Dziennik emigranta: Wystąpienie premiera Camerona

0
588
views

17.04.2011 Torquay
Dziennik emigranta: Premier Cameron o imigrantach
Wielka Brytania to kraj pełen emigrantów. I to nie jest nic nowego – Wielka Brytania ściągała imigrantów od wielu lat – zwłaszcza od momentu w którym rozpadło się ich olbrzymie imperium.

Członkowie Commonwealthu – zrzeszenia metropolii z byłymi koloniami mogli podróżować oraz przeprowadzać się do metropolii na preferencyjnych warunkach. To dlatego mieszka tu dużo Hindusów, Pakistańczyków, czy Jamajczyków. W ostatnich latach przybyła do brzegów nowa fala – z Europy Środkowo-Wschodniej, w tym sporo Polaków. Ilu dokładnie? Nikt nie wie, choć może po ostatnim spisie powszechnym coś będziemy mogli ustalić. Kiedyś mówiło się o ponad milionie Polaków, dziś rodaków na Wyspach jest pewnie mniej.

Nie dalej jak wczoraj premier David Cameron powiedział w parlamencie, że chce zmniejszyć liczbę emigrantów. Oczywiście mówił o tych ludziach, którzy przyjechali spoza zjednoczonej Europy. Bo z racji polityki wspólnoty nie można ograniczać swobody przemieszczania wewnątrz Unii Europejskiej. Jednak Cameron mówił o ponad 200 tysięcy osób spoza Wspólnoty, które co roku osiedlają się w Wielkiej Brytanii. Tą liczbę premier chciałby ograniczyć do kilkudziesięciu tysięcy rocznie. Bo to oni „psują” rynek pracują za niższe stawki (czasem niższe niż minimalna krajowa). To oni są odpowiedzialni za nadużycia systemu opieki społecznej (Jakiś czas temu czytałem o pewnej Afgance, z siedmiorgiem dzieci, która wynajmowała dom, za który płacili podatnicy. Sęk w tym, że dom był wart 2 miliony funtów, a roczny czynsz przekraczał 100 tysięcy funtów. Jako, że prawo stanowi, że każde dziecko ma mieć osobną sypialnię, a samorząd nie dysponował takim lokum – Afganka wynajęła dom na wolnym rynku. Dopiero poprzedni rząd wprowadził limit, ile można dostać dodatku mieszkaniowego i ustawił go na poziomie 2000 funtów. O ten dodatek można się starać jeśli czynsz stanowi więcej niż 55% twoich dochodów). Imigranci mają też wpływ na problemy służby zdrowia oraz szkolnictwa – choćby przez problemy z komunikacją i tłumaczeniami. Rocznie na tłumaczenia wydaje się ponad 130 milionów funtów – są specjalne linie telefoniczne gdzie można przetłumaczyć dowolną konwersacje, a także tysiące tłumaczy.

Jednak to co najważniejszego powiedział premier, i to z pewnością było powiedziane pierwszy raz głośno w tym kraju, to fakt, że dwa i pół miliona miejsc pracy które stworzono przez ostanie 20 lat, w większości było przejęte przez emigrantów! A możliwe to było tylko dlatego, że przeciętny Brytyjczyk wolał siedzieć w domu i otrzymywać różne zasiłki. I to w zasadzie była dla mnie największa sensacja – to pierwsze, tak dobitne słowa premiera od początku swojego urzędowania.
Bo angielski system opieki społecznej promuje niepracowanie. Można dostać zasiłek na mieszkanie, na gaz, prąd i wodę. Obniżkę podatku lokalnego. Jest dodatek dla osób, które z jakiegoś powodu nie mogą szukać pracy – na przykład matki z małymi dziećmi. Gdy się nie pracuje można ubiegać się o pieniądze na spłatę hipoteki, oraz o dodatkowe pieniądze na ogrzanie domów w zimie. Lista dodatków jest duża – tak duża, że istnieje tu moda, na to jak się tu dobrać do pieniędzy opieki społecznej.
Mnie osobiście drażni to, że osoby z nałogiem alkoholowym albo narkotykowym dostają pomoc na „leczenie”. Z tym, że tych pieniędzy jest na tyle, że spokojnie mogą oddawać się nałogowi. Skąd te pieniądze? Z moich podatków! Ja za to płacę. Inna sprawa to samotne matki. Ktoś z moich znajomych wyliczył ile taka samotna matka może wyciągnąć z systemu pieniędzy – całe 21 tysięcy funtów. A średnie wynagrodzenie w Torbay to niecałe 16 tysięcy! Całe 10 tysięcy niżej niż średnia krajowa. Inna sprawa, że znaczna część moich znajomych zarabia najniższą możliwą stawkę, co ich ustawia na poziomie mniej więcej 12 tysięcy rocznie! Czyli dwie osoby pracujące na pełny etat zarobią troszkę więcej niż samotna matka może dostać z opieki społecznej. Paranoja. Nie dziwię się młodym kobietom, że robią sobie dzieciaka, za dzieciakiem – byleby tylko nie pracować. Bo samotna matka musi się opiekować swoim potomstwem. A jak się postara to może nie pracować do 16 roku życia swojej latorośli. W mieście gdzie mieszkam takich samotnych mam jest całkiem sporo. Tylko dlaczego ja mam za to płacić?

W każdym razie słowa premiera mogą być początkiem prawdziwej rewolucji. Ograniczanie imigracji nie jest taką znowu zmianą. Ale przyjrzenie się systemowi opieki społecznej w celu zmuszenia ludzi do pracy – to byłoby coś, co zapisałoby premiera w annałach historii. I choć ani szczególnie nie lubię Camerona i jego ekipy, ani specjalnie za nim nie przepadam, to właśnie dostaje on szanse – ciekawe jak ją wykorzysta? Czas pokaże.

Artur Pomper