Zielony Dziennik

Nie chce tyle tracić na koncie osobistym!

Czy jest jakieś wyjście? Już kilka banków daje zarabiać na zwykłych ROR-ach. Nie ma co liczyć na przysłowiowe kokosy, ale wpływy powinny z przynajmniej kilkuzłotową nawiązką pokryć koszty obsługi rachunku. Analitycy porównywarki finansowej Comperia.pl prezentują różne opcje.

Przez ostatni rok – 2 lata wiele zmieniło się w ofercie rachunków osobistych w bankach. Jeśli ktoś przyzwyczajony jest, że za konto zawsze coś trzeba zapłacić, może być mile zaskoczony. Bywa, że podstawowe czynności bankowe (użytkowanie konta i karty do niego, przelewy internetowe, zlecenia stałe, wypłaty z bankomatów) są darmowe lub trzeba spełnić dość niewygórowane warunki, aby takie były. Chodzi o określone wpływy lub saldo na koncie, kilka transakcji kartą debetową lub ich określoną kwotę.

Niektóre banki idą jednak jeszcze dalej i są w stanie nawet płacić aktywnym użytkownikom rachunku. Nie jest to bynajmniej fortuna, realnie rzecz biorąc pewnie kilkanaście złotych w miesiącu, ale i tak powinno to z nawiązką pokryć koszty obsługi konta. Propozycje te opisują eksperci porównywarki finansowej Comperia.pl.

Moneyback, czyli bank płaci Ci za wydatki
Bodaj najczęściej stosowany jest przez banki tzw. moneyback. Polega on na zwrocie kilku procent (choć najczęściej maks. 1 proc.) kwot wydanych kartą debetową. Co miesiąc bank zlicza, ile posiadacz konta wydał na zakupy kartą, i zwraca mu niewielką część tej sumy. Notabene, podobną funkcjonalność mają także niektóre karty kredytowe.

Dlaczego w ogóle banki oddają klientowi część wydatków? Tak naprawdę one tylko dzielą się zyskiem, ponieważ z każdej przyjętej transakcji kartą sklep odprowadza do wydawcy „plastiku” (czyli banku) tzw. opłaty intercharge. A że są one najwyższe w Europie (grubo ponad 1 proc.), banki mają co wydzielać klientom.

Spośród banków w Polsce bardzo atrakcyjną ofertę moneybacku ma Bank Millennium, który posiadaczom Dobrego Konta zwraca aż 3 proc. wydatków za zakupy. Meritum Bank na Koncie Zarabiającym oddaje jeszcze więcej, bo aż 4 proc., ale tylko od wartości transakcji na stacjach benzynowych. FM Bank i eurobank oddają 0,5 proc. wszystkich transakcji kartą, a Alior Bank na Koncie Zakupowym i BZ WBK na Koncie Wydajesz&Zarabiasz 1 proc. Toyota Bank także zwróci nawet do 4 proc., ale wymogi są na tyle wygórowane, że nawet 1 proc. moneybacku powinien cieszyć. Niestety, nawet w przypadku gigantycznych wydatków kartą nie można na takich zwrotach od banków wiele zarobić, bo te ustalają miesięcznie limity takiej nagrody na kilkadziesiąt złotych. To i tak jednak dużo.

Na marginesie – jeśli instytucja stosuje moneyback tylko np. wobec transakcji na stacjach benzynowych, albo w sumermarketach, to skąd poznaje które z wydatków wziąć pod uwagę a które nie? Jak nie zwrócić posiadaczowi karty np. za zapłatę kartą w restauracji? To proste – każdy „rodzaj” punktu usługowego ma swój numer, tzw. numer MCC (stacje benzynowe mają inny, supermarkety inny, hotele inny, restauracje jeszcze inny itd.), i to po nim bank poznaje gdzie jakie wydatki kartą zostały poniesione.

Dodatek do pensji
Bank BGŻ stosuje inny pomysł nagradzania swoich klientów. Każdy posiadacz Konta z Premią dostanie dodatkowo 1 proc. pensji która wpłynie na jego rachunek. Wymóg – klient musi przynajmniej 3 razy w miesiącu zapłacić kartą debetową.

Bank Ochrony Środowiska, a potem GetinOnline, wpadły na jeszcze ciekawsze pomysły. Zdecydowały bowiem, że będą płacić swoim klientom za określone czynności bankowe. BOŚ na Koncie bez Kantów płaci m.in. 1 zł za zrealizowany przelew i zlecenie stałe, czy za każde 100 zł wydane kartą debetową lub kredytową, 3 zł za wykonane polecenie zapłaty i aż 10 zł w miesiącu przez rok za skorzystanie z odpowiedniej oferty pożyczki gotówkowej. Niestety, istnieją pewne limity kwot, które można co miesiąc w dany sposób zarobić. GetinOnline płaci z kolei po złotówce za transakcję kartą debetową lub kredytową powyżej 100 zł, spłatę karty kredytowej, założenie każdej lokaty i wpłynięcie pensji.

Tradycyjnie – dobre oprocentowanie
Raczej tylko wyjątkowo banki z kolei dają zarobić dzięki atrakcyjnemu oprocentowaniu kont osobistych. W sumie to nic dziwnego, bo od wysokich zysków są produkty oszczędnościowe. Nawet jeśli bank ma naprawdę atrakcyjne oprocentowanie, to zazwyczaj tylko dla niewielkich kwot. Tak jest na przykład w Polbanku (Mistrzowskie Konto Osobiste może mieć procentowanie 6 proc. tylko dla kwot do 20 tys. zł) i BOŚ Banku (na Koncie Start kwoty do 3 tys. zł zarabiają 6 proc., a od 3 do 5 tys. zł – 4 proc.).

Mikołaj Fidziński
Comperia.pl

Porównywarka finansowa Comperia.pl