Zielony Dziennik

Domino śmieci

Plaga śmieci każdego dnia nieprzerwanie zalewa całą Polskę. Raz uruchomiona machina, codziennie już będzie popychać do działania cały szereg towarzyszących jej elementów, nawzajem się uzupełniających.

Wpierw należy wyprodukować, następnie sprzedać sfabrykowany towar, reszta zależy od człowieka konsumującego nabyty artykuł. Albo rozsądnie rozdysponuje pozostałością po zakupie, albo lekkomyślnie pozbędzie się opakowania po wykorzystanym wyrobie. Nie ma bowiem takiej chwili podczas której ktoś nie spożywałby a następnie pozbywał się zbędnej plastikowej butelki czy papierowego opakowania. Nieustannie konsumujemy, wpadając w niekontrolowany zakupowy szał, zaopatrując się w często nieprzydatne artykuły, z którymi przecież musimy coś poczynić.

Niewykorzystany produkt automatycznie staje się bezużytecznym śmieciem, nadającym się jedynie do usunięcia. Nie zastanawiamy się nad niepotrzebnym przedmiotem, po prostu eliminujemy odpad z naszego otoczenia, wyrzucając go do kontenera na nieczystości. W większości przypadków ograniczamy się jedynie do wykluczenia przeszkadzającego śmiecia z naszego pola widzenia, nie zastanawiając się zupełnie nad jego dalszym „losem”, to już nie należy do naszych obowiązków.

Przeciwnie, należałoby zadbać nieco o teren w jakim bytujemy, gdyż tylko my mamy wpływ na to jak postępujemy. Nie urządzilibyśmy przecież z naszego domu czy ogrodu składowiska odpadów, dlaczego więc tworzymy jeden zbiorowy „kosz na śmieci” na wspólnej planecie Ziemi? Czy o takie życie nam chodzi? Pełne brudu i nawarstwiających się zanieczyszczeń? Zacząć trzeba jednak od rozróżnienia dwóch semantycznie odmiennych pojęć, mylonych jednak często i używanych zamiennie, chociaż każde w swej treści niesie zupełnie inny przekaz. Środowisko i przyroda.

Pierwsze to zespół elementów świata nieożywionego jak i ożywionego, ogól naturalnych ale także ukształtowanych w następstwie działalności człowieka połączonych ze sobą wpływów i związków. Przyroda natomiast stanowi cały świat, zarówno w materii ożywionej jak i nieożywionej, ale z wykluczeniem aktywności ludzkiej i jej ingerencji w świat przyrody.

Takie rozgraniczenie przydać się może w dalszej części artykułu, ale przede wszystkim w życiu codziennym. Rocznie jeden tylko człowiek produkuje około 250 – 300 kilogramów śmieci, a nawet więcej, w zależności od stylu życia i warunków finansowych, pomnożyć to razy liczbę mieszkańców Polski i wychodzi zatrważający wynik naszych dokonań. Wytworzyć mnóstwo niepotrzebnych resztek może każdy, tylko co dalej?

Przecież śmieci na nasze życzenie nie znikną, nie wchłoną się gdzieś pod powierzchnię ziemi, nie robiąc przy tym szkód, z nimi trzeba zrobić porządek. Zbyt wiele wywożonych jest na rozległe wysypiska, zbyt mało natomiast zostaje przetworzonych i poddanych utylizacji. Bo zamiast ekologicznej torby na zakupy, wybieramy foliowe reklamówki z logo supermarketu, nie bacząc na problem późniejszego ich rozkładu. Mała siatka jednorazowego użytku podatna jest na uszkodzenia, łatwo się rozrywa i nie nadaje się do ponownego zastosowania.

Ekologiczną torbę można wielokrotnie wykorzystać w codziennym kupowaniu. Nie zastanawiamy się wcale ile milionów lat jeden tylko woreczek foliowy będzie się rozkładał, wychodzimy z założenia, że nas już problem ten nie będzie dotyczył. Podobną trudność zaobserwować można gdy nabędziemy zbyt wiele szklanych butelek, z którymi po opróżnieniu nie mamy co począć. Za mało wykorzystuje się je do ponownego użytku.

Kiedyś łatwiej nam było oddać puste butelki do odpowiedniego skupu czy zwykłego sklepu, dzisiaj mamy z tym kłopot, gdyż tylko co niektóre poddane są kaucji zwrotnej, resztę musimy wyrzucić. Gdzie w tym logika? W czym różni się jedna pusta butelka od drugiej pustej butelki? Chyba wyłącznie w kaprysie producenta. Niestety, takie działanie doprowadza nas do samounicestwienia.

