Polacy za burtą na Eurbaskecie na Litwie

0
674
views

Mimo pokonania wicemistrzów świata nasi koszykarze nie zdołali w dzisiejszym meczu pokonać Wielkiej Brytanii i odpadli z turnieju.

Polska reprezentacja po dramatycznym meczu pokonała w niedzielę wice-mistrzów świata Turcję 84:83.
Tylko zwycięstwo w dzisiejszym meczu z Wielką Brytanią zapewniałoby ekipie prowadzonej przez Alesa Pipana awans do następnej fazy rozgrywek. O porażce 81:88 z wyspiarzami zadecydowała słabsza gra w obronie i w walce o zbiórki. Nie do zatrzymania był gwiazdor Brytyjczyków Loul Deng, którego dzielnie wspierał Joel Freeland.

Polska – Turcja

Polacy rozpoczęli w składzie: Łukasz Koszarek, Thomas Kelati, Piotr Szczotka, Szymon Szewczyk i Adam Hrycaniuk. W pierwszej piątce faworyzowanych Turków nie mogło zabraknąć liderów zespołu: Hedo Turkoglu i Ersana Ilyasovy.

Już na początku spotkania zarysowała się niewielka przewaga Polaków, w pierwszej akcji Hrycaniuk ograł tureckiego wieżowca Asika, a chwilę później po dwójkowej grze z Koszarkiem w ekwilibrystyczny i nietypowy dla siebie sposób zdobył kolejne punkty. Ten, który asystował sam minutę później, niczym rasowy center dwukrotnie wpisał się z pod samego kosza na listę strzelców. Na poczynania naszej reprezentacji Turcja odpowiedziała rzutami Tunceriego i trzypunktowym rzutem Ilyasovy. Wejście na parkiet mierzącego 213 cm Adama Łapety paradoksalnie osłabiło naszą grę na bronionej tablicy, młody środkowy Asseco Prokomu Gdynia nie radził sobie z nr 3 tegorocznego draftu Enesem Kanterem, który zmienił słabo grającego Asika. Dopiero ponowne wejście Hrycaniuka, celna trójka Kelatiego i punkty z kontrataku Szewczyka pozwoliły odskoczyć polskiej reprezentacji na kilka punktów, I partia kończy się wynikiem 17:14.

Druga kwarta rozpoczęła od błędów naszych kadrowiczów. Po jednym z nich o swoim strzeleckim instynkcie przypomniał Berisha, zrehabilitował się za popełnioną wcześniej stratę. W kilka minut trafił dwukrotnie na 3 punkty i raz z półdystansu. Mecz w tej części spotkania bardziej się wyrównał, młody gracz Anwilu Włocławek nie mógł liczyć w ataku na wsparcie kolegów i po trzypunktowym rzucie Turkoglu na tablicy widniał wynik 26:25 dla biało-czerwonych. To zdeterminowało Alesa Pipana, szkoleniowca naszego zespołu do poproszenia o czas. Po przerwie Turcy próbowali zaskoczyć Polaków obroną strefową, niewiele wpłynęło to na oblicze spotkania. Na trzypunktowe rzuty Skibiniewskiego i Kelatiego nasi przeciwnicy odpowiedzieli punktami zza łuku Ilyasovy i Tunceriego i szybko wrócili do obrony „każdy swego”. Kolejny dobry fragment rozgrywał Adam Hrycaniuk, ogrywał tureckiego podkoszowego Asika, który został szybko zmieniony przez Kantera. Końcówkę tej kwarty skończyło dynamiczne wejście pod kosz naszego środkowego i na przerwę podopieczni Alesa Pipana zeszli prowadząc 39:35.

