10 lat oficjalnej wojny z terroryzmem

0
845
views

Uprowadzone samoloty uderzyły w wieże World Trade Center 9 września 2001 roku. Niecały miesiąc później, 7 października amerykańskie wojska rozpoczęły operację w Afganistanie. Od tych wydarzeń upłynęło już 10 lat, tyle też trwa wojna wypowiedziana terroryzmowi przez George’a W. Busha. Zabito przywódcę Al.-Kaidy, Osamę Ibn Ladina, wcześniej dokonano inwazji na Irak. Jak po latach zmagań miewa się światowy terroryzm? Jest słabszy, czy urósł w siłę?

Zagrożenie regionalne.

Wydaje się, że możliwość ataku ekstremistów na takie ośrodki jak Nowy Jork, czy Londyn jest obecnie mała. Po 9/11, czy zamachach w londyńskim metrze wprowadzono szereg zabezpieczeń, przestano lekceważyć doniesienia wywiadu, rozbito też główną strukturę Al.-Kaidy, która stanowiła największe zagrożenie. Z drugiej strony na całym Zachodzie utrzymuje się atmosfera ciągłego strachu przed islamskimi radykałami. Przestał istnieć problem ogólnoświatowej siatki terrorystycznej. Za to dynamicznie rozwijają się lokalne ugrupowania. Odłamy Al.-Kaidy w Jemenie, czy Somalii, Laszkar-e-Toiba w Pakistanie, która dokonała słynnych zamachów w Bombaju w 2008 roku. Kraje rozwijające się, skonfliktowane z sąsiadami, a często również rozdarte wewnętrznie nie potrafią poradzić sobie z rosnącą rzeszą ludzi, którzy aby osiągnąć swoje polityczne, lub religijne cele gotowi są mordować cywili.

Pakistan funkcjonuje coraz gorzej. A jest to kraj zamieszkały przez ponad 170 milionów osób. Gdyby doszło tam do anarchii takiej jak w sąsiednim Afganistanie bylibyśmy świadkami największej klęski humanitarnej na świecie. Sytuacja w kraju jest skomplikowana – talibowie grasujący po Północno-Zachodniej Prowincji Pogranicznej i ścigające ich amerykańskie Predatory, ludność niezadowolona z bezczelności US Army, z korupcji wśród urzędników, z bomb które niemal codziennie wybuchają na bazarach. Prezydent Asif Ali Zardari, który zastąpił obalonego generała Perveza Musharrafa nie radzi sobie z problemami państwa. Pojawia się też inny wątek. Kto po odejściu Musharrafa posiada kody do bomb atomowych? On sam? Obecny prezydent? Jeden z generałów? Ktoś inny? Trzeba pamiętać, że pożądający broni nuklearnej Osama ibn Ladin właśnie z Pakistanem wiązał największe nadzieje. Ibn Ladina już nie ma, lecz wielu chce kontynuować jego dzieło.

Sytuacja w Iraku również daleka jest od ideału. Wciąż dochodzi do starć między szyitami i sunnitami, przy okazji świat religijnych regularnie wybuchają bomby. Na dodatek, dotychczas w miarę spokojna północ kraju jest atakowana przez wojska tureckie, które niszczą bazy rebeliantów z Partii Pracujących Kurdystanu. Są to separatyści, którzy walczą o utworzenie niepodległego Kurdystanu na terenach należących do Turcji, Syrii, Iraku i Iranu. A walczą poprzez atakowanie tureckich posterunków wojskowych, czasem również cywili. Organizacja jest uznawana za terrorystyczną zarówno przez UE jak i USA. Jednak intensywne działania armii tureckiej mogą obrócić się przeciwko bezpieczeństwu zarówno Iraku jak i Turcji. Eskalacja konfliktu z Kurdami, największym narodem na świecie bez własnego państwa, nie będzie bez znaczenia dla sytuacji zarówno w regionie jak i na Świecie.

Europa śpi.

W Londynie i Madrycie islamscy terroryści pokazali, że są w stanie zaatakować dowolne europejskie miasto. Od tego momentu wszyscy żyjemy w jakimś, mniejszym, czy większym, poczuciu zagrożenia. Jednak zamachy w stolicy Hiszpanii pokazały coś jeszcze oprócz bezsilności służb wobec dobrze zorganizowanych zamachowców. Okazało się, że tego typu zamachy mogą spowodować ustępstwa, a nie tylko eskalację konfliktu. Przed atakiem pewnym była reelekcja prawicy. Trzy dni później ludzie zagłosowali na socjalistów. Premierem został Jose Zapatero, który natychmiast po objęciu władzy wycofał hiszpańskie wojska z Iraku.

Wojna prowadzona w Azji Środkowej doprowadziła jednak do eliminacji przywódców i rozbicia struktury władzy organizacji terrorystycznych. Radykałowie islamscy stracili na znaczeniu i sile. Jednak inne ugrupowania też z chęcią korzystają z potężnej broni, jaką jest terroryzm. W Rosji co roku dochodzi do poważnych ataków. W marcu 2010 roku w moskiewskim metrze wysadziły się dwie kobiety, w styczniu 2011 zamachowiec-samobójca zabił 35 osób na podmoskiewskim lotnisku Domodiedowo. Wszelkie tropy prowadzą do Czeczenii, gdzie od 1994 trwa wojna domowa. Ostatnimi czasy również tam rosną wpływy radykalnych muzułmanów. Cztery lata temu proklamowano Emirat Kaukaski, w którego skład wchodzą teoretycznie wszystkie rosyjskie republiki leżące na Kaukazie. Teoretycznie, bo Rosja nie ma zamiaru na swoim terytorium tolerować islamistów i separatystów w jednym. I jest gotowa sporo poświęcić, aby przywrócić spokój w tamtych rejonach.
Nie trzeba być mocarstwem żeby zostać celem zamachów. 11 kwietnia 2011 roku doszło do eksplozji w mińskim metrze. Sprawcy wciąż pozostają nieznani. Tak samo jak nieznana jest odpowiedź na pytanie, po co ktoś zaatakował Białoruś.

Ludzie z niepokojem spoglądają na Bliski Wschód i muzułmanów. Niepotrzebnie. Pokazały to wydarzenia w Norwegii. Prawicowy aktywista Anders Breivik zamordował w sumie 77 osób. Rzecz bez precedensu w tolerancyjnym i spokojnym kraju skandynawskim. Wydaje się, że czas zacząć myśleć o swoim własnym podwórku, a nie wypatrywać zagrożenia z krajów, z którymi nie mamy nic wspólnego. Tak na przykład od lat jest w Izraelu. Z jednej strony Żydzi na co dzień muszą unikać rakiet wystrzeliwanych przez Hamas, z drugiej Palestyńczycy co chwila doświadczają kolejnych akcji odwetowych izraelskiego wojska, które czasami wyglądają wręcz jak terroryzm państwowy. Co stanie się po 21 września, gdy dojdzie do głosowania w Radzie ONZ nad uznaniem niepodległości Palestyny? Ponowny wybuch walk, niezależnie od wyniku, wydaje się być najbardziej prawdopodobny.

Właśnie na tamtych terenach istnieje największe ryzyko kolejnych zamachów. Wciąż niespokojnie będzie też w Afganistanie i Pakistanie. Największą zagadką jest to co stanie się w krajach arabskich po rewolucjach. W Libii w siłę rosną ortodoksi, w Egipcie największą siłą polityczną stało się Bractwo Muzułmańskie. Radykalizacja władzy w tych państwach jest równoznaczna z ryzykiem kolejnych zamachów terrorystycznych w całej Europie.

Bartek Serafinowicz