Słowo recykling posiadamy na liście wykorzystywanych przez nas słów, ale kompletnie nie wdrażamy go w życie. Segregowanie odpadów owszem, jest jak najbardziej na miejscu, ale tylko jeśli inni się tym zajmują. Wychodzimy z założenia, że jeśli jedna osoba nie stosuje się do tej zasady, to jeszcze nie koniec świata. Gorzej, że większość ludzi podchodzi beztrosko do poważnej kwestii gospodarowania odpadami. Skutecznie omijamy kontenery z napisem plastik, szkło czy papier i kierujemy się do pojemnika z wymieszaną zawartością.

To samo propagujemy w domu, wrzucając wszystko do jednego śmietnika. Co gorsza, oszczędzając na wywózce śmieci, potrafimy kilka gigantycznych, plastikowych worków z nieczystościami wrzucić do samochodu i rozładować w pobliskim lesie. Co sobą reprezentujemy, skoro w tak prymitywny sposób umiemy pozbyć się z przed nosa brudów z całego miesiąca? Jaki przykład dajemy własnym dzieciom, jaki świat serwujemy przyszłym pokoleniom? Ponieważ sami dopuszczamy się karygodnych czynów, nie jesteśmy w stanie zapanować nad pociechami, które po otwarciu i zjedzeniu batona, bez mrugnięcia okiem pozbywają się opakowania, rzucając go na pobliski trawnik. Wychowujemy przyszłych obywateli na rozkapryszonych, pozbawionych skrupułów ludzi, którzy kiedyś przecież będą rządzić naszym krajem.

Nie trudno wyobrazić sobie jak takie państwo będzie wyglądało, skoro teraz na wszystko mają legalne pozwolenie. Właśnie dzieciom należy od małego wpajać zasady, których kiedyś będą przestrzegać. Jeśli dzisiaj pozwolimy żeby konsumpcjonizm i brak odpowiedzialności za jego skutki uboczne zawładnął młodymi umysłami, to nie spodziewajmy się niczego dobrego. Prędzej czy później wyprodukowane śmieci „wkroczą” nieprzyjemnie w nasze życie. Słoneczny dzień, piękna pogoda, to dogodne warunki na rowerową wycieczkę do lasu.

Zadowoleni, pełni radości podążamy w wytyczonym kierunku, do miejsca, w którym można zaczerpnąć świeżego powietrza, skupić się na wyjątkowych krajobrazach, poczuć się bezstresowo i spokojnie. I nagle cały nastrój pryska, sielanka zamienia się w zaminowany poligon pełen „niewypałów” w postaci otaczających nas śmieci. Zamiast zapachu sosen i świerków wyczuwamy gumową woń wydobywającą się z porozrzucanych dookoła opon. Bacznie uważać musimy na stawiane kroki, napotkać na drodze możemy bowiem porozbijane, szklane butelki, ostre puszki, hałdy śmierdzących, rozkładających się odpadów. To prawdziwa rzeczywistość dzisiejszego kompleksu leśnego, darmowy skład makulatury, szkła, plastiku i resztek po nie skonsumowanym pożywieniu. Podobny krajobraz zaobserwować można na zatłoczonej plaży, pełnej nieokrzesanych turystów.

Zatopieni w słońcu, wodzie i marzeniach, zapominają o realnym świecie, nie przestrzegając kompletnie podstawowych zasad dobrego wychowania. Tam gdzie siedzą, tam gdzie zjedzą, tam też zostawiają przetworzone śmieci. Doprawdy, czy czas wolny zwalnia nas z obowiązku pozostawiania po sobie czystości? Jesteśmy tak zaślepieni własnym odpoczynkiem i tylko własnymi potrzebami, że nie dochodzi do nas fakt, iż niedługo przyjdą następni, też chętni do spędzenia wakacji w miłym i przyjemnym otoczeniu. Nie tylko plaża woła o pomstę do nieba, woda również pełna jest wszystkiego co w niej znaleźć się nie powinno. W morskich głębinach odnajdziemy nie tylko piękne muszle ale niestety także kawałki szkła, na które nadepnąć może przecież małe dziecko, dopatrzymy się r&oa
cute;żnego rodzaju opakowań po lodach i chipsach, skórki z pomarańczy czy bananów.

Do tego wszystkiego dodajmy jeszcze skażoną glebę, zatrute powietrze i możemy podsumować w jakich warunkach naprawdę żyjemy. Bałtyk, jedyne morze do jakiego mamy dostęp, a i tak nie potrafimy tego uszanować. Morska woda zalewana jest co jakiś czas ściekami, odpadami i wszelkiego rodzaju paliwami, za które odpowiadają statki towarowe i pasażerskie pływające po jego powierzchni. Do takiego stanu rzeczy przyczyniają się także nowo powstające miasta oraz pobliskie oczyszczalnie ścieków. Wioski rybackie oraz katastrofy tankowców również biorą czynny udział w tym procederze. Codzienna degradacja doprowadza do powolnego zamierania morza. Nie tylko Polacy dostarczają Bałtykowi śmiercionośnych zanieczyszczeń, w basenie morza znajdują się także inne państwa współtworzące smutną rzeczywistość. Nie zapominajmy również o naszych małych przyjaciołach, którym wcale nie ułatwiamy życia, zasypując ich środowiska ciągłymi odpadami.

