Dziennik emigranta: rewolucja arabska?

0
593
views

30.01.2011 Torquay

Dziennik emigranta: rewolucja arabska?

Chińczycy mają takie przysłowie albo przekleństwo (w zależności od punktu odniesienia) „obyś w żył w ciekawych czasach”. I my niewątpliwie w takich czasach żyjemy. Tytuły ogólnoświatowych mediów stale piszą o czymś ciekawym. Ostatnio najciekawsze wieści pochodzą ze świata arabskiego. Najpierw była Tunezja, gdzie wygnano prezydenta, który przez 23 lata swojego rządzenia dorobił się bajońskiej fortuny. Teraz czas na Egipt, który od sześciu dni wrze. Niebezpieczne stały się oba kraje dla turystów, Brytyjczycy radzą obywatelom wstrzymanie podróży do Egiptu, chyba, że ktoś musi. Zachęcają też aby wszyscy wracali z kraju piramid, zwłaszcza jeśli mieszkają lub przebywają w największych miastach. Paniki jeszcze nie ma, bo rząd na razie mówi tylko o powrocie komercyjnymi liniami, ale lada dzień może się wszystko zmienić. Polski LOT wstrzymał loty do Kairu. Rząd amerykański planuje wysłanie samolotów, żeby ewakuować swoich obywateli.
Prezydent Egiptu Hosni Mubarak na razie zdymisjonował rząd, ale sam nie chce ustąpić, a tego domaga się naród. Na wiceprezydenta wyznaczył szefa wywiadu. Oprócz tego, że nie działa internet oraz telefony komórkowe, prezydent wyłączył odbiór telewizji satelitarnej Al-Jazeera, która na bieżąco relacjonowała wydarzenia w Egipcie. Ale według niektórych Egipcjan sytuacja nie jest nieprzewidywalna czy chaotyczna – blogerka Mona Eltahawy napisała w blogu New York Timesa, że to jest historyczny moment, rewolucja, na którą czekają masy. W każdym razie z czterech więzień uciekło tysiące aresztantów, zwłaszcza członków Bractwa Muzułmańskiego.
W każdym razie wiadomości są sprzeczne – podobno w Kairze nie widać policjantów, a wojsko, które na razie jest największą niewiadomą nie miesza się do akcji, oprócz paru helikopterów w powietrzu. Na razie.
Polski MSZ wydał zalecenie, żeby nie wyjeżdżać do Egiptu, podkreślając jednak, że nasi turyści w kurortach są bezpieczni. Bo kurorty są daleko od najgorętszych miejsc – Kairu, Aleksandrii i Suezu, trzeba pamiętać, że Egipt jest ponad trzy razie większy niż Polska.
Zmiana wisi w powietrzu – tak mówią przedstawiciele opozycji.

Tunezja, Egipt. Co dalej? Niektórzy już mówią o niepokojach w Sudanie, gdzie dziś podano pierwsze wyniki referendum w jego południowej części. Tak jak przewidywano znakomita większość opowiedziała się za utworzeniem swojego państwa. Z pewnością przywódcy państw arabskich nie śpią spokojnie, tylko kombinują co zrobić, żeby ich nie spotkało coś podobnego.
Sytuacja w Egipcie może uruchomić lawinę podobnych zdarzeń w pozostałych krajach arabskich. I tego obawiają się wszyscy: Unia Europejska, Izrael, Stany Zjednoczone i wszyscy sąsiedzi krajów arabskich. Bo kraje arabskie to teren niezmiernie ważny geopolitycznie. Tu krzyżują się interesy wielkich potęg światowych. To główny dostawca ropy naftowej na rynki światowe. Żaden z krajów Zatoki Perskiej nie jest krajem w pełni demokratycznym. Poza tym świat zamieszkuje około 1 miliard wyznawców Allaha, skupionych głównie na Bliskim Wschodzie.
Taki dla przykładu Iran, choć nie jest krajem arabskim (Irańczycy to Persowie, a nie Arabowie) to też kraj rządzony autorytarnie, który może już posiadać broń atomową. Jeśli pamiętacie, bodajże w zeszłym roku z Teheranu dochodziły głosy o rewolucji. Władza prezydenta Mahmouda Ahmadinejada poradziła sobie z protestującymi, ale czy uda mu się to podobnie? Czas pokaże, czy będzie taka potrzeba, ale prawdopodobieństwo rośnie.

To wszystko czyni wydarzenia w Egipcie niezmiernie ważnymi, a metody jakie tam zostaną użyte z pewnością mogą zostać powielone w innych krajach. Niezwykle ważne dla pokoju międzynarodowego jest, aby żadna z ekstremistycznych organizacji nie przejęła władzy w żadnym z arabskich krajów. A takich organizacji, partii, grup terrorystycznych jest tam co niemiara. Niektóre to zwykłe opozycyjne partie, które zepchnięto do podziemia, ale nie wszyscy zadowolą się walką polityczną.
Z pewnością Izrael uważnie przygląda się rozwojowi sytuacji. Jedyne co kiedykolwiek łączyło kraje arabskie od języka i religii była niechęć do Izraela – przypomnijcie sobie kilka wojen, które na szczęście dla Izraela udało mu się wygrać. Na pewno żaden z przywódców tego kraju nie chciałby czegoś takiego ponownie.

Na pewno przyszło nam żyć w ciekawych czasach, oby to była tylko przestroga, a nie fatalna przepowiednia.

Artur Pomper