Precz z miłością na jeden dzień

0
672
views

Na ulicach słodko i różowo: pluszowe misie, kwiaty i kartki z kiczowatym wierszykiem. A kolejnego dnia wszystko wraca d normy, jakby nic się nie wydarzyło. Czy to ma być wyraz tej niby wielkiej, prawdziwej miłości?

Dzień św. Walentego jest traktowany na kilka sposobów. Panowie widzą w nim praktyczne rozwiązanie, bo jest to ten jedyny i niepowtarzalny dzień, w którym bez skrępowania można powiedzieć „kocham”, a do tego każdy sklep oferuje coś kolorowego, idealnego na prezent. Natomiast Panie, przez tych kilka godzin mogą poczuć się jak prawdziwe gwiazdy Hollywood, adorowane pięknymi słowami i obsypywane prezentami.
Każda zakochana para czuje się wyjątkowo, jakby ich miłość była tą jedyną i najlepszą. Niestety rzeczywistość pozbawiona jest tej słodyczy. Niestety tzw. „Walentynki” to nie dzień poświęcony wielkim uczuciom, a raczej taka gwiazdka tylko bez choinki. Podstawą i celem są bezmyślne zakupy, którym przyświeca jedna zasada: prezent świadczy o uczuciu, więc musi być on jeszcze większy i jeszcze droższy.

Ale z drugiej strony, może ktoś lubi słodycz plastikowej miłości i widzi w niej ukryty sens poza zyskiem galerii handlowych. Może właśnie tylko w ten jedyny dzień słowo „kocham” smakuje inaczej? Pytania, które każdy powinien sobie zadać. Czy to prawdziwa miłość, czy tylko zrealizowany schemat narzucony przez media, właścicieli kawiarni i wielkie markety? Nie trudno się w tym wszystkim pogubić, ale jest na to sposób. Wystarczy przyjrzeć się co będzie dalej. Czy miłosna atmosfera zagości na stałe czy uleci jak powietrze z balona.

Początki zawsze są piękne

Anna i Piotr, nie dość, że studiują razem ekonomię na Uniwersytecie Warszawskim, to jeszcze są parą od niecałych dwóch lat. Wszystkie obowiązki i wolne chwile spędzają razem. Piotr żartobliwie mówi, że bardziej osaczyć się nie mógł, a Anna i tak narzeka, że nie spędzają razem wystarczająco dużo czasu. Na trzecim roku studiów zdecydowali się zamieszkać razem. Rodzice nie byli tym zachwyceni, ale nie mogli nic na to poradzić. Anna i Piotr planowali już wspólną przyszłość, więc mieszkanie było pierwszym krokiem w tym kierunku. Do tego wynajęli kawalerkę, więc i koszty utrzymania w Warszawie okazały się mniejsze.

– Widzieliśmy w tym same plusy. Możemy się razem uczyć, wynajmowanie mniej nas kosztuje i poznajemy się lepiej – mówi Ania. Pierwsze tygodnie przypominały bajkę.

Piotrek każdego ranka przynosił ciepłe bułeczki, a po zajęciach robił obiad. Do tego sprzątał mieszkanie i pomagał w robieniu prania. – Piotrek był bardzo opiekuńczy. Nie znałam go od tej strony. Widziałam jak bardzo się dla mnie stara i czułam się jakbym wygrała w totka – wspomina.

Później zapał Piotra nieco przygasł. Pieczywo kupował wieczorem, aby już rano nie wstawać. Pomagał za to w kuchni. Po obiedzie obiecywał, że pozmywa naczynia, „ale później” i zasiadał przed telewizorem. – Coś ta nasza miłość zmieniła swoje oblicze. Taki pierwszy kryzys mieliśmy chyba w styczniu i właśnie Piotrek coś wspomniał o Walentynkach. Mówił, że chciałby pokazać jak bardzo mnie kocha i dlatego przygotuje niespodziankę – opowiada Ania.

Bojkot wskazany

Nasze społeczeństwo pokochało i przyjęło jak swoje nowe święto. Tylko nieliczni widzą w nim „prymitywne” i niepotrzebne zwyczaje. Do tego grona można zaliczyć internetową akcję „Bojkotujmy walentynki”, która ma uświadamiać i pokazywać fałsz Walentynek. Akcja zachęca do postawienia sobie pytania „czy twoja miłość jest prawdziwa?”.

Jeśli tak, to daj obiektowi swoich westchnień coś od siebie i nie pomagaj sobie zakupami jakieś bezużytecznej serduszkowej gotowizny. Kochaj go przez cały rok, przez cały rok okazuj swą miłość, nie tylko prezentami, ale przede wszystkim czynami. Należy pamiętać, że miłość wymaga poświecenia czasu, energii, a niekiedy zdrowia. A gdy to wszystko będzie już w pamięci, każdy dzień stanie się małą walentynką.

To taka niby „szybka miłość”

Wstał rano tak, aby jej nie obudzić. Poszedł do sklepu i po kwiaty. Przygotował śniadanie i podał jej do łóżka. Na zajęciach z matematyki podsuwał jej karteczki z czułymi słówkami. – To było takie dziecinne, ale i romantyczne – przyznaje Ania. Gdy wyszli z uczelni zabrał ją do małej kawiarni. Siedzieli ściśnięci wśród innych par, przy niewielkim stoliku z czerwonym obrusem i zapaloną świeczką. A w domu czekał na nią prezent: poduszka w kształcie serca z ich zdjęciem. Ania cieszyła się „z powrotu” jej ukochanego.

Po kilku dniach, gdy już zrobiła obiad i nastawiła pralkę zaczęła się zastanawiać, co takiego poza tym dniem zakochanych zmieniło się w ich związku. Oczywiście próbowała jeszcze raz wzniecić żar miłości w Piotrku, jakim jeszcze kilka dni temu ją ogrzewał. „Walentynki już były, więc nie rozumiem, o co tobie chodzi” – odpowiadał na jej prośby.

– Skoro pokazał, że potrafi to, czemu nie robi tego częściej? Nie oczekuję kwiatów i wyjść do restauracji, co wieczór, ale to widać, kiedy się ktoś stara. A czekać cały rok na to, aby być zauważoną to chyba jakieś nieporozumienie – wyznaje Ania.

Zakochani siedzą w domach

Dzień św. Walentego funkcjonuje w Polsce zaledwie od kilkunastu lat, a już zdobyło swoich wiernych fanów. CBOS w badaniu z 2005 roku, zapytał Polaków czy podoba im się zwyczaj obchodzenia Dnia Zakochanych. 33 proc. respondentów zdecydowanie poparło nowe święto, a 41 proc. odniosło się do niego pozytywnie. Według socjologów z każdym nowym rokiem poparcie dla Walentynek stale rośnie. Powodem jest kultura masowa, która w coraz to efektywniejszy sposób przypomina o nowym zwyczaju.

Mimo to, badania CBOS odkryły pewną ciekawą zależność: w grupach, w których odsetek zakochanych jest największy, jednocześnie najmniej osób aprobuje zwyczaj świętowania w tym dniu. Według analityków prawdziwie zakochani postrzegają walentynki, jako przejaw sztucznego święta, który z miłością niewiele ma wspólnego.

www.ZielonyDziennik.pl, Tomasz Zdunek