klęski na Euro 2008 i na mundialu w RPA – w obu przypadkach zajmując ostatnie miejsce w I fazie rozgrywek.

Bratobójcza wojna w Afryce skompromitowała wszystkich. Domenechowi wypomina się opętańczą wiarę w astrologię, nielegalny handel biletami podczas mundialu w USA, za co na sześć godzin zatrzymała go bostońska policja, kary 50 franków, jakie nakładał na piłkarzy młodzieżowej reprezentacji Francji za źle wykonany rzut wolny, aż po niefortunne oświadczyny dziennikarce, której udzielał wywiadu tuż po przegraniu Euro 2008. Zaraz okaże się, że na śniadanie pożera żywcem bezbronne dzieci.
Domenech aktorem w teatrze absurdu

Odchodzący trener reprezentacji Francji był w młodości aktorem, grywał w sztukach Eugene’a Ionesco, awangardowego dramaturga, jednego z twórców teatru absurdu. To chyba wyjaśnia wszystko. Razem z Domenechem teatr absurdu uprawiał prezes francuskiej federacji Jean-Pierre Escalettes, który z uporem maniaka trzymał go na stanowisku sześć lat.

Nie ma dziś nic prostszego niż sądzić, że francuski zespół miał złego selekcjonera. Jedynym sukcesem Domenecha w klubowej piłce był awans z Lyonem do I ligi 22 lata temu. Postawa drużyny w RPA została jednak odebrana jeszcze gorzej. Podczas strajku interweniował prezydent i francuski rząd uznając, że szargają wizerunek kraju.

O ile da się wierzyć w rozsądek kogoś takiego jak Thierry Henry, o tyle Nicolas Anelka stał się najbardziej pokracznym symbolem buntu piłkarzy wobec trenera. On buntował się przecież zawsze i przeciw wszystkim – nawet taki spokojny człowiek jak Vicente del Bosque odsunął go kiedyś od drużyny Realu Madryt.

WIĘCEJ NA INTERIA.PL