Dziennik emigranta: prywatna kolekcja

0
778
views

09.02.2011 Torquay

Dziennik emigranta: moja prywatna kolekcja (muzyczna)

Czasem jak siedzę sobie w pracy, a szefa nie ma w pobliżu słucham sobie polskiego radia. O godzine piętnastej w Polsce, Trójka nadaje program “moja prywatna kolekcja”. Artur Orzech zaprasza do niej ludzi związanych z przemysłem rozrywkowym. Autorów książek, muzyków, ludzi show – biznesu, celebrytów (tych mniejszych i większych), satyryków I kogo jeszcze mu się uda. Idea programu – goście opowiadają o sobie poprzez muzykę, którą wybierają dla słuchaczy do przesłuchania.
Gdyby Artur Orzech zechciał mnie kiedyś zaprosić, to właśnie taki zestaw właśnie sobie przygotowałem I zaraz będę się nim dzielił. Gdybym miał przyjść dwukrotnie do studia to podzieliłbym tę listę na utwory polskie I zagraniczne. Nie będzie to jednak ranking, będzie to raczej wyliczanka. Dziś opowiem, co mi w duszy gra, po polsku.

Chyba najważniejsza piosenka jaką kiedykolwiek usłyszałem to „Kocham Cię życie” w wykonaniu niezrównanej Edyty Geppert. Choćby za to nagranie powinna ona dostać mistrzostwo świata. Ta piosenka pomagała mi iść przez życie i pomaga nadal. Bo jeśli się nie kocha życia, to co pozostaje?
Kolejna to tekst Agnieszki Osieckiej, która jak nikt inny umiała przekuć w słowa najważniejsze odczucia i jej dwie piosenki będą tutaj następne. Pierwsza to „Na zakręcie” wykonywana przez wielu, ale tylko w ustach Krystyny Jandy brzmi tak przejmująco. A druga to oniryczna opowieść śpiewana przez artystkę Piwnicy pod baranami – Annę Szałapak – mówię tu oczywiście o niezrównanej kompozycji „Grajmy panu”, która mogłaby być modlitwą gdyby któryś z księży postanowił stworzyć repertuar dla polskiego chóru muzyki gospel.
A gdy jesteśmy przy modlitwach to nie sposób nie wspomnieć znów o Edycie Geppert i przez niej wykonywanym utworze „Zamiast”.
Nie schodząc z tematów poważniejszych, bo miłość lekką nie jest ubóstwiam wręcz wyjątkowo nielubianego przez moją mamę rudzielca – wspaniałego piosenkarza piosenki aktorskiej – Michała Bajora. Jego wykonanie przetłumaczonej przez Wojciecha Młynarskiego piosence Jacquesa Brela – „Nie opuszczaj mnie” jest wstrząsające. A końcowe jej słowa, są chyba najbardziej smutnymi miłosnymi słowami jakie kiedykolwiek słyszałem: Chcę gdy słońca krąg wzejdzie/Być co dnia/Cieniem Twoich rąk/Cieniem Twego psa/Nie opuszczaj mnie/Nie opuszczaj mnie.

Z utworów lżejszych i bardziej frywolnych poleciłbym każdemu piosenki Kabaretu Starszych Panów- bo duet Jeremi Przybora i Jerzy Wasowski byli absolutnie genialni. Dwie skrajnie odmienne piosenki – to przytyk do tych co nie pamiętają lat komunizmu, czyli „Adio Pomidory” w wykonaniu Wiesława Michnikowskiego. A dla przeciwwagi coś z gatunku lekkiej komedii romantycznej „Jeżeli kochać to nie indywidualnie” również w wykonaniu tego samego pana.
Piosenek duetu Przybora i Wasowski jest masa, a moja wdzięczność jest większa, że udało im się wypromować jedną z moich ulubienic – Hanię Banaszak. Jej kolejna piosenka to niestety kolejny smutas – bo „Samba przed rozstaniem” do takich należy. Tą wszechstronną wokalistkę chciałbym w końcu zobaczyć na żywo, szczególnie jej fenomenalny popis w duecie z trębaczem, na jednym z dużych koncertów.

Z wykonawców młodszych uwielbiam Marysię Peszek – dowód, że można mieć wiele talentów. Jej Miasto Mania jest absolutnie genialna. Z niecodziennych duetów – Annę Marię Jopek i Michała Żebrowskiego w piosence do tekstu Lechonia „Upojenie” – świetne, polecam gorąco.

Nie mogę zapomnieć o Staszku Sojce i jego „Absolutnie nic” nie dawało mi spać po nocach. A jego wykonanie piosenki Osieckiej i Krajewskiego – „Uciekaj moje serce” wydaje mi się najlepsze.

Niedawno wspominałem Grzegorza Turnaua, którego widziałem wielokrotnie na żywo w Dworku Zieleniewskich w Trzebini i jego dwa utwory „Tutaj jestem gdzie byłem” oraz „Po cichu” są moimi ulubionymi, bo trudno jest wybrać z jego bogatego dorobku coś jednego. W Dworku Zieleniewskich słuchałem również Janusza Radka, który był świetny u Rubika w jego oratoriach a mnie wbił się w pamięć piosenkami Ewy Demarczyk. Nikt nie jest w stanie zaśpiewać jej „Karuzeli z Madonnami” tak jak ona, ale Radek jest drugi, co jest niesamowitym osiągnięciem.
Ostatnio odkurzyłem z pamięci nieco inną piosenkę Ewy Bem – „Wyszłam za mąż zaraz wracam”, bo niestety przypomniała mi sytuację u moich przyjaciół – miłość czasem nie wystarcza. Z niedawno odnalezionych – Franek Kimono czyli Piotr Fronczewski i jego „Bruce Lee, karate mistrz” – uśmiać się można!

Podziwiam genialnego Leszka Możdżera, a jego „Suffering” mógłbym puszczać na okrągło. Kiedyś próbowałem i nabawiłem się małej depresji. A do łez, ale smiechu doprowadzają mnie kompozycje kabaretu Grupa MoCarta.
A skoro jesteśmy już przy fortepianach, chciałbym żebyście posłuchali kiedyś genialnego duetu – Marek i Wacek, choćby „Tańca z szablami” Chaczaturiana.
Jeśli jesteśmy przy klasyce – to polecam Zbyszka Wodeckiego – „Pszczółka Maja” wyniosła go na szczyt, ale obejrzyjcie jego popis skrzypcowy „Czardasz” Montiego.

Z zupełnie innego światka – polecam Grażynę Auguścik, szczególnie w duecie z Pauhlinio Garcią.
Oraz Dorotę Miśkiewicz. Z tego samego powodu. Jestem też niezmiernie podekscytowany tym, że Aga Zaryan na trzeciej płycie nagrała piosenki po polsku – przesłuchajcie „Żoliborz” to zrozumiecie.

A ja w tym miejscu kończę moją wyliczankę. Wkrótce druga część – obcojęzyczna.

Artur Pomper