Zielony Dziennik

Znęcanie się, to nie tylko bicie

Z Ireną Bujalską-Łęgowską, prezesem Bydgoskiego Klubu Przyjaciół Zwierząt „Animals” rozmawiała la'a kea.

Pierwszy raz sąd zastosował karę więzienia wobec tych, którzy katowali psa.
Sąd Okręgowy utrzymał w mocy wyrok Sądu Rejonowego skazując mieszkankę Strzelna i jej znajomego na 5 miesięcy bezwarunkowego więzienia. Zasądził też kary pieniężne na łączną kwotę 2.300 złotych.
Dobrze pamiętam, że sprawcy przywiązali roczną suczkę do drzewa?
Nie przywiązali. Powiesili na gałęzi! Tłukli ją w główkę konarem tak długo aż straciła przytomność. Wtedy uznali, że ją zabili. Odwiązali, wrzucili do rowu. Pani wzięła ze sobą smycz i obrożę. To wszystko działo się 25 stycznia. Było bardzo zimno, leżał śnieg. Psina, taka zmaltretowana, leżała w rowie 36 godzin! Dopiero następnego dnia świadek, który wszystko widział, zadzwonił anonimowo na policję w Strzelnie. Policja od razu się tym zajęła. Funkcjonariusze zaczęli szukać psa i znaleźli. Przyjechał lekarz weterynarii, który stwierdził, że żyje. Od razu przewieziono ją do lecznicy. Była otępiała, nie reagowała na żadne bodźce, straciła wzrok, charczała. Straszne!
Jak trafiła do Bydgoszczy?
Była lecznicy w Strzelnie. Jej zdjęcie zostało umieszczone w internecie. Znalazłyśmy je z koleżanką. Kiedy zobaczyłyśmy w jakich warunkach przebywa postanowiłyśmy ją zabrać. Udało się, bo uzyskałyśmy od burmistrza zezwolenie. Przywiozłyśmy ją do Bydgoszczy, do „Kory”. Była tam dwa tygodnie. Okazało się, że ma ropomacicze oraz chory pęcherz. Mimo tak ciężkich przejść, nadal ufała ludziom. Najpierw, znaleźliśmy dla niej dom tymczasowy. Później, dom na stałe. Załatwiałyśmy to wszystko nie widząc co się stanie. Sąd mógł umorzyć sprawę i suczka musiałaby wrócić do swoich oprawców. Takie w Polsce obowiązuje prawo. Na szczęście stało się inaczej…
Mogą się odwołać?
– Prawdopodobnie przysługuje im kasacja, ale musimy to sprawdzić.
Czy takie wyroki i nowelizacja ustawy o ochronie zwierząt wreszcie coś zmienią?
Tak. Nowa ustawa pomoże nam skuteczniej egzekwować pewne sprawy. W niej jest wyraźnie napisane: gmina musi zająć się zwierzętami bezdomnymi i wolno żyjącymi. Ustawodawca opisał bardzo dokładnie, nawet kwestię dokarmiania zwierząt. Mimo to, bez przerwy się szamocę z administratorami budynków, którzy wywieszają kartki z napisami: „kategoryczny zakaz dokarmiania kotów”. Kategoryczny, bo ich zdaniem dokarmianie tworzy bałagan, który podnosi koszty eksploatacji budynku. Ostatnio dzwonił do mnie jeden z opiekunów. Poinformował mnie o tym, że kobieta, która działa społecznie w radzie osiedla niszczy kocie budki i wyrzuca je na śmietnik. On je buduje, ona je niszczy.
Woli szczury?
Tak! Administracja tego osiedla i ta kobieta wolą mieć w domach szczury. Ponadto, to co robią jest znęcaniem się. Maltretowanie nie występuje tylko wtedy, kiedy bije się psa. Znęcanie się to również pozbawianie zwierząt schronienia, to trzymanie psów w kojcu na balkonie, to…
Często spotyka się Pani z przejawami okrucieństwa?
– Tak. Kiedyś próbowałam uratować psa, którego trzymano w klatce i karmiono wyłącznie surowymi kośćmi. To co z siebie wydalał trudno opisać. Pies był już psychicznie chory. Udało mi się zmusić właściciela do tego, by zrzekł się go. Dzięki temu można było przewieść psa do schroniska. Niestety, nie dało się go uratować…
Dlaczego Pani pomaga zwierzętom?
Zawsze ze mną były… Chciałam zostać weterynarzem, ale mój rodzinny dom był skażony muzyką. Mój ojciec ją uwielbiał. Chodziłam do szkoły muzycznej od „podstawówki”. Skończyłam wyższą szkołę muzyczną i nie żałuję tego, bo zawód jest piękny. Nawet nie wiem jak to się stało, że wstąpiłam do „animalsów”. Trudno jednak działać.
Dlaczego?
Ludzie oczekują od nas wielu rzeczy, a my nic nie mamy. Jeżdżę swoim prywatnym samochodem. Kupiłam komputer, kupiłam drukarkę i udostępniam ten sprzęt organizacji. Ciągle nam brakuje pieniędzy. Choćby teraz, kiedy trzeba budować budki dla kotów, nie wystarczyło nawet na deski. Na ofiarność naszych członków nie mogę narzekać. Ludzie dają wszystko co mogą ofiarować, a inni…
Inni?
– Otóż inni wyjeżdżają po lecie z działek i zostawiają koty. Koleżanka karmi 63 sztuki. To nie są koty, które się rozmnożyły, to są zwierzęta porzucone przez ludzi. Niektórzy przerzucali jej malutkie kocięta przez płot.
Wielu uważa, że zwierzę jest rzeczą. Czy można zmienić mentalność większości?
Zmienić mentalność? Tak, ale o tym trzeba pisać, trzeba o tym mówić. Ludzie ciągle traktują nas jak dziwaków, jak nawiedzonych. Dziewięćdziesiąt procent spraw jest takich jak ta, o której już mówiłam. Kobieta z rady osiedla całą swoją energię pożytkuje na to, by uprzykrzyć życie opiekunowi kotów. Ja tego pana poznałam, to pan w sile wieku, żaden „sklerotyczny dziadek”. Choć tak się zazwyczaj o nas mówi! Kiedy podjeżdżam samochodem i zaczynam karmić koty, wiele osób się dziwi. Nie pasuję do takiego obrazka, po prostu. Pamiętam, że kiedy się tu wprowadziłam, 30 lat temu, karmiłam koty po kryjomu. Najczęściej nocą, w śmietniku. Jak postawiłam jakiekolwiek bądź miseczki, wszystkie rano były zniszczone. Nawet koty w śmietniku przeszkadzały. Niektórzy potrafią być podli. Na szczęście zdarzają się wspaniali ludzie, ofiarni, niezwykle szlachetni. To są jednostki. To są perły.