Zielony Dziennik

Tykająca bomba na dnie Bałtyku

Wyciek zaledwie jednej szóstej trujących substancji z beczek z poniemiecką bronią chemiczną zatopionych na dnie Bałtyku spowoduje zanik wszelkich oznak życia w naszym morzu na sto lat.

Rozmiary tragedii mogą być porównywalne nawet z pamiętnym wybuchem w elektrowni jądrowej w Czarnobylu – prorokują eksperci. Nie wiedzą jednak, jak rozbroić tykającą bombę i na wszelki wypadek wolą jej nie ruszać z morskich głębin.

– Nie wiemy, jakie procesy tak naprawdę zachodzą w miejscu, gdzie ta broń jest zatopiona i nie wiemy dokładnie, jak wytrzymały jest materiał, w którym przechowywane są substancje. W jednym przypadku to kontenery, beczki, w innym głowice pocisków artyleryjskich – tłumaczy komandor Jarosław Michalak z Akademii Marynarki Wojennej w Gdyni. – Ale broń chemiczna zalega na dnie Bałtyku już ponad siedemdziesiąt lat, korozja stalowych elementów – właśnie beczek czy kontenerów – następuje w zastraszającym tempie. Trudno dokładnie powiedzieć, kiedy nastąpi wyciek, ale beczki mogą zacząć przeciekać właściwie w każdej chwili – dodaje.

Akademia Marynarki Wojennej to jedna z kilku instytucji, które na bieżąco starają się monitorować dno Bałtyku w poszukiwaniu poniemieckiej broni chemicznej. We wrześniu specjaliści AMW, razem z ekspertami Instytutu Oceanologii Polskiej Akademii Nauk i kolegami po fachu z Niemiec, Szwecji i Finlandii, wypłynęli w morze szukać zatopionych ładunków. Po to, by później je dokładnie opisać.

– Chodzi o pobranie z dna i próbek wody, żeby zbadać, jakie warunki środowiskowe panują w otoczeniu zatopionych ładunków. Musimy dokonać dokładnej inwentaryzacji tego, co spoczęło na dnie Bałtyku po drugiej wojnie światowej – tłumaczy komandor Michalak.

Spadek po Hitlerze

Niebezpieczne substancje na dnie Bałtyku to spadek po drugiej wojnie światowej. Kiedy Hitler skapitulował, wojska alianckie odkryły tysiące ton broni chemicznej, którą dysponowała III Rzesza. Pokłady gazu musztardowego (iperytu), tabunu czy innych trucizn zawierających m.in. arsen, czyli substancję powodującą silne zatrucia, miały przyczynić się do zwycięstwa faszystów. Po wojnie stały się niechcianym kłopotem dla zwycięskiej koalicji. Ta, chcąc pozbyć się problemu, postanowiła zatopić trucizny w morskiej głębi. O ekologii nikt wtedy nie myślał.

Operacja zatapiania trwała kilka lat. Jeszcze w 1948 roku z portów wypływały statki wyładowane niebezpiecznymi chemikaliami, które później lądowały na dnie morza w kontenerach, bombach, pociskach, granatach i minach.

Eksperci nie są zgodni co do liczby zatopionych substancji, ale szacuje się, że tylko na dnie Bałtyku spoczęło około 60 tysięcy ton chemikaliów. Szkopuł w tym, że amunicja była zatapiana nie tylko w Bałtyku, ale też np. w Morzu Północnym. W sumie pod wodą znaleźć się więc mogło nawet kilkaset tysięcy ton trucizn.

 

Więcej na:portal wiedzy