Perski pat

0
1216
views

Kolejna wizyta ekspertów Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej (MAEA) w Teheranie zakończyła się fiaskiem. Iran nadal wzbogaca uran, opinia międzynarodowa jest bezradna i – co gorsza – nikt nie ma pomysłu na rozwiązanie napiętej sytuacji.

Sankcje ekonomiczne, wojna cybernetyczna, działalność uśpionych agentów, groźba ataku militarnego – nic nie jest w stanie wystraszyć Irańczyków. Tymczasem czas działa na ich korzyść. Pojawiają się nowe obiekty nuklearne (Parchin), zwiększa się liczba centryfug, centrum atomowe w Natanz pracuje pełną parą. Iran czuje się coraz silniejszy i nie jest zainteresowany jakimkolwiek porozumieniem z państwami Zachodu. Niedawno duchowy lider Iranu ajatollah Chamenei odmówił spotkania z waszyngtońskimi decydentami.

Co robić? Na pewno zrewidować dotychczasowe podejście do kwestii sankcji. Uderzenie w irańską gospodarkę nie przyhamowało mocarstwowych ambicji ajatollahów. Owszem, duże bezrobocie i wzrastająca inflacja nie sprzyjają rozwojowi, niemniej nie jest tak źle, jakby się wydawało zachodnim optymistom. Teheran wciąż prowadzi handel z Chinami, Indiami, Turcją, Syrią, Katarem i Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi. Jeśli do tego dodamy dobre stosunki z Rosją, Azerbejdżanem i Armenią, sojusznicze więzi z Białorusią i Wenezuelą, okażę się, że Iran wcale nie jest międzynarodowym pariasem.

Co więcej, ostracyzm państw zachodnich nie przeszkadza reżimowi ajatollahów prowadzić prac nad militarnym programem atomowym. Co roku Teheran zakupuje od Wenezueli i Boliwii niezbędny uran. Przemycają go statki handlowe pływające pod banderą państwowej firmy Islamic Republic of Iran Shipping Lines. Oczywiście, teherańscy decydenci wszystkiemu zaprzeczają, tajemnicą poliszynela jest jednak, że rozwój infrastruktury nuklearnej idzie pełną parą. Głęboko pod ziemią w specjalnie wybudowanych laboratoriach Irańczycy przechowują blisko 630 kilogramów nisko wzbogaconego uranu.

Jego technologicznym upgradem zajmują się zakłady w Natanz, Araku, Arkadanie, Kom i Buszerze, o czym raz po raz tryumfalnie informują przedstawiciele reżimu. Gdy pojawia się międzynarodowe oburzenie, irański establishment powołuje się na Układ o nieproliferacji broni jądrowej, który zezwala Iranowi wzbogacać uran w celach pokojowych.

Problem w tym, że ajatollahowie kilkadziesiąt kilogramów wysoko wzbogaconego uranu mogą zamienić na bombę atomową. Oczywiście, bomba to jedno, a odpowiedni nośnik w postaci pocisku to zupełnie inna sprawa. Zachodni analitycy są zdania, że skonstruowanie przez Irańczyków zaawansowanej technologicznie rakiety to odległa perspektywa. Czyżby? Wszak w trzydziestą rocznicę islamskiej rewolucji perscy wojskowi przy pomocy rakiety balistycznej umieścili na orbicie swojego pierwszego satelitę.

Oczywiście, niektórzy analitycy zwrócą mi uwagę, że rakiety Szahab-3 mają za małe możliwości nośne. Pozwolę sobie nie zgodzić się z tą opinią. Dwa tysiące kilometrów zasięgu oznacza, że Szahab-3 jest w stanie porazić dowolny teren w Izraelu. Co gorsza, lot z Iranu to zaledwie kilkanaście minut. Żydzi muszą więc liczyć się z czasem, który ewidentnie gra na ich niekorzyść. To dlatego na pustyni Negew utworzyli bazę radarową wczesnego ostrzegania. Ma ona na celu chronić nie tylko Izrael, ale również amerykańskie bazy wojskowe na Bliskim Wschodzie, terytorium Turcji i „miękkie podbrzusze” Europy. Taki zasięg mają bowiem irańskie rakiety typu Sidżdżila.

Izrael zdaje sobie sprawę z powagi sytuacji, nie jest jednak w stanie zaatakować Iranu. I nie chodzi tu wcale o sceptycyzm, co do możliwości swojego potencjału militarnego. Rzecz się tyczy piekła, jakie może się rozegrać na Bliskim Wschodzie. Wszak perska armia liczy 130 tysięcy czynnych żołnierzy oraz 220 tysięcy rezerwistów. Do tego trzeba doliczyć Gwardię Rewolucyjną, siły specjalne (Quds Force i Basidż), ponad trzy tysiące nowoczesnych czołgów, tysiąc okrętów oraz 8 eskadr pocisków rakietowych (produkcji rodzimej, rosyjskiej i chińskiej). Siły te bez problemu zniszczą gazowo-naftową infrastrukturę Zatoki Perskiej. Czy Zachód jest przygotowany na destabilizację światowej gospodarki?

Wobec zaistniałych faktów Izrael kładzie nacisk na działania półoficjalne. Mossad wysyła na terytorium Iranu agentów z licencją na zabijanie. Efekt? Śmierć „profesorów nuklearnych”
– Mostafa Ahmadi-Roshana, Massouda Alego Mohammadiego i Majida Shahriariego. Amerykanie nie popierają takiej polityki. CIA jest zdania, że wiele wody upłynie w Tygrysie i Eufracie zanim Teheran uzyska wojskową technologię nuklearną. Co jednak gdy Amerykanie się mylą? Wszak nie przewidzieli ataku na World Trade Center…

 

ZielonyDziennik.pl, Krzysztof Głowacki