Zielony Dziennik

Dziennik emigranta: o angielskiej kuchni część druga

10.05.2011 Torquay
Dziennik emigranta: kuchnia angielska część druga
Kuchnia angielska, z pewnością smaczna, nie jest jednak zbyt wyszukana.

Nie ma nic na kaca, brak czegoś podobnego jak bigos czy kapuśniak. Bo bigos to potrawa (oryginalnie) poświąteczna, gdzie w kuchni zostawało dużo różnych rzeczy i trzeba było coś z nich zrobić zanim się zepsują. Angielskie dania z mięsa są albo za słone albo mdłe, prawie bez wyjątku. Potrawy są dość tłuste z racji dużej ilości sosów. We wszystkich hotelach, w których pracowałem restauracja przypominała bardziej bar mleczny (w wersji PRL-owskiej)– wybór nijaki, smak nijaki, ceny umiarkowane. Większość punktów gastronomicznych nie zarabia na jedzeniu jako takim. Zarabiają na trunkach. Wino może mieć marżę nawet 300%, podobnie jak piwo, czy coś mocniejszego.
Co nie znaczy, że nie można się dobrze najeść. Prawem każdego konsumenta jest zobaczenie kuchni w której przygotowuje się posiłki. Jednak żadna z kuchni w której dane mi było przebywać nie znalazłaby aprobaty polskiego SANEPIDU – więc raczej odradzam. W większości kuchni jakie widziałem droga gotowego do spożycia jedzenie nie może się przecinać z drogą brudnych talerzy – a to jest jeden z wymogów polskich inspekcji sanitarnych.

Angielska kuchnia nie ma też specjalnie wyszukanych potraw świątecznych. Święta Bożego Narodzenia okraszone są indykiem (ostatnio jedliśmy dwa wielkie ptaki, po 20 parę kilo każde!) upieczonym w piekarniku. Natomiast z deserów jest christmas pudding – to ciasto wieloowocowe, które powinno się przez miesiąc przed świętami poić brandy. Nie wiem natomiast co Anglicy przyrządzają na święta Wielkanocne, nie udało mi się dowiedzieć.
Jeśli chodzi natomiast o zupy to Anglicy lubią je, a w sklepach można znaleźć ich mnóstwo już przygotowanych – w puszkach i kartonach. Podobnie półki sklepowe uginają się od przygotowanych kanapek w charakterystyczne trójkąty – z serem i szynką, z BLT – bekon, pomidor i sałata. Z jajkiem, łososiem i serkiem topionym czy innymi wkładami. Podobnie jest z innymi produktami do przygrzania w mikrofalówce. Sklepy są pełne mniej lub bardziej wyszukanych dań (w odpowiednich cenach)
Jakiś rok temu zapytano się w Wielkiej Brytanii w sondażu co jest typowo angielską potrawą, odpowiedzi były różne, ale zadziwiająco często pojawiało się curry. To jest indyjska potrawa, podawana z ryżem, z kawałkiem chleba przypominającym podpłomyk. Najważniejszym składnikiem jest mięso – a można tu dostać wszystko czego się zachce w sosie o różnym stopniu ostrości. Radzę dużo napojów sobie zamówić, bo niektóre (np windaloo) mogą być naprawdę bardzo, bardzo ostre.

Mówiąc to wszystko, nie chcę mówić, że nie jadam nic angielskiego. Prawn cocktail – przystawka z krewetek w sosie prawn mary sausce (ocet, majonez i keczup) to niebo w gębie (zresztą krewetki jadam bardzo często – najczęściej w kanapkach kupowanych w sklepie). Gdy idę do restauracji zwykle wybieram coś z ryb – zwykle scampi (krewetki, albo ich ogony, zasmażane w panierce z bułki tartej, zasmażanej w głębokim tłuszczu). W domu nigdy mi się nie udała przyrządzić ich tak, żeby się nie rozpadały lub nie były zbyt miękkie, bo nie mam frytkownicy. Chętnie też wybieram fish and chips – czyli rybę zasmażaną w panierce z frytkami. I jak kiedyś słyszałem, to może być nisko tłuszczowa potrawa jeśli się dobrze ją przygotuje. Dla kogoś, kto nie może się zdecydować polecam surf and turf – zwykle kawałek wołowiny, wraz z wieprzowiną, kiełbaską, jajkiem sadzonym, grillowaną połówką pomidora oraz frytkami i zielonym groszkiem.
Jeśli chodzi o deser to moim ulubionym daniem jest cream tea. Składa się ono z bułeczki(scones) z rodzynkami(kruche ciasto, dżemu (truskawkowego) herbaty oraz clotted cream. To jest inna forma śmietanki – jest znacznie bardziej gęsta i kremowa. Niestety jeśli jej się nałoży za dużo można mieć spore problemy żołądkowe (doświadczenie życiowe). Sposób przyrządzenia – przekroić bułeczkę, posmarować clotted cream, nałożyć dżem, podawać z herbatą z mlekiem. Takie dwie bułeczki, z tym kremem i dżemem są w stanie wypełnić mnie na parę godzin. Absolutna rewelacja – będąc w Anglii trzeba spróbować – zwykle podaje się je po piątej wieczór w restauracjach i kawiarniach w całym kraju, ale najbardziej popularne jest właśnie w moich okolicach hrabstwa Devon, stąd też czasem nazwa – devonshire cream tea. W Polsce czasem jadłem truskawki ze śmietaną, tu odkryłem że zamiast śmietany można dodać właśnie clotted cream. Warto podwieczorki jeść. Jeśli ktoś lubi lody to polecam baileys scoop – czyli lody podlane alkoholowym likierem baileys – pyszne.

Kuchnia angielska – gorąco polecam, najlepiej na Wyspach

Artur Pomper