Trzecią partię biało- czerwoni rozpoczęli od dwóch celnych rzutów. Chwilę później w szeregi naszych koszykarzy wkradła się strzelecka niemoc, którą skrzętnie wykorzystali przeciwnicy i doprowadzili do remisu po 43. Polacy zaczęli grać chaotycznie w ataku, oddawali rzuty z nieprzygotowanych pozycji, na dodatek trzecie przewinienie (kolejne po nieprawidłowo postawionej zasłonie) złapał Hrycaniuk. Turkoglu i spółka w II kwarcie grali dużo i skutecznie z kontrataku, w końcu po jednym z nich objęli prowadzenie. Turcy w tym fragmencie obniżyli skład, grając z jednym wysokim Kanterem, który po raz kolejny nie miał problemów z ogrywaniem Łapety (zmienił Hrycaniuka). Prowadzeni przez Turkoglu i Kantere Turcy wygrywali w tym fragmencie meczu już 59:53. W końcówce tej kwarty Kelatiemu odpocząć daje Piotr Pamuła, a Robert Skibiniewski zmienia Koszarka. Chwilę później zza łuku celnie rzuca min. Berisha, a zmiennik naszego pierwszego playmakera, na 2 sekundy przed końcem kwarty, mija olbrzyma Savasa, trafia do kosza i wymusza przewinienie niesportowe. Do końca trzeciej części spotkania pozostały 2 sekundy, szkoleniowiec naszej reprezentacji wziął przysługujący mu czas. Po przerwie faulowany przy rzucie z dystansu był Szewczyk, a kwestionujący tę decyzję sędziowską turecki trener został ukarany przewinieniem technicznym. Po 3 celnych rzutach wolnych przed IV kwartą widnieje wynik 61:62 dla Turcji.

Niesubordynację szkoleniowca reprezentacji Turcji orzeczono na poczet ostatniej kwarty, krótka przerwa nie wybiła Szewczyka z rytmu, bez problemu trafił dwa pozostałe rzuty wolne. Biało-czerwoni objęli na krótko prowadzenie 63:62, zaraz je tracąc za sprawą Hedo Turkoglu. Jak na lidera zespołu przystało, skrzydłowy Orlando wziął na siebie ciężar zdobywania punktów. Kilka głupich strat, słabsza gra na tablicach "zaowocowała" powiększeniem po 5 minutach gry naszej straty do 7 punktów (68:75). Wzięta przez Alesa Pipana przerwa na żądanie miała znaczący wpływ na dalsze losy meczu. Z dystansu trafił wreszcie Szewczyk, wyczyn starszego kolegi powtarza Koszarek i po rzutach wolnych Dardana Berishy jest już tylko 79:81. Szkoleniowiec naszej kadry pokazał, że ma „trenerskiego nosa”, gdy potrzebne były skuteczne akcje w ataku, zdjął Piotra Szczotkę, zawodnika o profilu defensywnym, a kolejną szansę otrzymał Piotr Pamuła. To właśnie trzypunktowy rzut młodego strzelca AZS Politechniki Warszawskiej na 45 sekund przed końcem spotkania dał nam prowadzenie 82:81. Taki cios w końcówce tak ważnego meczu mógłby podciąć skrzydła każdej drużynie, by tego uniknąć szkoleniowiec tureckiego zespołu poprosił o przerwę. Turcy grają na zwłokę, chcą wykorzystać do końca przysługujące im 24 sekundy na akcję. Ciężar gry wziął w końcówce na siebie rozgrywający Tunceri, po jednym z jego wejść w strefę podkoszową faulowany Enes Kantera wywalczył dwa rzuty wolne. Numeru 3 tegorocznego draftu NBA nie zjadła trema i kolejne 2 punkty padły łupem faworytów tego spotkania. W tym momencie stan meczu wynosił 82:83 na naszą niekorzyść, jednak rzut z półdystansu Dardana Berishy z przed nosa Ilyasovy, na 12 sekund przed końcem spotkania dał polskiej reprezentacji prowadzenie 84:83. Akcja Tunceriego w ostatniej sekundzie okazała się nieskuteczna, co oznaczało, że polscy koszykarze mogli cieszyć się z osiągnięcia ogromnego sukcesu i sprawienia wielkiej niespodzianki.