To my mamy największy wpływ na ich godziwe bytowanie. One same nie obronią się przed ludzką ingerencją, tylko człowiek może stworzyć im dogodne warunki. Pomimo znacznego polepszenia stanu środowiska tj. czystsze powietrze, czystsza woda, bardziej skuteczne oczyszczalnie ścieków, nadal zaostrza się liczba zagrożonych gatunków zarówno zwierząt jak i roślin. Wzmożone stosowanie lepszych technologii jak również upadek wielkich zakładów przemysłowych, wcale nie przyczyniły się do wzrostu liczebności zagrożonych gatunków. Dzieje się tak z prostej przyczyny. Nagminna inwazja człowieka doprowadziła do takiego stanu rzeczy. Pozostawiając w lasach niedopałki papierosów czy kawałki potłuczonego szkła, bezmyślnie doprowadzić możemy do pożaru, żywiołu niszczącego wszystko co napotka na swej drodze.

W ten sposób wyniszczamy organizmy tam bytujące, pomniejszając znacznie ich populację. Nawozy i wszelkiego rodzaju specyfiki rolnicze również doprowadzają do śmierci drobnych stworzeń czy roślin niszczonych przez środki chemiczne. Plamy ropy, wycieki zanieczyszczeń do wody to niewątpliwie kolejne zagrożenie dla żyjących w morzach i rzekach zwierząt. Ale główną niewątpliwie przyczyną jest nadmierne rozprzestrzenianie się wszelkiego rodzaju śmieci i odpadów w miejscach zamieszkiwanych przez różnego rodzaju organizmy żywe. Często głodne, sięgają po resztki pozostawione przez człowieka, nieodpowiednie dla nieprzystosowanych do takiego pożywienia żołądków.

Kończy się to niejednokrotnie niepotrzebną śmiercią takiego osobnika. Tylko i wyłącznie efekty działalności człowieka przyczyniły się do niebezpiecznego wzrostu zagrożonych gatunków zwierząt i roślin. Także intensywny nacisk na turystykę, co oznacza zwiększoną aktywność zbiorowości ludzkiej, połączoną z nadmiernym hałasem, doprowadził do spadku ilości ptaków lęgowych. Odebrano im bowiem spokój i bezpieczeństwo, wkraczając w ich prywatną sferę. Rozwój domów jednorodzinnych na obszarach podmiejskich doprowadził do znacznego uszczuplenia liczby ptaków, które dawniej zamieszkiwały ówczesne tereny rolne.

Takie działanie powoduje „wyrzucenie” bytujących tam ptaków z ich naturalnego środowiska i pozostawienie samych sobie. Ingerencja człowieka sprawiła, że czajka, ptak składający jaja w zagłębieniach ziemi, narażony jest na szkody podczas zasiedlania obszaru, kiedy to, na przykład maszyny rolnicze doprowadzają do zniszczenia złożonych uprzednio jaj. W ten sposób całe ptasie siedliska doprowadzane są do unicestwienia. Karmiąc parkowe łabędzie niejednokrotnie zamiast kawałka chleba czy bułki wrzucamy do zbiornika jakiś niepotrzebny śmieć czy resztę innego jedzenia. Naiwne zwierzęta chętnie zjadają porzucone odpady, niejednokrotnie doprowadzające do choroby bądź śmierci zwierzęcia.

Często ptaki wykorzystują śmieci wyrzucane przez ludzi do budowania własnych gniazd. Folie, sznurki czy inne odpady wpływają na ich zwiększoną śmiertelność. Kolejnym ważnym problemem jest osuszanie bagien i torfowisk, najczęściej pod inwestycje. Nieumiejętne przeprowadzenie takiej operacji doprowadzić może do zaniku unikatowej fauny czy flory, powodując jej zubożenie. Wszelkiego rodzaju mokradła i grzęzawiska są siedliskiem i przestrzenią lęgową dla wielu zwierząt.

Podobnie sztuczne zalesianie sprawia, że liczebność ssaków, ptaków czy owadów diametralnie spada, to także jest ingerencja człowieka, wkraczającego w poukładaną sferę. Istota ludzka tak bardzo domaga się wyższości nad światem zwierzęcym, lecz nierzadko nie potrafi zapanować nad „porządkiem” w gospodarowaniu naturalnymi zasobami. Przeważające w Polsce nasadzenia młodników sosnowych powodują bowiem skutki zubożenia flory leśnej. Niewątpliwie zrozumieć musimy jedno, iż tylko my wpływamy na otaczający świat.

Jeśli teraz nie zatrzymamy tej machiny, nieodwracalnie doprowadzimy do zagłady, nie tylko nas samych ale także tych, na których oddziałujemy z ogromną siłą.

 

ZielonyDziennik.pl, Ilona Opolska