Świątek, piątek czy niedziela

1
673
views

Kibicom na Kujawach i Pomorzu szczerze współczuję. Dziś, jeśli chcą oddawać się w pełni swojej pasji, powinni wygrać los na loterii. Najlepiej mieć górę pieniędzy i jeszcze raz tyle czasu.

Tygodniowy kalendarz sportowych wydarzeń pęka wręcz w szwach. A tu trzeba przecież jeszcze, raz na tydzień, posprzątać dom, wybrać się z rodziną do marketu, wpaść na działkę, aby przysposobić ją przed zimą, na samym końcu odwiedzić rodzinę lub znajomych. Kiedy pójść na stadion czy do hali, żeby zobaczyć swoją ulubioną drużynę, nie mówiąc już o tasiemcu zawodów znajdujących się w ofercie rozmaitych stacji telewizyjnych… Mam wielu znajomych, którzy pod byle pretekstem emigrują jednak z domów, aby zasmakować dreszczyku sportowych emocji.
Młodzi internauci nie mogą tego pamiętać, ale drzewiej bywało inaczej. Dla rozgrywek sportowych rezerwowane były wyłącznie niedziela, w ostateczności sobota. Nie było żadnych tam sportowych weekendów. Sport był z definicji – amatorski, uprawiano go w formie hobby, zawsze po zakończonej pracy. Wolnych, jak dziś sobót nie było. Tak oklepany termin zawodostwo praktycznie w tej dziedzinie życia społecznego nie istaniał. Sportowa rywalizacja nie włokła się więc miesiącami. Piłkarskie zespoły Polonii i Zawiszy rozgrywały, w latach sześćdziesiątych, swoje mecze w niedzielę w porze południa i były poważną konkurencją dla kościoła (podczas niedzielnej sumy kościelne ławy świeciły pustkami, a księża grzmieli z ambony). Popularny onegdaj w Bydgoszczy hokej na nie istniejącym "Torbydzie" miał zarezerwowane sobotnie wieczory i niedzielne przedpołudnia.

Prawdziwa konkurencja panowała za to wśród gier zespołowych; mecze olbrzymów koszykarzy nakładały się na spotkania urodziwych siatkareczek. Żużlowcy Polonii, od prehistorycznych czasów, ścigali się zawsze na stadionie przy ul. Sportowej i to po niedzielnym rodzinnym obiedzie. Znałem wielu prawdziwych kibiców, którzy potrafili w ciągu dnia obskoczyć zawody w kilku punktach miasta, zaniedbując – ma się rozumieć – życie rodzinne i nie zważając na malejącą zawartość swoich portfeli.
Dziś kopie się piłkę, gra w koszykówkę, siatkówkę, szczypiorniaka, jeździ zawsze w lewo na torze żużlowym – cały tydzień. Impreza goni imprezę. Nie ważne czy świątek, piątek czy niedziela (piłkarskie środy czy czwartki!). Sport, to już prawdziwa profesja. Żyją (sowicie) z niego sportowcy, kluby mają z biletów na częściowe utrzymanie, a kibice niezliczoną moc wrażeń. Czym więcej zawodów, najlepiej na dobrym poziomie, tym klubowi księgowi zacierają bardziej ręce.
Dziś nie tylko Bydgoszcz pozostaje dużym sportowym teatrem. Mają się kim (i czym) pochwalić: Toruń, Grudziądz, Inowrocław czy Włocławek; ten ostatni rozkochany najbardziej w męskiej koszykówce.

Nasz portal postara się być obecny i tu, i tam. W świątek, piątek czy niedzielę.

TADEUSZ BRONOWSKI

grafila Arkadiusz Kręcicki

1 KOMENTARZ