Dwie Ojczyzny, Dwa Patriotyzmy, jeden bałagan

0
1102
views

– Jak każdy kij ten również ma dwa końce.
– Nie ma.
– Ależ ma, pani trzyma za ten drugi i bardzo trzęsię, niech pani puści to pani zobaczy.
– Mój on jest.
– No, niechże pani się uspokoi, przecież ma.
– Hańba.
Tak mniej więcej w skrócie i dużym uproszczeniu wyglądała spora część dyskusji na debacie „Dwie Ojczyzny, Dwa Patriotyzmy – czyli o tym, czy jest możliwy patriotyzm bez ksenofobii”. Punktem wyjścia do rozważań na temat tego, jak wygląda, a jak wyglądać powinien patriotyzm była praca Jana Józefa Lipskiego „Dwie ojczyzny, dwa patriotyzmy” (którą można było otrzymać za darmo zaraz przy wejściu na dyskusję) – morderczo aktualna. Co ciekawsze, spotkanie zorganizowało środowisko „Otwarta Rzeczpospolita” (przeciw Antysemityzmowi i Ksenofobii), w kraju kiedy o polaryzacji społeczeństwa (albo nawet zalewie obcych ciał, które niebawem nami zawładną) słyszymy, przynajmniej w głównym nurcie, częściej ze strony prawicowych wojowników. Na spotkaniu też się pojawili i jest mi przykro, że jako ludzie zakolegowani z chrześcijaństwem (przynajmniej na papierze bardziej niż ja) takiego chrześcijanina, jakim był pan Józef Lipski nie zrozumieli, o ile zrozumieli cokolwiek oprócz tego, jak bardzo są uciskani. Klasyk.

Generalnie było trzech głównych opozycyjnych bohaterów. Pani numer jeden, która nie wierzy w to, że Brevik jest nacjonalistą, nie wierzy również w to, żeby Polacy mogli być źli dla kogokolwiek. Właściwie sam wolałbym wierzyć w to, że Brevik był na przykład pacyfistą, albo, że wspierał, tak jak „Otwarta Rzeczpospolita” blokadę 11 listopada, ale jest chyba inaczej. Oczywiście Brevik też jest masonem, a Jan Józef Lipski był członkiem wolnomularskiej Loży „Kopernik”, jednak manifest Brevik'a ma więcej punktów stycznych z chłopcami z ONR-u, niż nawoływaniem do poszanowania innych kultur przez Lipskiego. Bohaterem numer dwa był reżyser bazujący na tym, że kręci filmy tylko o zdrajcach, a Ojczyzną interesuje się właściwie bardziej w kontekście tego, kto mógłby się okazać spiskowcem, niż w kontekście rozwiązywania realnych problemów. Ponieważ nie chciałbym żadnym słowem reklamować jego żenującego wystąpienia, napiszę tylko – plucie na Życińskiego w wykonaniu tego pana już znamy, ale robienie z Zygmunta Baumana hitlerowca to ciekawe novum. Ciekawe, co na to Bauman. Bohaterką numer trzy była pani, która biła brawo dwojgu poprzednim i w najbardziej rozbrajających momentach krzyczała : „Hańba”. Trzeba mieć naprawdę dużo samozaparcia, żeby tak bardzo psuć zdrowie sobie (co akurat mnie nie boli, mógłbym nawet powiedzieć, że nawet mnie cieszy) i innym (co akurat bolało mnie, aż za bardzo). Cóż, prawa otwartych debat.

No i szkoda, że właściwie to głównie uciskaną trójkę pewnie większość zapamięta najlepiej (szczególne brawa należą się reżyserowi filmów o zdrajcach narodu, który skutecznie wypłoszył swoją wypowiedzią o Baumanie co najmniej 10 osób), bo bardziej krzyczeli. Szkoda o tyle, że jak często w przypadku tego typu debat, świadectwa i próby odpowiedzi na najważniejsze pytania ginęły w bezsensownej jatce. Główne pytania nie dotyczyły tego, czy jesteśmy ksenofobiczni i mamy megalomanię, bo po dowody na to wystarczy pójść do kiosku. Prawdziwie palącym problemem jest to, dlaczego tak się dzieje i jak długo w imię tej megalomanii będziemy usprawiedliwiać krzywdę innych i udawać, że jesteśmy bez winy? Jak długo też będziemy akceptować nieznajomość przez rzekomych patriotów naprawdę lwiej części prawdziwego dziedzictwa ich własnej kultury? Dlaczego też prawdziwi patrioci nie potrafią w żaden sposób wytłumaczyć, co daje im prawo do bycia ponad? W filmie wprowadzającym do debaty od ludzi złapanych na mieście słyszeliśmy głównie, że „bóg, honor”, że „mogliby oddać życie za ojczyznę” i „patriotą jestem od urodzenia, albowiem tak mnie wychowali”. I wszystko prawidłowo tylko, co taki patriotyzm zmienia? Powiedziałbym, że to raczej dołujący pomysł na udowodnienie sobie patriotyzmu. Jest też to pomysł dosyć głupi, przynajmniej dopóki nie zagraża nam trzecia wojna światowa. Jeśli jesteśmy tak patriotyczni, że chcemy umierać zanim odpowiemy sobie na to, kim właściwie jesteśmy będąc Polakami to chyba kiepscy z nas patrioci. „Rzecz nie w stwierdzeniach opisowych, a w wartościach i ocenach: czy uważamy się za lepszych – czy tylko za innych, czy sądzimy, że w tej inności jest jakaś szczególna wartość (i jaka?), czy uważamy, że przysługują nam z jakiegoś tytułu szczególne prawa i przywileje, a może obowiązki. Zależnie od odpowiedzi na te pytania wyznajemy różne patriotyzmy. W skrajnych przypadkach należymy właściwie do rożnych ojczyzn.” – pisał Jan Józef Lipski.

Sęk w tym na jaki patriotyzm i jak długo możemy się godzić. Wzruszyła mnie opowieść jednej z uczestniczek dyskusji, o tym jak mocno musiała zredefiniować swoje pojęcie „polskości”, kiedy będąc wychowywaną przez post-NDKów odkryła, że jej matka jest żydówką. Podzielałem, też zaangażowanie Sylwii Chutnik w blokadę 11 listopada i poparcie dla postawy nieposłuszeństwa obywatelskiego w odpowiedzi na agresję. Pewnie niektórych kuły w uszy słowa Henryka Wujca o tym, że część wsi traktowała „partyzantów”, jako „zwykłych bandytów” zanim nie zaczęli funkcjonować pod banderą AK, ale jest to część prawdy o przeszłości. Prawda o współczesnym pojmowaniu patriotyzmu tak długo będzie częściej prawdą „brunatnych ksiąg”, jak długo będziemy unikać pytań, a każde wynaturzenie przyjmować jako barwę ochronną. Nie chcę odbierać ludziom dumy (chociaż wydaje mi się to dziwne, być dumnym z faktu urodzenia w danym miejscu i czasie obdarzonym danym kolorem skóry i danym obciążeniem kulturowym), ale do momentu, kiedy nie odmawiają innym prawa do życia i działania wobec ich aspiracji.
– Dziękuję za dyskusję, jak już mówiliśmy na wstępie każdy kij ma dwa końce, jeden koniec to narodowa megalomania, a drugi to… –
– Hańba!-
– Kij ma dwa końce.-
– Twój koniec nie jest końcem. –
Koniec.

Mateusz Romanowski