Duch Świąt Bożego Narodzenia

0
158
views

W poszukiwaniu DUCHA ŚWIĄT BOŻEGO NARODZENIA Czy nie uważacie, że święta, a zwłaszcza święta Bożego Narodzenia zostały kompletnie wypłukane z tego co jest w nich najważniejsze?
Z historii Boga, który w odkupieniu za nasze grzechy zrodził się z kobiety.


A zostały wypłukane przez świat mediów oraz reklamy, który nakazuje nam kupować. A potem kupować i kupować prezenty i inne bzdury. Bo na prezentach się nie kończy – trzeba wspomnieć o dekoracjach, nie tylko choinkowych. Potem karp czy indyk, jak wolą Anglicy. Reszta jedzenia, którego zawsze jest za dużo.

Mam coraz większe wrażenie, że hasło o dawaniu prezentów, że jakoby miało być nam przyjemnie przez to – mam wrażenie, że to też zostało wymyślone gdzieś w jakiejś agencji reklamowej. Gdzie jest ten duch świąt Bożego Narodzenia? Dlaczego mam takie wrażenie?

Choćby Święty Mikołaj?
Myślicie, że ten jowialny facet z białą brodą i dużym brzuchem to jakieś tradycyjne wyobrażenie? Owszem święty Mikołaj rzeczywiście istniał, gdzieś tam 1400 lat temu, ale kościół tak nie go przedstawia. Oczywiście, że nie! Jego wygląd wymyślono w agencji reklamowej pracującej dla Coca Coli! Mniej więcej w latach 20 ubiegłego wieku.

Czytałem gdzieś ostatnio, że tak samo było z reniferem Rudolfem, tym z czerwonym nosem. A skoro już o Mikołaju mowa – to gdzie on naprawdę mieszka? W Rowanjemi, Jololupki w Laponii, czy jak chcą Amerykanie na Biegunie Północnym? Ja obstawiam za pierwszym, gdzieś w Polsce mam na to dowód – list który odesłał mi święty ileś tam lat temu.

Cała ta otoczka świąt mnie po prostu denerwuje. Owszem fajnie jest dostawać prezenty. Nie będę hipokrytą który mówi, że wole je dawać. Nie. Wolę je otrzymywać! Tak jak każdy – chyba- człowiek. Całe to gadanie, że jak to dobrze jest dawać – to jest bzdura. I myślę, że nie jestem jedyny. Wszystko to zostało wymyślone, żeby ludzie kupowali więcej i więcej. I to się udało – okres przedświąteczny w każdej nieomal branży to okres zwiększonych obrotów.

Wszędzie na świecie.
Bo święta nie ograniczają się do krajów o tożsamości i tradycji judeo-chrześcijańskiej. Ja rozumiem, że katolicy są wszędzie, ale bez przesady. Marketingowi guru sprawnie to wymyślili, żeby pod otoczką religijnego święta wciskać ciemnotę wszystkim ludziom na świecie. W Chinach i Japonii też.

Nie twierdzę, że nie miewam czasem przebłysku tak zwanego ducha świąt bożego narodzenia. Tak. W tym roku jak dotąd raz mi się to zdarzyło. Jak ubierałem choinkę. Ale mi przeszło bardzo szybko.

Wprawdzie w tym roku w miasteczku którym mieszkam nie wywieszono świątecznych ozdób tak wcześniej jak zazwyczaj, to przypominam sobie kilka lat wstecz, gdy wielkie świecące ozdoby powieszono 15 września! Paranoja. Tak, z zaraz potem, zaraz po świętach w lokalnym TESCO widziałem ni mniej ni więcej ale czekoladowe króliczki wielkanocne. Kompletna paranoja…

Problem w tym, że prawdziwy duch świąt gdzieś pod tymi wszystkimi prezentami, ozdobami choinkowymi, specjalnymi promocjami świątecznymi, ten duch się gdzieś dusi. Pamiętam jak byłem mały było inaczej… a może to jest właśnie powód – gdyż już nie jestem dzieckiem.

Może święta są tylko dla dzieci?

A dorośli robią je tylko po to, żeby dzieciom nie sprawić zawodu. Mam nadzieję, że tak nie jest. To jest jeden z nielicznych momentów, w których tęsknię za Polską. Żeby było tak jak w tej amerykańskiej piosence – „I’m dreaming for a white Christmas” – marzę o białych świętach. W tym roku, w Anglii chyba się nie uda – jest na to za ciepło. Inna sprawa, że piosenkę tą napisano w bardzo mało śnieżnym Los Angles.

Czytałem niegdyś książkę jednego z moich ulubionych autorów. To była jego pierwsza nie-kryminalna powieść. John Grisham napisał kiedyś przezabawną „Ominąć święta” traktującą o rodzinie, która zdecydowała się spędzić zupełnie inaczej święta niż od wielu, wielu lat. Zamiast wydawać kasę na święta, ozdoby, prezenty, jedzenie i wielkie przyjęcie świąteczne – postanawiają wyjechać do ciepłych krajów na te dni. I tak wyszło to wszystko znacznie taniej niż w latach ubiegłych.

Wszystko zapakowane… uzgodnione… aż tu nagle córka, która wyjechała do Brazylii oświadcza – na trzy dni przed świętami – że przywozi miłość swojego życia i chce mu pokazać jak się spędza święta w jej domu. Możecie sobie wyobrazić co się dzieje… Chaos, kompletny chaos. Polecam serdecznie, zwłaszcza osobom, którym nie udało się ominąć przygotowań wigilijnych. Tych słynnych 12 potraw, które i tak nikt normalny nie jest w stanie zjeść.

Bo ile można popuszczać pasa?

No chyba, że ktoś zjada po czym wymiotuje, żeby zjeść więcej. Bulimia to jest sposób na święta – ale ja go nie polecam. A co zrobić z tym całym jedzeniem? Ile dni można jeść to samo. Anglicy mają chyba jeszcze gorzej – ich potrawą świąteczną jest indyk. Im większy tym lepszy.
Ostatnio zaprzyjaźniona rodzina miała dwa wielkie ptaki – po ponad 20 kilo każdy. Podejrzewam, że jeszcze je jedzą. A tu zbliża się kolejna dokładka. Jestem przekonany, że najlepiej sprzedającą się książką kucharską na Wyspach jest: „Indyk na 1001 sposobów”.

Mam nadzieje, że w czasie Waszych świąt znajdziecie chwilę, żeby zostać trafionym przez DUCHA ŚWIĄT BOŻEGO NARODZENIA. Tego z całego serca Wam wszystkim życzę.

 

 

Redakcja ZielonyDziennik.pl, Artur Pomper