Koniec Toruńskiego Torpo – nie wiadomo, co będzie z załogą

0
864
views

W piątek skończyły się okresy wypowiedzeń dla całej załogi toruńskiego producenta odzieży. Przyszłość zakładu to wielki znak zapytania.

W lipcu likwidatorzy Torpo wręczyli wypowiedzenia 229 osobom, czyli całej załodze. Niektórzy odeszli z pracy szybciej. Dla tych, co zostali, piątek był ostatnim dniem w pracy.

Na razie nic nie wiadomo o odprawach dla zwolnionych, bo nikt do końca nie panuje nad tym, co dzieje się w zakładzie. Zarządu nie ma od kwietnia, gdy został odwołany, a jego miejsce zajęli likwidatorzy. Z tym, że ci zrezygnowali ze swoich funkcji. Do tego przed tygodniem tragicznie zmarł główny akcjonariusz i przewodniczący rady nadzorczej likwidowanej spółki. W czwartek od kwoty 5,6 mln zł miała odbyć się licytacja zakładowego budynku. Nie doszła do skutku.

Spółka musi wypłacić zwolnionym odprawy, uregulować inne długi i spieniężyć majątek. Kto się tym zajmie? Mniejszościowi akcjonariusze chcą, by sąd gospodarczy ustanowił kuratora. Możliwe jest też powołanie nowego likwidatora, ale w tym celu trzeba najpierw zwołać walne zgromadzenia akcjonariuszy. – Konsultuję te kwestie z prawnikiem, więcej będę wiedziała w przyszłym tygodniu – mówi Mirosława Sugalska, była szefowa Torpo i jedna z akcjonariuszek.

Dodaje też, że szuka sposobów, aby zwolnione szwaczki mogły pracować jeszcze kilka miesięcy, przynajmniej do czasu wyjaśnienia całego zamieszania.

O sytuacji wie już Państwowa Inspekcja Pracy. – Na pewno nie zostawimy pracowników bez wsparcia – deklaruje Katarzyna Pietraszak, rzecznik prasowy Okręgowego Inspektoratu Pracy w Bydgoszczy. – W przyszłym tygodniu rozpoczniemy kontrolę pod kątem wydawania świadectw pracy i wypłaty wynagrodzeń. 10 października będziemy wiedzieć, czy pracownicy dostali należne im pieniądze. Wtedy zdecydujemy też o naszych dalszych krokach.

Torpo przez ponad 60 lat szyło garnitury. Jeszcze w 2008 r. działalność dała minimalny zysk, następny rok był już jednak tragiczny – przyniósł 3,3 mln zł straty. Właściciele postanowili zamknąć niedochodowy biznes.

Mniejszościowi akcjonariusze podkreślają, że kłopoty finansowe zaczęły się, gdy do spółki przyszli nowi inwestorzy i prezes. Ten tłumaczy z kolei, że jego prezesura przypadła na okres kryzysu ekonomicznego, który dotknął liczne zakłady odzieżowe. Jedną z recept na jego przezwyciężenie miała być sprzedaż firmowych nieruchomości. Teraz prokuratura bada, czy majątek spółki nie był wyprzedawany zbyt tanio.

Źródło: Gazeta Wyborcza Toruń