Pierwsza debata tych wyborów parlamentarnych

0
684
views

Jak debatować to debatować. Odbyła się pierwsza z zaplanowanych debat rządu z opozycją. Dwoje Pań minister: zdrowia oraz pracy rozmawiały z Markiem Balickim z SLD (byłym ministrem zdrowia) oraz przedstawicielem PJN – Andrzejem Sośnierzem (ten jegomość był kiedyś szefem Narodowego Funduszu Zdrowia).

To, że sama debata się udała już jest sukcesem. Tak jak przewidywałem parę odcinków bloga temu – partia Jarosława Kaczyńskiego nie przystąpiła do debaty. Prezes PiS boi się wszystkich miejsc, poza swoim. Syndrom oblężonej twierdzy do kwadratu. Oraz paranoja totalna. Tusk zarobił duży punkt dla swojej partii. Najnowsze sondaże znowu wprowadzą PJN w okolice progu wyborczego, a PiS-owi zapewne o tyle samo spadnie słupek. Różnica pomiędzy największymi partiami jest wciąż kilkunastu procentowa. Kilka takich debat i może nawet uda się przekonać Jarka, że one są ważne dla wizerunku partii. Przecież on nie musi przekonać swoich. Ci są jak beton. Twardzi i niezłomni. Prezes PiS musi przekonać niezdecydowanych. Tych, którzy jeszcze nie są zdecydowani i tych, co da się jeszcze przekonać, że oni mają lepsze pomysły niż inni. Wciąż są tacy ludzie. Ale bez udziału w debatach nie da się pokazać swoich koncepcji. Przecież sam Jarosław mówi, że media nie są mu przychylne – powinien w końcu coś z tym zrobić.

Nie miałem okazji obejrzeć debaty osobiście, ale internauci zapytani przez TVN24.pl powiedzieli, że starcie wygrała minister Kopacz 66% oddanych głosów, kolejny był Balicki, z 21 procentami. Minister zdrowia opowiadała ona o sukcesach rządu. Innego zdania był mr Balicki, którzy zauważył powiększające się różnice w dostępie do opieki zdrowotnej przy zwiększonych nakładach na zdrowie. Andrzej Sośnierz, niegdyś szef Narodowego Funduszu Zdrowia proponuje rozwiązanie tego tworu i powrót do kas chorych. Przypomnę, że to Marek Balicki był kiedyś szefem Katowickiej Kasy Chorych – w której wprowadził karty chipowe dla każdego pacjenta – w ten sposób można było nie tylko sprawdzić leczenie, ale także przepisane lekarstwa. Za swój pomysł jednocześnie był nagrodzony przez branżowe pisma, a z drugiej strony postawiony w oskarżenie za niegospodarność. Ale co trzeba mu przyznać Katowicka Kasa Chorych była najrozsądniejsza w wydawaniu pieniędzy. Zwłaszcza na lekarstwa (dzięki tym kartom czipowym). To był rzadki przykład gospodarności. Ale potem zlikwidowano Kasy i stworzono Narodowy Fundusz Zdrowia – a jaki on jest gospodarny, to sami wiemy.

Balicki zaproponował także powrót higienistek do szkół – bo lepiej postawić na profilaktykę niż na późniejsze leczenie – przekonywał. Profilaktyka jest tańsza. To wie każdy lekarz. I NFZ musi na to znaleźć pieniądze. Minister Kopacz rzuciła sumą 20 miliardów złotych więcej wydanych przez służbę zdrowia przez ostatnie 4 lata rządów Platformy – w porównaniu do wcześniejszych rządów. Ale czy koniecznie przełożyło się to na lepszy dostęp do lekarzy i lekarstw? Ja śmiem wątpić. Oponenci minister Kopacz mówili o wydłużających się kolejkach do specjalistów oraz o kosztach leków refundowanych. One rosną.

W drugiej części debaty mówiono o polityce społecznej. O bezrobociu, o pomocy rodzinie. Minister Fedak mówiła, że teraz pracuje więcej osób niż kiedykolwiek wcześniej. Polityk PJN przekonywał, że da się zaoszczędzić pieniądze w systemie poprzez jego uproszczenie, tak, żeby rodziny (zwłaszcza wielodzietne) dostawały więcej pieniędzy. Nie trzeba do tego zwiększać stawek. Wystarczy lepsze gospodarowanie pieniędzmi. Tu na pewno jest spore pole do popisu. Bo gdy pieniędzy brakuje trzeba zabrać się za zwiększenie racjonalności wydatków.

Niestety w naszym kraju kołdra zawsze jest za krótka, żeby przykryć całość potrzeb. Gdyby jeszcze wystawało tylko z jednego rogu – pół biedy. A to wygląda tak, że mamy wielkie łoże, ale kocyk jak dla dziecka. I brakuje każdemu. W takim przypadku trzeba się przyglądnąć każdej wydawanej złotówce. Dwa razy. Z pewnością nie pomagają głupie ustawy polityków – którzy dodają zadań administracji nie wskazując źródeł finansowania pomysłów. Zwykłe podniesienie podatków na pewno nie wystarczy. Jest taka krzywa ekonomiczna, mówiąca o tym, że wraz ze wzrostem obciążeń finansowych maleją wpływy do budżetu. Dzieje się tak, bo ludziom nie opłaca się pracować więcej i zarabiać więcej skoro państwo i tak im większość z tego odbierze. Jesteśmy w Polsce blisko punktu przełamania – jego osiągnięcie na pewno nie pomogłoby w przezwyciężeniu polskich problemów.

www.ZielonyDziennik.pl, Artur Pomper