Dziennik emigranta: polityka emigracyjna

0
613
views

21.02.2011
Dziennik emigranta: polityka emigracyjna
W ciągu ostatnich paru tygodni najwyżsi przedstawiciele trzech największych państw Unii Europejskiej

– Niemiec, Francji i Wielkiej Brytanii wspólnie orzekli, że ich polityki względem emigrantów, którzy osiedli w ich krajach zawiodły.
To co łączy wszystkie te kraje to duża liczba emigrantów żyjących w nich. W Niemczech największą grupę stanowią Turcy, we Francji emigranci z byłych arabskich północno-afrykańskich kolonii, a w Anglii Hindusi i Pakistańczycy. We wszystkich tych krajach mieszka znaczna grupa Polaków. Niektórzy z nich przyjechali stosunkowo niedawno – wraz z rozszerzeniem Unii Europejskiej na wschód, inni to ludzie, którzy mieszkają tam od pokoleń.
Rządzący tymi krajami przyznali, że społeczeństwa multikulturowe się nie sprawdzają. Najboleśniej odczuli to chyba Anglicy, gdy okazało się, że odpowiedzialnymi za ataki terrorystyczne w Londyńskim metrze są obywatele ich krajów – muzułmanie, którzy urodzili się w Wielkiej Brytanii.
Ale problemy są także w Niemczech – sam Berlin podzielony jest na strefy zamieszkałe przez Niemców, oraz takie, gdzie sami Niemcy się nie zapuszczają – bo tam są dzielnice tureckie. W czasie prosperity i boomu budowlanego Niemcy potrzebowali taniej siły roboczej, która budowałaby ich dobrobyt. Ale Turcy zostali i przywieźli ze sobą swoje rodziny i zwyczaje. Teraz rośnie trzecie pokolenie, które urodziło się w Niemczech i tylko część z nich jest zasymilowana i korzysta ze wszystkich praw i obowiązków obywatelskich. Tylko część z nich zna język niemiecki.
Z drugiej strony ani Polacy ani Turcy mieszkający za zachodnią granicą Polski nie mają statusu mniejszości narodowej. To prawo zarezerwowane w Niemczech jest tylko dla jednej grupy – Serbów Łużyckich. W Polsce Niemcy mają taki taki status.

Wielka Brytania postawiła kiedyś na wielokulturowość, wierząc, że przybysze zaaklimatyzują się na Wyspach i będą jej ważną częścią. Proszę nie rozumieć mnie źle – większości to się udało. Ale nie wszystkim równomiernie. Najlepszy przykład to Polacy. Tylko część z nich mówi płynnie po angielsku, w stopniu wystarczającym do czytania i pisania. Znaczna część tego nie potrafi, pomimo chęci osiedlenia się tu na stałe. Sam znam niejedną taką osobę. Dla mnie to jest przerażające życie w takim getcie, ale to jest temat na osobny tekst, więc może kiedy indziej. Owszem są Polacy mający świetnie płatne prace, studiujące na uniwersytetach czy osiągający sukcesy, ale to niestety nie jest większość. Sam też jestem przykładem osoby, która nie pracuje w wyuczonym zawodzie, choć osobiście staram się nie narzekać.
W Wielkiej Brytanii żyje bardzo duża liczba cudzoziemców, a kraj jest mekką uciekinierów politycznych oraz tych, co chcieliby znaleźć dobrą pracę i normalnie żyć. I państw postanowiła im pomóc się zasymilować – organizując pomoc dla osób nie znających języka – urzędnicy, szpitale i szkoły mają obowiązek tak rozmawiać z klientami, żeby ci rozumieli o czym się do nich mówi. To wymaga całej armii tłumaczy – w Wielkiej Brytanii jest mnóstwo biur tłumaczeń, działa także linia telefoniczna, pod którą można zadzwonić i porozumieć się ponad stu językach! Oczywiście taka usługa jest płatna i dodam, że sporo. Co roku wydaje się tutaj sumę ponad stu milionów funtów na tłumaczenia dla obcokrajowców.
Z drugiej strony mieszkający tu od paru pokoleń Pakistańczycy i Hindusi stworzyli też nowe odmiany językowe – połączenie angielskiego z ich rodzimymi językami. Polacy też poszli na skróty tworząc zlepek obu języków – ponglish, gdzie angielskie słówka przeplatają się z polskimi.
Prawdziwy szok przeżyli Anglicy dowiedziawszy się na ich ziemi w radykalnych meczetach wpajana jest młodym ludziom nienawiść do kraju, który ich przygarnął. To właśnie tam zostali zindoktrynowani zamachowcy z londyńskiego metra.

