BIONIC

0
747
views

Dokonania Christiny Aguilery obserwuje od momentu ukazania się jej drugiego studyjnego albumu Stripped.

Wcześniejsze produkcje kojarzone były z blond dziewicą słodko śpiewającą, żyjącą we wspaniałej bajce rodem z produkcji jej pierwszego pracodawcy – Disneya.
Nawet wtedy posiadałem wrażenie graniczące z pewnością, że jeszcze nie raz nas zaskoczy
to rozanielone dziewczę.
Tak się stało! Album Stripped był krokiem nie do cofnięcia. Christina przekroczyła granicę
i jasno pokazała, że nie chce już być grzeczną ułożoną dziewczynką, a młodą kobietą,
która wie czego chce i jak to osiągnąć. Pokazała swoje drugie oblicze pewne niepokoju, pewności siebie, miłości, sexu i braku skrępowania. Na albumie znalazło się dwadzieścia utworów, z czego cztery to intra poprzedzające i nawiązujące do kolejnego utworu. W wersji singla wydane zostało pięć piosenek, kolejno „Dirrty”, „Beautiful”, „Fighter”, „Can’t hold
us down” i „The Voice Within”. W każdej z piosenek dało się odczuć chęć wolności
i nieskrępowania. Stripped, jak sama nazwa wskazuje było rodzajem spowiedzi i katharsis. Aguilera, czasem dosłownie, rozebrała się przed nami pokazując, że nie jest tym, kim chciano byśmy myśleli, że jest.
Kolejnym albumem było dwupłytowe wydawnictwo „Back to basics”. Znacznie różniło
się od wcześniejszego albumu. Płyta inspirowana była jazzem, soulem i muzyką bluesową, jednak w nowoczesnym wydaniu. Aguilera sięgała do starych utworów, inspirowała
się ich ścieżkami dźwiękowymi, kopiowała ich elementy (na przykład sekcję dętą)
lub korzystała z sampli wplecionych w swoje utwory. Jako pierwszy singiel wydano skazane na sukces „Ain’t no other man”, następnie balladę „Hurt” i „Candyman”. Dalsza promocja płyty skierowana była wyłącznie do wybranych regionów świata, terytorialnie wydano
„ Slow down baby” i „Oh Mother”.
Według zapowiedzi nowego albumu podczas wywiadu w roku 2006 płyta ta miała utrzymana być w futurystycznym stylu. Jako pierwsza piosenka z nośnika światło ujrzała „Not myself tonight”, raczej bezpieczny wybór gwarantujący dużą sprzedaż. To co usłyszymy na longplayu jest jednak już mniej komercyjnymi kompozycjami. Aguilera ponownie zdecydowała
się na odważne przedsięwzięcie. Płyta ta, to krążek łączący różnorodne style między innymi urban, elektropop, R&B, czuć na niej duży wpływ dancehall i bardzo dużo syntetycznych brzmień serwowanych z chirurgiczną precyzją. To co wyróżnia tę płytę od poprzednich
to na pewno styl śpiewu. Christina znana była z pełnogardłowego krzykliwego głosu,
tu jest inaczej. Charakterystyczne elementy dźwięku i brzmienia zostały utrzymane,
ale pary w gardle jest mniej. Pewnej jest jedna, że takich osiemnastu utworów wcześniej
nie słyszeliście i chociażby to jest powód, aby znalazły się one w naszej płytotece. Aguilera
po raz kolejny rozłożyła siebie na części pierwsze i uformowała według wcześniej zaplanowanej kompozycji w spójną i przyjemną całość.
Zdaje sobie sprawę, że materia z którą mamy do czynienia uważana jest przez liczne grono
za komercyjny zbitek popowych pioseneczek dla trzynastolatek, jednak jeśli grono to odważy się na przesłuchanie tej płyty pewnie przytaknie mi i stwierdzi, że jest to płyta co najmniej poprawnie wykonana. Stylu możemy nie lubić, osoby nie darzyć szczególną sympatią,
ale muzyka zasługuje na obiektywny osąd. Ja swojego dokonałem BIONIC znalazło miejsce
na mojej półce z płytami.

ZD.pl, Piotr Głowacki