OSCARY: Jeff Bridges w szczytowej formie

0
894
views

„Szalone serce”- Piąta nominacja do Oscara okazała się dla niego tą, która doczekała się statuetki. Jeff Bridges dawno nie był w takiej dobrej formie!

Townes Van Zandt, udręczony teksański trubadur, który zapił się na śmierć, śpiewał smutną, przewrotną piosenkę zatytułowaną „No Deal”, w której sprzedawca używanych samochodów wręcza mu kluczyki do sedana bez silnika, wyjaśniając: „Nie potrzeba silnika do jazdy w dół, a wyraźnie widać, że właśnie tam zmierzasz”.

Tekst wywołuje serdeczny śmiech Jeffa Bridgesa, aktora zbierającego chyba najlepsze recenzje w swej całej długiej i świetnej karierze za „Szalone serce”, gdzie gra piosenkarza country Bada Blake’a, który podobnie jak Van Zandt rozpaczliwie potrzebuje duchowego hamulca. Van Zandt, który umarł w wieku 52 lat w pierwszy dzień 1997 roku, był jedną z gwiazd, które wskazywały Bridgesowi drogę podczas podróży zagubioną autostradą.

– Jedną ze wskazówek, jakie dał mi Scott Cooper (reżyser „Szalonego serca”), było, żebym grał z myślą o ludziach jak Willie Nelson, Waylon Jennings, Johny Cash czy Kris Kristofferson, i pamiętał, że w innym świecie Bad Blake mógłby być jednym z nich – mówi Bridges. – Wykorzystałem postacie ich wszystkich, i innych. Townesa Van Zandta, Leonarda Cohena, Boba Dylana.

Po chwili milczenia Bridges, który miesiąc temu skończył 60 lat, dodaje jeszcze jedno nazwisko do tej listy muzycznych wpływów i muzyków „pod wpływem”. – Są tam także aspekty mnie samego – mówi aktor, który od lat dorywczo para się muzyką. – Tak zresztą zaczynam pracę nad wszystkimi swoimi rolami. Szukam punktów wspólnych między mną a postacią.

Kariera Bridgesa zaczęła się dość wcześnie – jako niemowlę wystąpił w filmie „The Company She Keeps” (1951) – i światła fleszy stanowiły nieodłączny element jego wychowania. W wieku dziewięciu lat dzielił już telewizyjny ekran z ojcem Lloydem i bratem Beau, dlatego przejął rodzinny fach w sposób całkowicie naturalny. Robert Duvall, również gwiazda „Szalonego serca” i współproducent filmu, mówi, że Bridges został jednym z czołowych aktorów swojego pokolenia tak gładko, jak surfer przechadza się po zatłoczonej Zuma Beach.

– Jest Actors Studio w Nowym Jorku: ludzie siedzą i gadają o metodzie Stanisławskiego, ale to nie w stylu Jeffa – mówi Duvall. – On jest facetem z plaż Los Angeles. Uczył się od swojego ojca, to ojciec był jego mentorem, dlatego zawsze sprawia wrażenie tak rozluźnionego i spokojnego, ale też jest przygotowany i sprawia wiele niespodzianek, jak to zwykle bywa z dobrymi aktorami.

Bridges odniósł pierwszy samodzielny sukces w „Ostatnim seansie filmowym” Petera Bogdanovicha, w roku 1971. Za rolę w tym filmie 21 letni aktor został nominowany do Oscara. Zaledwie dwa lata później nowojorska krytyczka Pauline Kael pisała, że Bridges zyskał już pozycję najmniej sztucznego aktora w historii Hollywood. „Jest być może najbardziej naturalnym i najmniej skrępowanym aktorem filmowym, jaki kiedykolwiek żył; fizycznie sprawia wrażenie, jakby całe życie zajmował się zawodem każdej ze swoich postaci”, napisała Kael w recenzji „Ostatniego amerykańskiego bohatera”.

Bridges zdobył później jeszcze trzy oscarowe nominacje – za główną rolę w „Gwiezdnym przybyszu” (1984) i za role drugoplanowe w filmach „Piorun i Lekka Stopa” (1974) i „Ukryta prawda” (2000). Wśród innych przełomowych momentów w jego karierze są „Tron” (1982), „Zębate ostrze” (1985), „Wspaniali bracia Baker” (1989), „Fisher King” (1991), „Bez lęku” (1993) i „Niepokonany Seabiscuit” (2003).

Townes Van Zandt, udręczony teksański trubadur, który zapił się na śmierć, śpiewał smutną, przewrotną piosenkę zatytułowaną „No Deal”, w której sprzedawca używanych samochodów wręcza mu kluczyki do sedana bez silnika, wyjaśniając: „Nie potrzeba silnika do jazdy w dół, a wyraźnie widać, że właśnie tam zmierzasz”.

Był wreszcie „Big Lebowski”, szalona opowieść braci Coen o ćpunie zwanym Dude, uznana za kamień milowy popkultury. Film z 1998 roku stał się inspiracją dla dorocznego festiwalu filmowego, świeżo opublikowanego zbioru esejów wydanych przez Indiana University Press i kupy dziwacznych gadżetów, w stylu gadających breloczków wygłaszających odjechane cytaty. Dude najbardziej ze wszystkich postaci przylgnął do aktora, który zawsze obawiał się zaszufladkowania.

– Mój tato w latach 60. występował w programie „Sea Hunt”, w którym grał nurka. Grał tak dobrze, że ludzie naprawdę go za nurka uważali. Dowodziło to wielkości jego sztuki, ale stworzył tak silną postać, że później proponowano mu wyłącznie role nurków. Nauczyłem się na jego błędzie i staram się mieszać różne rzeczy. Dobrze, jeżeli publiczność jest mile zdezorientowana. Ale bardzo się cieszę z sukcesu „Lebowskiego”, to jeden z moich ulubionych filmów wszech czasów, i nie mówię tu tylko o tych, w których grałem.

Wygląda na to, że Big Blake dołączy do Dude’a jako kolejna sztandarowa rola Bridgesa. Cooper, reżyser i scenarzysta „Szalonego serca” mówi, że podczas szaleńczych 24 dni zdjęciowych Bridges był prawdziwym skarbem. – To jedna z jego najlepszych ról, a to nie byle jaki komplement. Przyjechał na plan z gotową postacią.

ZOBACZ RELACJĘ WRĘCZENIA OSCARÓW NA ŻYWO >> http://oscar.go.com/

Los Angeles Times/Geoff Boucher