Koniec mody na opaleniznę

0
750
views

50 lat po odkryciu opalenizny mamy już dość brązowej skóry
Zaniedbani Włosi. Arabowie nieobwieszeni złotem. Drobne starsze Greczynki w kolorowych strojach zamiast w tradycyjnej czerni.

Australijczycy bez krótkich spodenek. Afrykańscy przywódcy w ponurych jednokolorowych i gustownych koszulach. Szwedzi, których włosy nie są w kolorze blond. Uśmiechnięci Rosjanie. Szwajcarscy turyści w ubraniach. Teraz do nich wszystkich dołączyli Francuzi, którzy postanowili więcej się już nie opalać. Czy jeszcze kiedyś będziemy mogli zaufać międzynarodowym stereotypom?
To właśnie we Francji wynaleziono nowoczesną opaleniznę. Modę na opalanie spopularyzowała w latach 20. słynna Coco Chanel, a w latach 50. rozpowszechniła ją gwiazda filmowa, symbol seksu tamtych lat Brigitte Bardot. Od niemal lat 60. w każdym kolorowym czasopiśmie roi się od opalonych gwiazd show-biznesu, a o atrakcyjności towarów najskuteczniej przekonują modelki o ciemnej opaleniźnie.

Wcześniej jednak ciemna skóra uchodziła za oznakę prostactwa i niewyrobienia. Przez całe wieki powszechnie uważano, że opalona skóra jest charakterystyczna dla niższych warstw

społecznych, które całe dnie ciężko pracują w polu, a ideałem piękna była szlachetna bladość. Takie nastawienie przetrwało do dziś w Afryce i wielu regionach Azji, ale na ogarniętym kultem opalonego ciała pobardotkowym Zachodzie muśnięta słońcem skóra zawsze była synonimem piękna, bogactwa i luksusu. I nie brakowało takich, którzy sądzili, że tak już będzie po wsze czasy. Nic bardziej mylnego.

Ta moda była, bo już nie jest, a przynajmniej we Francji. Dzięki wspaniałej demokratyzacji turystyki plaża stała się miejscem dla krzykliwych arogantów, brąz w stylu Bardot zastąpił jaskrawy pomarańcz easyJet. Opalanie się to oznaka lenistwa i materializmu. Wylegiwanie się na słońcu jest niezdrowe, a skóra opalającej się osoby robi się z czasem bardzo szorstka i twarda. Niech nikt nie lekceważy skali tej zmiany kulturowej. To dzięki niej Amerykanie zaczynają uczyć się mówić ciszej. To powinno tylko nas wszystkich cieszyć. Dziś słońce jest dobre dla „les rosbifs”, jak Francuzi pogardliwie nazywają Brytyjczyków. We Francji ostatnim krzykiem mody jest różowa cielęcinka.

Oczywiście na ironię zakrawa fakt, że przy całej swojej pogardzie dla wyglądu Brytyjczyków wypoczywających w południowej Francji Francuzi wybrali look nieodparcie przywołujący na myśl to, jak Brytyjczycy wyglądają u siebie, w Wielkiej Brytanii. Najnowsza francuska moda aspiruje do cery promieniejącej zdrowym blaskiem, dziś na topie są lekkie rumieńce, jakie pojawiają się po całym dniu spacerowania… powiedzmy… szkockim wybrzeżem.

Miejmy nadzieję, że Francuzi na tym nie poprzestaną. Jeśli w przyszłości kiedyś zdecydują się dołączyć do nas na swoich własnych plażach, spodziewamy się ujrzeć ich w siatkowych podkoszulkach i spodniach z podwiniętymi nogawkami. A na głowie koniecznie chusteczka z supłami na rogach, w roli przeciwsłonecznego kapelusza. Kiedy jednak ktoś by spytał, czy jest to możliwe, z całym spokojem można odpowiedzieć: a czemu nie, skoro przez tyle lat modna była opalenizna.

Richard Owen

Tłumaczenie: Lidia Rafa