Polska – Wielka Brytania

Polacy rozpoczęli w identycznym składzie jak w meczu z Turcją, a do krycia Loula Deng’a delegowany został Piotr Szczotka.
Koszykarze Wielkiej Brytanii prowadzonej przez gwiazdę Chicago Bulls już w pierwszych minutach spotkania osiągnęli kilkupunktową przewagę. Wynikiem takiego obrotu spraw była słaba skuteczność w ataku i gra na tablicach. Sporo krwi w tym fragmencie napsuli nam podkoszowi Archibald i Freeland. Pierwszą kwartę przegraliśmy 18:17

Początek drugiej część spotkania wydawał się być bardziej wyrównany. Nic jednak bardziej mylnego, słaba skuteczność w ataku oraz problemy w obronie z upilnowaniem podkoszowych Brytyjczyków powiększyły jedynie stratę, w końcówce II kwarty wyniosła już ona 8 punktów (34:26). Kolejne świetnie spotkanie rozgrywał Deng, nazwany przez komentującego spotkanie w Poniewieżu Mirosława Noculaka "człowiekiem orkiestrą". Swoją grą potwierdził słuszność takiego określenia. Był niemalże wszędzie, zbierał, asystował, celnie rzucał rzuty wolne (7/9 w przekroju całego spotkania), a także trafiał z dystansu. Druga kwarta kończy się wynikiem 39:31 dla Wielkiej Brytanii.

Trzecia partia była zdecydowanie najlepszym fragmentem gry biało-czerwonych. Szybsza i składniejsza gra w ataku, lepsza dyspozycja rzutowa pozwoliła dogonić przeciwnika, a po czterech osobistych Koszarka wyjść nawet na prowadzenie 53:52. Po kolejnych punktach naszego rozgrywającego i pewnie egzekwowanych rzutach wolnych Deng’a nasi koszykarze schodzą na przerwę przed IV kwartą prowadząc 56:55.

Ostatnia część spotkania to właściwie popis jednego gracza, Joela Freeland'a. Gracz hiszpańskiego zespołu Unicaja Malaga wziął na siebie ciężar zdobywania punktów, imponował także w walce na tablicach. W końcówce spotkania swoim trzypunktowym rzutem ostatecznie wybił naszym koszykarzom z głowy marzenia o grze w następnej fazie mistrzostw. W drugiej części tej partii Brytyjczycy grali dużo skuteczniej w ataku, trafiali z czystych pozycji i popełnili dużo mniej błędów. Polacy sromotnie przegrali walkę o zbiórki, bilans 21:43 powinien naszym podkoszowym wiele do myślenia. Chaotyczne akcje, pośpiech i nieskuteczność rzutowa przyczyniły się do powiększania przewagi punktowej Brytyjczyków, mecz zakończył się zwycięstwem 88:81 dla wyspiarzy.

Najbardziej wartościowy gracz spotkania Loul Deng zakończył mecz z dorobkiem 28 pkt, 14 zbiórek i 6 asyst, jego "pomocnik" Joel Freeland przy 100% skuteczności rzutów z gry zdobył 27 pkt i zaliczył dwucyfrową liczbę zbiórek. W sumie obaj gracze Wielkiej Brytanii zdobyli 55 z 88 punktów całego zespołu, co obrazuje na kim nasza obrona w przebiegu całego spotkania powinna się szczególnie skoncentrować.

Polska reprezentacja kończy swoją przygodę z Eurobasketem 2011 na przedostatnim miejscu w grupie. Wielka Brytania grająca dzisiaj o przysłowiową "pietruszkę" pokazała na parkiecie więcej charakteru i woli walki, niezbędnej do osiągnięcia końcowego sukcesu. W każdym bądź razie, turniej w Poniewieżu można uznać za udany. Mimo braku w kadrze min. Marcina Gortata, Macieja Lampego czy Michała Ignerskiego udało się w meczach z tuzami światowej koszykówki walczyć jak równy z równym. Dla młodych zawodników grających w naszym zespole takich jak Dardan Berisha czy Piotr Pamuła minuty spędzone na parkiecie będą niebywałym źródłem doświadczenia, którego nie zdobędą na krajowych parkietach.

Sergiusz Felbur