Zielony Dziennik

UE: Nowe sankcje dla strefy euro

Po raz pierwszy od utworzenia unii walutowej, UE zaostrzy dyscyplinę budżetową. W środę KE zaproponowała nowe sankcje dla państw strefy euro za nadmierny deficyt, dług i nierównowagę gospodarczą.

W całej UE wydatki publiczne nie powinny rosnąć szybciej niż PKB.
Propozycje KE to efekt dyskusji, jaka rozgorzała w UE od czasu kryzysu greckiego, który zagroził stabilności euro. W celu zmuszenia krajów do większej dyscypliny budżetowej KE proponuje, by wprowadzić nowe, niemal automatyczne sankcje dla niesubordynowanych krajów strefy euro. KE będzie od nich żądać nieoprocentowanego karnego depozytu w wysokości 0,2 proc. PKB, który UE odmrażałaby po powrocie do właściwej polityki gospodarczej.

W przeciwnym wypadku KE naliczy odsetki, a depozyt przepadnie i stanie się grzywną. Sankcje te nakładane mają być w procedurze „głosowania odwrotnego”. Oznacza to, że każdorazowo wniosek KE o nałożenie sankcji będzie uznawany za przyjęty, chyba że w ciągu 10 dni ministrowie finansów „27” odrzucą go kwalifikowaną większością głosów. Odsetki od depozytów oraz grzywny zostaną rozdzielone pomiędzy państwa strefy euro, do których sytuacji gospodarczo-budżetowej nie ma żadnych zastrzeżeń. „Sankcje staną się naturalną konsekwencją, której mogą spodziewać się uchybiające swoim zobowiązaniom państwa członkowskie strefy euro” – zapowiada KE.\

W dyskusjach nad zacieśnieniem dyscypliny Polska opowiadała się za równym traktowaniem wszystkich państw UE, by zapobiec pogłębianiu podziałów na strefę euro i kraje, które jeszcze nie przyjęły wspólnej waluty. Ale nowe sankcje obejmą na razie tylko strefę euro, bowiem prawnicy KE doszli do wniosku, że dla całej UE nie da się ich wprowadzić bez zmiany traktatu.

By dyscyplinę zwiększyć w całej UE, niemiecki minister finansów Niemiec Wolfgang Schauble w liście z 23 września do swych odpowiedników w UE apelował o jak najsurowsze i najszersze sankcje, w tym polegające na zamrażaniu subwencji unijnych (np. rolnych i strukturalnych) dla niesubordynowanych krajów. Nie było na to zgody wszystkich ministrów „27” w ramach grupy task force pod przewodnictwem szefa Rady Europejskiej Hermana Van Rompuya, którzy dyskutują, jak wzmocnić dyscyplinę budżetową i zarządzanie gospodarcze w UE.

Chcąc zmusić kraje do trzymania w ryzach wydatków publicznych, KE zaproponowała nową zasadę, „by roczny wzrost wydatków publicznych nie przekraczał średniej stopy wzrostu PKB”, chyba że rządy znajdą nowe dochody na pokrycie dodatkowych wydatków. Przypomina to nieco polską propozycję reguły wydatkowej, która polegać ma na tym, że wydatki elastyczne budżetu będą rosły w tempie nie wyższym niż 1 proc. ponad inflację.

WIĘCEJ NA: INTERIA.PL