Tragiczny dzień dla polskiego wojska w Afganistanie

1
874
views

Kolejne polskie ofiary wojny w Afganistanie Święta tuż tuż, a tu mamy kolejną przygnębiającą wiadomość. Parę dni temu zmarł Havel, moja ulubiona piosenkarka Cesaria Evora, a dziś w zamachu zginęło pięciu polskich żołnierzy w Afganistanie.

To był jak do tej pory najbardziej krwawy atak na polskich żołnierzy w tym kraju. Do tej pory zginęło w Afganistanie 36 Polaków. Niezbyt ciekawie dla wielu osób zapowiadają się te święta. Współczuje ich rodzinom i najbliższym. Ale ilekroć ginie polski żołnierz – a dzieje się to prawie wyłącznie na zagranicznych misjach polskiego wojska – zastanawiam się nad ceną jaką przyszło nam zapłacić za nasze uczestnictwo w takiej eskapadzie. I czy było warto?

Ostatnio pisałem, że odpowiedzialnym za wysłanie polskich chłopców na Bliski Wschód spada na byłego prezydenta – Aleksandra Kwaśniewskiego (który chciał ubić interes osobisty – dostając stołek w jakiejś ponad narodowej instytucji formatu NATO) oraz na Leszka Millera – wtedy premiera Polski(nie wiem co starał się ugrać Miller na tym).

Obydwaj panowie próbowali coś ugrać za nasze uczestnictwo w walkach i za poparcie udzielone Amerykanom. Jak mówiłem to wielokrotnie – nie lubię Kwaśniewskiego właśnie za to – że próbował przehandlować udział polskich żołnierzy w Iraku (a potem w Afganistanie) za stołek dla siebie. Jedyna satysfakcja, że nie udało mu się, żadnego stołka dostać. Przynajmniej tyle, ale marne to pocieszenie. Nie wiem natomiast co próbował ugrać rząd Leszka Millera.

Jeśli to miał być ten słynny offset, to chyba można śmiało powiedzieć, że to nie był interes naszego życia. I nawet to jest niedopowiedzeniem. I choć wtedy miałem żal do prezydenta Chiracka (powiedział, że Polska miała okazje do siedzenia cicho, ale ją zaprzepaściła) to nadal uważam(jak twierdziłem od samego początku), że interwencja Polaków w Iraku była błędem. Oczywiście znajdą się tacy, którzy będą wyliczać korzyści wynikające z uczestnictwa Polski w tych misjach. I na pewną takowe są.

Tylko czy one przewyższają 36 ludzkich istnień? Nie umiem tego ocenić. Znajdą się tacy, którzy powiedzą – tam jadą ochotnicy, którzy są przeszkoleni, którzy wiedzą na co się piszą, i że znają ryzyko. Ale to mnie nie przekonuje do końca. Owszem to jest praca, ale taka, w której można zginąć. Gdyby polski rząd i prezydent by się nie pchali przed szereg ci ludzie by tam nie zginęli. Jakie są te pozytywy polskiego uczestnictwa? Najważniejszego pozytywu nie da się przeliczyć na pieniądze.

To doświadczenie – zarówno żołnierzy jak i dowódców. Po raz pierwszy od wielu lat polska armia nabiera doświadczenia bojowego. Tylko jaki to plus, gdy od wielu miesięcy słyszy się, że najważniejsi i najlepsi polscy dowódcy przechodzą do cywila w niewyjaśnionych dotychczas okolicznościach. Cały ten wysiłek idzie na marne, bo ci ludzie odchodzą z wojska, a państwo nie opiekuje się nimi. A przecież taki generał (ostatnio odszedł jeden z najmłodszych polskich generałów, jeszcze przed sześćdziesiątką) to skarb. Jego wyszkolenie kosztowało majątek i jako takie jest bezcenne. Nie da się go ot tak – skopiować.

Co innego wziąć karabin (nie twierdzę, że do tego nie trzeba żadnego szkolenia, ale to trochę inna skala pieniężna i czasowa) a co innego kierować na polu walki żołnierzami. To są inne umiejętności. Bezcenne dla wojska, które od 50 lat nie musiało prowadzić wojny. Nie żebym chciał, żeby się przydały kiedykolwiek takie umiejętności, ale przecież nie można z góry takich rzeczy zupełnie wykluczać. 35 żołnierzy i jeden cywil zginęli w Afganistanie od początku interwencji w tym kraju, czyli od 2002 roku. To strasznie dużo. Ci dzisiejsi zginęli gdy ich pojazd opancerzony (jak widać nie najlepiej) wjechał na ładunek wybuchowy.

Mówi się, że to był duży ładunek od 100 do 150 kilogramów środka wybuchowego. Ale zadać trzeba sobie pytanie, czy jesteśmy do takich akcji dobrze przygotowani? Eksperci twierdzą, że talibowie doskonale znają możliwości polskiego i amerykańskiego oręża. I że wiedzą jaką co ma wytrzymałość. To chyba znacznie więcej od tego, co wiedzą Amerykanie i ich sojusznicy.

Polskie wojsko, wraz z innymi ma opuścić Afganistan już za 3 lata – ale co się stanie po naszym wyjeździe? Jak pokazuje dzisiejszy zamach to nie jest spokojny kraj. Talibowie mają wciąż duże możliwości. Na pewno większe niż ktokolwiek by się spodziewał po partyzantach i terrorystach. Zwłaszcza po niemal dziesięciu lat ciężkich walk. Bo o ile Irak był prostą operacją usunięcia dyktatora, to jednak Afganistan był znacznie trudniejszy. I tu nie chodzi tylko o logistykę – Irak wszak ma dostęp do morza, Afganistan – nie. Walki w tym kraju były znacznie burzliwsze i trudniejsze.

Do dziś Amerykanie i ich sojusznicy w zasadzie kontrolują teren swoich baz. Dzisiejszy atak był zaledwie 10 kilometrów od polskiej bazy. Rząd prezydenta Karzaja kontroluje stolicę. I chyba sam nie wie czy cała. Wszystko inne w najlepszym razie jest ziemią niczyją. Talibowie nie tylko mają broń, ale przez lata swoich krwawych rządów wyprali mózgi Afgańczyków. Wyprali i zastraszyli ich totalnie. I nic – ani „demokratycznie” wybrany prezydent, ani kontyngent obcych wojsk tego nie zmieni.

Szkoda, że nikt tego nie umiał przewidzieć. Za te 3 lata, gdy Amerykanie i NATO wyniesie się z tego górzystego i niegościnnego kraju nie wiadomo co się stanie. Prawdopodobnie talibowie przejmą władze ponownie. I tym razem na znacznie dłużej. Nikt dwa razy tam nie wejdzie. Inna sprawa, że po porażce Brytyjczyków 150 lat temu (gdy z całej armii przeżył dosłownie jeden człowiek) Amerykanie powinni dwa razy się zastanowić zanim zaatakowali ten niegościnny, górzysty kraj.

Tak samo my, Polacy powinniśmy się zastanawiać czy korzyści z uczestnictwa w misjach pokojowych nie są aby mniejsze niż straty…

Artur Pomper

 

Poprzedni artykułSzara strefa w Polsce
Następny artykułMr Chapman
PODZIEL SIĘ

1 KOMENTARZ

  1. Polacy czy Polska ipolskie rzady sa tak samo glupio postepujacy(udzialem zolnierzy w tych nonsensownych wojnach )jak w czasie przeszlym wspolpracujac z Napoleonem.