Dziennik emigranta: czy polska demokracja jest już dojrzała?

0
587
views

11.10.2011 Torquay

Dziennik emigranta: czy polska demokracja wydoroślała?

Po wygranych wyborach premier Tusk ma proste zadanie. Jego koalicja z ludowcami może nie ma miażdżącej przewagi, ale te 4 mandaty powyżej 230 posłów to wystarczy do rządzenia. O ile premier będzie w stanie wymusić dyscyplinę partyjną. Wtedy może przeforsować wszystko. Podobnie Senat – tam władza Tuska jest niepodważalna. Nawet licząc niezrzeszonych trzydzieści senatorów PiS plus trójka niezrzeszonych to za mało, żeby cokolwiek zrobić. A razem z PSL Platforma będzie miała 2/3 głosów. Formalnością będzie wizyta w Pałacu Prezydenckim. Bronisław Komorowski ma komu dać zadanie stworzenia nowego rządu. Jego zapewnienia, że będzie to osoba mająca największe szanse na stworzenie rządzącej koalicji ziściły się w Tusku i Platformie z jej dobrym wynikiem wyborczym. Czy polska demokracja osiągnęła wiek dojrzały? Tuskowi jako urzędującemu premierowi udała się reelekcja. To pierwszy raz w historii Polski. Wielki sukces.

Co czeka teraz premiera? Na pewno przepychanki we własnej partii. Bo przecież zapowiedział on, że wymieni część ministrów, i że zmieni niektóre ministerstwa. Niektórym doda pracy, a niektórym odbierze. Ma być nowe super ministerstwo, które ma się zając wydobywaniem gazu z łupków z uwzględnieniem środowiska naturalnego. Myślę, że to nie głupi pomysł. Trzeba by jeszcze przygotować, jasne i przejrzyste zasady eksploatacji tych niespodziewanych źródeł przyszłego bogactwa. I przeznaczyć choć część pieniędzy na budowanie przyszłości – choćby tak jak zrobili to Norwedzy. To rząd Tuska ma szanse nas ustawić na kolejne dziesięciolecia o ile gaz rzeczywiście uda się wydobywać na przemysłową skale – bo to wciąż nie jest pewne.
Pawlak i PSL chcieliby więcej niż maja teraz, ale do poważnej rekonstrukcji rządu może dojść dopiero po nowym roku, kiedy kończy się nasza prezydencja w Unii Europejskiej. Tak zapowiada premier. Na razie wiadomo, że zmienił się trochę rozkład sił w samej partii rządzącej – i to te zmiany wymuszą roszady personalne.

Nie wiadomo czy Ruch Palikota zostanie zaproszony w jakiejkolwiek formie do rządzenia – to wciąż jest niewiadoma. Niepotwierdzone plotki mówią o pierwszym pośle – geju – Biedroniu jako ministrze do spraw mniejszości seksualnych. Ale to na razie plotki. Z pewnością Palikot chciałby się jakoś przyłożyć do cegiełki rządzenia. Ma facet ambicję, a przede wszystkim poparcie społeczeństwa. Jeszcze raz brawa dla pana Tymochowicza. Udało im się obu – bo to sukces, który podważa dorosłość naszej demokracji. Rok temu nie było Ruchu Palikota. Nawet pół roku temu. Partia (były – przypomnę duże problemy z nazwą partii) istnieje od czerwca! A sam Palikot jest młodą twarzą w polityce – zdobył mandat parlamentarzysty z Lubelszczyzny sześć lat temu. W każdym razie apetyt i styl facet ma. Co z tym zrobi Tusk? Na pewno łatwiej byłoby mu przepychać każdą z ustaw z poparciem partii Palikota. Lepiej go mieć po swojej stronie.

Niewiadomych jest wiele. Czy Tuskowi wystarczy PSL? Czy wymieni PSL na Ruch Palikota? Czy do-koptuje Palikota (albo kogoś z jego partii) do rządu, i będziemy mieli PO-PSL-RP? Na razie nie wiadomo. W każdym razie Tusk na pewno będzie premierem.
Jak zapewne wiecie miałem duże wątpliwości do Tuska, ale jeszcze większe do pozostałych. Choć udało mi się przewidzieć zapaść w nicość PJN – Polska jest Najważniejsza, to nie doceniłem Janusza Palikota. Nie byłem odosobniony – co mnie pociesza. Ale z drugiej strony, skoro najęli Tymochowicza – to wszystko mogło się zdarzyć. Facet, którego poznałem kiedyś na wykładzie na mojej szanownej alma mater jest geniuszem polskiego marketingu politycznego. King maker? Prawie. Bo przecież Tymochowicz zaplecza politycznego ani siłowego nie ma. Ma za to niebywałe zrozumienie polskiego społeczeństwa.

Czy polska demokracja wydoroślała? Wydaje się, że nie. Z jednej strony urzędujący premier wygrał reelekcję, ale z drugiej strony do parlamentu weszła partia, której jeszcze pięć miesięcy temu w ogóle nie było. I zdobyła trzecią pozycję w kraju. Oczywiście to by się nie zdarzyło, gdyby więcej osób poszło do głosowania. Niecałe 49% frekwencji jest porażające. Niestety w złym tego słowa znaczeniu. Wydaje się, że to demokracja jako taka poniosła największą porażkę w tych wyborach. Osobiście uważam, że nawet gdyby PiS wygrał, ale przy 80% frekwencji – to ten rząd chętniej bym uznał. Bo miałby większą legitymizację do rządzenia. A tak? Niecałe pięćdziesiąt procent to hańba.
Jeśli pamiętacie mniej więcej tydzień przed wyborami pisałem tekst o frekwencji wyborczej. Profesor Bujak zachęcał do niegłosowania. Przypomnę tylko jeden argument przeciwny – tyle osób zginęło, żebyśmy mogli dziś głosować. Ich śmierć była na marne? Czy polska demokracja wydoroślała? Raczej nie. Cofamy się w rozwoju.

Artur Pomper