Kościół w kampanii wyborczej

0
645
views

Czy Kościół powinien brać udział w kampanii? Polska nie jest może krajem wyznaniowym, ale jeśli popatrzeć na udział Kościoła w życiu politycznym naszego państwa to to normalne chyba nie jest.
Nie mówię w tym miejscu, że Kościół i jego ludzie nie mają prawa głosu. Mają. Ale chyba nikomu by nie zaszkodziło, gdyby ten głos był bardziej prywatny w tych wyborach. Wojna polsko-polska panuje również w Kościele. Podziały są głębokie. To nie pomaga jego autorytetowi. Nie pomaga wierze ani wierzącym. Kościół – niegdyś ostoja ducha narodowego, działająca niezwykle rozważnie i spokojnie – teraz gra w niebezpieczną grę. Po co?

Dlaczego Kościół powinien się nie bawić w kampanię? Po pierwsze żaden duchowny nie może zagwarantować, że ten czy inny polityk będzie lepszy od drugiego. W jaki sposób? Boska interwencja? Nie sądzę, żeby Bóg miał na to czas i ochotę, żeby babrać się w polską politykę. To pomyłka. A przecież już parę razy się zdarzyło na mszach, że ksiądz jeden z drugim robił kampanię wyborczą z ambony. Tak nie można. Tak się nie powinno. Za coś podobnego powinno się karać. Przecież księża też mają przełożonych. Biskupi powinni coś w tej sprawie zrobić. Księża też głosują, ale ich wybór powinien pozostać sprawą prywatną. Nie może to być nauka z ambony w czasie mszy. Natomiast jeśli ksiądz chce porozmawiać z parafianami na prywatnym spotkaniu – oczywiście jego prawo. Ale nie z ambony. .

Ingerencja w politykę właśnie w momencie kampanii jest też mało wiarygodna dla samego Kościoła. Gdzie byli ci wszyscy biskupi, gdy były demonstrację dzień w dzień pod krzyżem przed Pałacem Prezydenckim? Wtedy to nie było nikogo mądrego. Nikogo, kto raz na zawsze uciąłby tą szopkę. Wtedy Kościół nie reagował. A wtedy jego głos zapewne byłby nie tylko słyszalny. Wtedy jego głos miał szansę skończyć to co dziś jest wojną polsko-polską. To nikt inny jak Kościół miał szansę, żeby głos był też przyswojony przez obydwie strony spory. Ale zaprzepaszczono szansę. Trzeba było działać szybko, tak szybko jak sytuacja się rozwijała. Wybrano jednak baczne przyglądanie się eskalacji nienawiści. Nie od tego jest Kościół. Kościół jest od rozwiązywania takich spraw. Szkoda, że nikt nie poczuł się wtedy do obowiązku. Ani żaden z purpuratów, ani episkopat.

Kościół jednocześnie chce być częścią polityki i z niej korzystać. Mieć ciastko i zjeść ciastko. Doskonałym przykładem była Komisja Majątkowa. To niebywałe, niespotykane gdziekolwiek indziej, żeby sędzia wypowiadał się w swojej sprawie. A tak przecież tam było w Komisji. To hierarchia kościelna współdecydowała o tym komu co oddać i ile. Już samo to jest co najmniej dwuznaczne moralnie. Nie wspominając o podejrzanych zwrotach majątku, na którym ktoś zbijał kolosalne pieniądze. Nie twierdzę, że Kościołowi się nie należało zadośćuczynienie za poniesione straty. Ale jednocześnie milionom Polaków, którym odebrano mienie po wojnie takiego zadośćuczynienia się odmawia. Nikt nie chce na siebie wziąć takiej ustawy. Pozostałe kraje postkomunistyczne poradziły sobie już z tym problemem.

Nie wiadomo tylko po co Kościół pcha się do polityki. Spadająca ilość wiernych, zwłaszcza młodszego pokolenia – tym powinien się zająć polski kościół. A nie polityką. Bo babranie się w polskie wojenki o władzę nie przysporzy większej ilości wiernych na mszach. Wręcz przeciwnie. Kościół ma większe problemy niż polska polityka i powinien się nimi zająć w pierwszej kolejności. Jakie? O spadającej ilości wiernych już mówiłem, teraz dochodzi też malejąca ilość powołań. Problemy finansowe. Problemy z pedofilią wśród księży.

Zastanowić się należy jaka powinna być rola Kościoła w państwie? To nie powinna być rola któregoś tam w sporze pomiędzy największymi partiami. On powinien stać ponad tymi wszystkimi Tuskami i Kaczyńskimi. Kościół powinien dbać o moralność – wskazywać drogę i łajać tych, co z niej schodzą. Wskazywać drogę rozwiązań prawnych zgodną z duchem doktryny kościelnej. Przecież myśl chrześcijańska w zakresie gospodarki jest bogata. A jak kościół chciałby żywiej uczestniczyć w polityce – niech sobie stworzy polską chadecję. Tylko jak sobie przypominam – to się nie udało.

Prezes Kaczyński mówi, że jest tylko jeden światopogląd w Polsce – chrześcijański. Jednak nawet jeśli się na to zgodzić (co byłoby trudne – popatrzmy chociaż na mniejszość tatarską istniejącą w naszym kraju od wieków), to przecież nie ma jednego chrześcijańskiego nurtu. To też jest demokracja. Konserwatyści spierają się z liberałami o to w którą stronę ma iść Kościół.
A to nie jest spór jałowy. Tu chodzi o antykoncepcję, aborcję i planowanie rodziny. Tu chodzi o zmiany w obyczajowości – ze związkami osób homoseksualnych i całą tego otoczką. Tu chodzi o wychowanie młodych ludzi w duchu chrześcijańskim. Tu chodzi o biedę i walkę o pokój na świecie. Kościół ma się czym zająć. Dlaczego bierze się za politykę? Bo przez tysiąc lat miało na nią wpływ? Tradycja? Patriotyzm? Czy pazerność i własny, niekoniecznie jasny interes….

www.ZielonyDziennik.pl, Artur Pomper