Zupełnie odmienna jest sytuacja Francji – ten kraj posiadający chyba największe kolonialne imperium w Afryce miał inną politykę asymilacyjną niż Wielka Brytania. Przez wieki elity kolonialnych terytoriów kształciły się w metropolii na najlepszych uniwersytetach. I to wcale nie zakończyło się z upadkiem ich imperium. To trwa do dziś. Jednak największy problem Francuzi mają z muzułmańskimi pracownikami najemnymi, którzy zostali we Francji. Podobnie jak w USA we Francji panuje prawo ziemi, które mówi, że każdy kto urodził się na ziemi francuskiej automatycznie dostaje obywatelstwo francuskie. Robotnicy sprowadzali swoje rodziny, rodziły się dzieci a ich rodzice uzyskiwali możliwość stałego pobytu. Ale przez lata zachęcani do przyjazdów muzułmanie z krajów Północnej Afryki zawsze byli traktowani jako obywatele drugiej kategorii. Teraz większość z nich mieszka w slumsach na obrzeżach wielkich miast. Tworząc getta biedy i występku. Do tych ponurych dzielnic nie dojeżdżają służby miejskie, nie można wezwać karetki pogotowia, a policja nie reaguje na wezwania. Co jakiś czas wybuchają zamieszki pełne przemocy i zniszczeń. I to jest też powód, dla którego prawicowy Front pana Le Pena ma tak duże poparcie wyborców – dochodzące do 10%! Mieszkający w tych dzielnicach ludzie mają znacznie gorsze wykształcenie od przeciętnego Francuza, znacznie więcej nie ma pracy, a nawet jeśli ma – to jest ona gorzej płatna.

Niedawno brytyjski premier Dawid Cameron powiedział, że polityka integracji przybyszów spoza Wysp nie zdała egzaminu. Że trzeba coś zrobić, żeby cudzoziemcy chcący mieszkać w Wielkiej Brytanii mocniej wiązali się z angielskim społeczeństwem. Żeby zaczęli przyjmować tutejsze wartości – demokracji, poszanowania praw człowieka, tolerancji dla innych ludzi. Polityka tego kraju się zmienia. Gdy do Unii Europejskiej weszła Rumunia i Bułgaria Wielka Brytania wprowadziła limity ilu ludzi może stamtąd przyjechać i pracować. Coraz częściej mówi się o wprowadzeniu egzaminu ze znajomości języka i obyczajów panujących w Wielkiej Brytanii dla osób chcących tu zamieszkać.

Jeśli polityka integracji zawiodła co trzeba zrobić. Europa na gwałt potrzebuje nowych pracowników. Społeczeństwa się starzeją w zastraszającym tempie. A żeby utrzymać bogactwo Unii trzeba będzie importować siłę roboczą. Inna sprawa, że w tym samym czasie Europę zalewa fala nielegalnych imigrantów – przez granicę turecko-grecką przeciska się mnóstwo Turków. Hiszpanię zalewają Marokańczycy. Podobnie jest we Włoszech. Z jednej strony Europa potrzebuje przybyszów, z drugiej strony nie wie co z nimi zrobić. Z jednej strony zaprasza Turcję do rokowań akcesyjnych, z drugiej boi się co się stanie jak Turcja dołączy do wspólnoty. Bo z siedemdziesięcioma trzema milionami Turcja byłaby drugim co do liczebności krajem Eurolandu. A w krótkiej perspektywie pierwszym – bo najludniejsze Niemcy mają ujemny przyrost naturalny, a Turcja dodatni.

Problemy innych krajów wkrótce odczują też Polacy. Bo będąc w Unii także Polska będzie miała więcej nowych obcojęzycznych obywateli. Z pewnością będzie ich przybywało, bo Polska dzięki Unii stała się atrakcyjnym krajem dla ludzi, którzy chcieliby się przenieść z własnych krajów z powodów zarobkowych czy też innych. Te trzy kraje miały czas na oswojenie się z przybyszami, Polacy mogą tego czasu nie mieć. A czy jesteśmy tak tolerancyjni jak inni mieszkańcy Europy? Oceńmy to sami.

www.ZielonyDziennik.pl, Artu Pomper