Kongres Młodych SLD, subiektywna relacja.

0
916
views

– Ile trwa weekend Donalda Tuska? – rzucił w tłum wodzirej. Musiał jakoś zająć się ludźmi wobec spóźnienia przewodniczącego i innych prelegentów. Wobec braku odzewu odpowiedział sam – tydzień! Nastąpił wybuch śmiechu, a ja lekko zażenowany zrozumiałem, że spodziewałem się czegoś innego.

Kongres Młodych SLD odbył się w sobotę 3 września w klubie Hybrydy, w centrum Warszawy. Zaprezentowało się ośmiu młodych kandydatów w zbliżających się wyborach parlamentarnych. Przedstawiło swoje postulaty, narzekało na obecne władze i ogólniej na „rządy prawicy”. Na zakończenie wystąpił przewodniczący SLD, Grzegorz Napieralski.

Ani szef partii ani poszczególni kandydaci niczego ciekawego nie powiedzieli. Mnóstwo było frazesów, ogólników i haseł znanych z każdej kampanii wyborczej. I co mnie zawiodło, żadnych konkretów, brak jakichkolwiek propozycji konkretnych reform. Zatem lewica działa tak samo prawica w postaci PiS. Pomarudzić, ponarzekać, wytknąć błędy. Ale żeby pojawił się pomysł jak problemy rozwiązać? Nie, nawet wśród młodych, którzy twierdzą, że chcą zmieniać Polskę i walczyć o lepsze jutro.

Zarzut pierwszy – polityka mieszkaniowa rządu. Ujęty mniej więcej tak: budujmy więcej mieszkań, niech młodzi mają gdzie mieszkać. Ale za co, na jakich zasadach, gdzie? Tego już nie wiadomo. Problem z cenami mieszkań, szczególnie w Warszawie, widzi każdy. Od kandydatów do parlamentu oczekiwałbym jakiejkolwiek recepty, bo diagnoza nie jest trudna, coś źle funkcjonuje. Zarzut drugi – płatny drugi kierunek studiów. Z pomysłem rządu również się nie zgadzam. Ale znowu pomysłu na zmianę nie ma. Tylko marudzenie i oratorstwo godne Fidela Castro. SLD nie mówi nam co chce z tym zrobić. Przywrócić stan powszedni? Kolejny raz reformować?

Występ Grzegorza Napieralskiego cały kongres uratował. Znów same ogólniki. Za to, ku mojemu zdziwieniu, z prawdziwą pasją, przekonaniem. Słuchało się przyjemnie. Na koniec padło zaskakujące hasło, „zwyciężymy w wyborach”, po czym huragan oklasków i okrzyków. A ja zaskoczony spojrzałem na zegarek. Minęła godzina i nie padło więcej niż kilka mądrych słów.

Kandydaci mnie do siebie nie przekonali. I to największy problem SLD. Jeśli nie chce on po raz kolejny oglądać pleców walczących ze sobą o zwycięstwo PO i PiS powinien albo rozsądniej ich wybrać, albo lepiej przygotować. Bo znów będzie rządzić prawica, a Sojuszowi nie pozostanie nic innego jak kolejne kilka lat narzekania.

Bartek Serafinowicz