Zielony Dziennik

Noworoczne postanowienia

Co roku sami sobie obiecujemy poprawę. Gdy wybija godzina dwudziesta czwarta w sylwestrową noc, oprócz życzeń składanych najbliższych, składamy je również sami sobie.

Przysięgamy także, że w nowym roku dokonamy czegoś wyjątkowego.
Wierzymy, że będziemy ćwiczyć, przestaniemy palić albo więcej czasu poświęcimy rodzinie. Czy uda nam się spełnić takie przyrzeczenia?

Ostrożnie z postanowieniami
„Każdego roku mam może nie tyle przyrzeczenia, ale taki raczej plan na nowy rok, co bym chciała zmienić, a co zacząć, co mi jest potrzebne. Jednak jak tego nie dokonam, to nie jest to tragedią, ale jest za to wielka radość, jeśli się uda!” mówi Ala.
Wyjątkowy był dla niej Sylwester 2008/09. Spędzony w ciąży, z ukochanym mężem.
Miała wyjątkowo dużo planów na przyszłość, a większość udało się spełnić „na 2009 miałam ich sporo, bo był to rok przełomowy, zostałam mamą i w związku z ciążą nie chodziłam do pracy od stycznia, więc od razu zabrałam się za realizację wcześniej zaplanowanych spraw: udało mi się zapisać na kurs angielskiego, udało mi sie bardzo regularnie chodzić na zajęcia jogi”.
Ta młoda mama uważa jednak, że nie warto robić sobie zbyt wielkich nadziei na dokonanie się noworocznych przyrzeczeń. Lepiej podchodzić do nich ostrożnie, żeby uniknąć niepotrzebnych rozczarowań.

Zmieniamy życie na lepsze?
Postanowienia noworoczne to, wbrew pozorom, ważna sprawa. Najczęściej przecież postanawiamy sobie, że zmienimy swoje życie na lepsze. Nie przyrzekamy sobie w błahych sprawach.
Zakładamy, że przestaniemy palić, będziemy więcej pracować, czy czynnie uprawiać sport. Daje to nam świetny humor i poczucie, że mamy wielką moc. Ale na jak długo?

Do pierwszej porażki.
Gdy po dwóch tygodniach okaże się, że siłownię odwiedziliśmy raz, po papierosa sięgamy równie często, jak kiedyś, a zapał do pracy minął wraz ze zniknięciem ostatnich fajerwerków, może to nas wpędzić we frustrację.
„Znów nic nie wyszło”, „Jestem do niczego”, „nie potrafię być konsekwentnym” myślimy i zamiast coś z tym zrobić, wpadamy w zły nastrój… I sięgamy po kolejnego papierosa, lampkę wina, czy idziemy na pizzę by sobie humor poprawić. A postanowienia odchodzą w kąt.

Muszą być realne
Dlatego ważne, by postanowienia były przede wszystkim realne i możliwe do wykonania. Lepiej nie obiecywać sobie „cudów na kiju”.
Zamiast postanowienia „od drugiego stycznia przestaję pić kawę”, lepiej powiedzieć, że „od teraz piję tylko jedną filiżankę dziennie”.
Lepiej dojść do celu małymi kroczkami, a nie rzucać się od razu na głęboką wodę. Ważny jest również sposób, w jaki obiecujemy sobie poprawę.

Pozdrawiam