Tylko czas daje pewność..

0
739
views

Rzeczywistość zawsze wkrada się do sielanki. Przytłoczeni obowiązkami nakreślamy kres magii i ekstazy, jaką daje nam choroba zwana zakochaniem.

Powiedz mi ile dróg mam przejść
by być z Tobą… przejdę je

Wskaż mi przeszkody które muszę pokonać
by być z Tobą… pokonam je

Pokaż mi obrazy na które patrzeć muszę
by być z Tobą… zapamiętam je

Dla Ciebie zrobię wszystko
bo wszystkim dla mnie jesteś…

Piotr 137

Wpadłam w melancholię. Wiersz bardzo młodego mężczyzny, szukający pomocy u obcych ludzi w zrozumieniu sztuki kochania. Jest gotowy na wszystko, w imię tego co czuje. W imię ideału wykreowanego przez wyobraznię. Nie rozumie, że kocha ją tylko na tyle, ile jest mu w danym odcinku do życia potrzebna. Przyjmuje chwilową niewygodę, twórczą jak frunie na skrzydłach miłości, jest szalonym, nieodpowiedzialnym, romantycznym..myśliwym, może przez chwilę nawet wariatem, składającym ofiarę z siebie na ołtarzu miłości..Co znaczy kocham w wydaniu mężczyzny? Chcę by było ci dobrze? Czy może kocham oznacza „ona spełnia moje potrzeby i dlatego, chcę, żeby była obok", a potrzeb jest wiele: seksualne, życiowe, emocjonalne..chyba tych ostatnich niestety jest coraz mniej najmniej.
Czy lepiej postawić na minimalizm w wyrażaniu uczuć, pozbawiając się melancholicznych uniesień, bo czy miłość miedzy dwojgiem ludzi, po wielu latach bycia razem pozbawiona jest gestów i marzeń? Coraz bardziej skłaniam się ku tezie, iż  trzeba lat, by zrozumieć, że się kogoś prawdziwie i głęboko kochało.
Tę pewność da nam tylko czas. Wszystko inne, to chwilowe iluzje. Niby namiętności, przeżywane tu i teraz. Gwałtowne uniesienia, pasje doprowadzające do zguby. Zaprawdę wielkie słowa z wielkim nic, po upływie szczytu dopaminy. Gdzie kończy się miłość dwojga ludzi i zostaje tylko zwykła kartka papieru z zapisanym najszczęśliwszym dniem naszego życia, bądź słodką obietnicą, która wyryła ślad w sercu. Czy dojrzała miłość musi być pozbawiona romantyzmu, by była szczęśliwa i spełniona?

Każda z nas po cichu marzy o szalonym romantyku, ale niestety związek z romantykiem jest zazwyczaj krótkodystansowy. Za chwilę zabrzmi grom ze strony namiętnych „wariatów”, uznam więc, że w większości przypadków tak jest. Choć skrycie marzymy o chwilach uniesień, to jednak wiele z nas woli mieć mężczyznę na kanapie, wpatrzonego w telewizję, niż czytającego poezję Słowackiego i zamiast pomóc w myciu naczyń, zapala świeczki i tworzy nierzeczywiste obrazy naszego, „swojego” życia. Chcemy takiego faceta, który potrafi trzymać młotek w ręku, a nie tylko pędzel, by malować ten nierzeczywisty świat. On ma zawsze na wszystko czas. Podróże przy nim piękne, chwile, ale jakie życie? Bo jak nazwać i opisać niekończące snucie wizji wspólnego życia, wieczne refleksje nad naturą ludzką, gdzieś nad morzem, może na jachcie, może na bezludnej wyspie, ale zawsze razem, wśród wierszy i pamiątek, osnute muzyką w miejscu, gdzie nikt nam nie przeszkodzi, bo to przecież szare życie, nie my, zabijamy namiętność.

Rzeczywistość zawsze będzie taka sama. Wstać, ubrać się, praca, obowiązki, rachunki, jakiś mały pesymizm, inni ludzie.  Zwykła rzeczywistość obdarta z subtelności, jakby tylko uczucie mogło stanowić o pełni człowieczeństwa, a nasze krytyczne spojrzenie na poczynania pełnego miłosnej pasji człowieka, brane jest za zimny i bezduszny materializm. Ile czasu kochając namiętnie jesteśmy oderwani od rzeczywistości, a przytłoczeni obowiązkami schodzimy na ziemię, nakreślając kres magii i ekstazy, jaką daje nam choroba zwana zakochaniem. Rzeczywistość zawsze wkrada się do sielanki. U jednych wcześniej, u innych pózniej, ale być wiecznie w ekstazie jest niemożliwe, nie kojarzę  tego przynajmniej ze zdrowiem psychicznym. Kiedy odkrywamy u drugiej osoby wady, inne pragnienia, dążenia, to tak jak byśmy otwierali drzwi, do początku lub końca miłości. To co ma być trwałe, musi być wypracowane. Nie można osiągnąć dojrzałości, jeśli nie poprzez pracę i samozaparcie, nieustanne zaangażowanie i odpowiedzialność. Bez tego żaden związek kipiący hormonami nie przetrwa.  Bez umiejętności dialogu, negocjacji i zdolności do kompromisu, nie ma pokojowego współżycia i szczęścia. Czy o takim szczęściu jednak marzyliśmy?

O szczęściu w mozolnej pracy i wyrzeczeń? A gdzie romantyzm, który daje  ulotność i beztroskę, zapewniając ucieczkę od odpowiedzialności. Jesteśmy zakochani, jesteśmy zdolni do największych poświęceń, wielkich słów jak mężczyzna-chłopiec, który napisał wiersz” dla Ciebie zrobię wszystko, bo wszystkim dla mnie jesteś…” Wyznanie  efektowne, ale jakże pozbawione treści. Bo „jej”, to nie rzeczywistość a produkt idealnych wyobrażeń, urojeń i tęsknot. Te piękne i pożyteczne urojenia, często stają się jedynym powodem do zawarcia związku i czekania na „nią”, bo wyśniona, wyczekana, upragniona, prawdziwa miłość. Miłość, nie ona jako partnerka z wadami i różnicą poglądów, tylko czar jaki towarzyszył ekstazie zakochania. Ale w końcu mamy tę wyśnioną, upragnioną „ją” i co się dzieje? Następuje rzeczywista akceptacja indywidualności i odrębności.
Dopiero opuszczając stan zakochania, jesteśmy w stanie kochać. Nasze prawdziwe, nieromantyczne, szare, zwykłe spojrzenie na drugiego człowieka, stanowi podstawę dojrzałego związku, małżeństwa i prawdziwej miłości. Kochamy dojrzale, gdy jesteśmy zdolni żyć bez drugiej osoby, ale dokonawszy wyboru, świadomego wyboru, pozostajemy razem, w naszej codzienności, którą akceptujemy, bez impulsów i kolekcjonowania wrażeń. Jeśli więc po fakcie zakochania, uroczy partner wciąż żyje w innym świecie niż ty, bolejesz, że przestał Cię kochać, a całkiem prawdopodobne, że nie kochał Cię wcale. Jego miłość jest albo pięknym wspomnieniem chwil przeżytych, albo marzeniem o chwilach, które mogą nadejść w przyszłości, bo romantykowi trudno jest odnależć się w terazniejszości bez fantazji. Gaśnie jak świeca i nie on, życie jest temu winne..

Zielonydziennik.pl, Magdalena Undro Łokietek