Dziennik emigranta: oszczędzania część druga! – poradnik dla rządzących

0
813
views

08.10.2011 Torquay

Dziennik emigranta: Szukania oszczędności ciąg dalszy

Tak jak mówiłem prawdziwe oszczędności są w administracji państwowej. Napisałem wcześniej, że warto byłoby zmniejszyć liczbę posłów oraz zlikwidować Senat, bo to przyniosło by wymierne oszczędności. Wszak każdy z nich ma ponad 10 tysięcy miesięcznej wypłaty! A drugie tytle na prowadzenie biura. Ale to nie koniec. Należałoby zmniejszyć diety poselskie. 10 tysięcy miesięcznie to bardzo dużo. O ile więc obciąć? O jedną czwartą. 7500 złotych to wciąż dużo pieniędzy, a jakie oszczędności dla budżetu. Posłowie nie powinni sami sobie wyznaczać swoich pensji – to powoduje, że mamy jedno z wyższych (relatywnie) uposażeń w Europie. Nie stać nas na to. Jednocześnie trzeba ustawowo przypisać limit o ile rok do roku można zwiększyć budżet kancelarii premiera, sejmu i senatu oraz prezydenta. I zapisać, że zwiększenie budżetu musi być powiązane z rozszerzeniem zadań. Raz na zawsze by się skończyło.

Posłowie i senatorowie, którzy nie zostaną ponownie wybrani dostają trzymiesięczną odprawę, podczas gdy przeciętny Nowak lub Kowalski w najlepszym wypadku może dostać dwumiesięczną odprawę – pod warunkiem, że przepracuje odpowiedni czas w jednym zakładzie pracy. To niekonstytucyjne, jeśli nasz kraj jest państwem prawa. Ciekawe dlaczego jeszcze nikt się tym nie zajął. Nie widzę powodu, żeby posłowie czy senatorowie powinni mieć inaczej niż wszyscy. To się powinno zmieniać.
Mówiłem o kancelarii i ministerstwach. Ale tam także jest na czym oszczędzać. Niech w każdym ministerstwie osoby mające takie same stanowisko dostaną takie same wynagrodzenie. Począwszy od ministrów, poprzez ich zastępców – do samego dołu łańcucha – żeby wszyscy mieli mniej niż teraz. Do tego wystarczyło by jedno rozporządzenie premiera.
W administracji samorządowej również jest pole do popisu. Niech starości, wojewodowie, burmistrzowie miast, wójtowi – niech oni wszyscy zarabiają tyle samo. To nie jest normalne, żeby burmistrzowie zarabiali podobne pieniądze jak posłowie. To zdecydowanie za dużo. Podobnie za wiele otrzymują zastępcy burmistrzów, sekretarze gminy czy naczelnicy wydziałów – to powinna być stała kwota dla wszystkich. Co więcej nie powinna być związana z najniższą średnią krajową. Podwyżka najniższej średniej krajowej nie rzutowała by na zmianę uposażeń w samorządzie i rządzie. Czyli kolejne oszczędności.

Czytałem gdzieś, że Polska jest krajem, który wydaje najwięcej na renty. Przeciętne państwo wydaje na ten cel 2% Produktu Krajowego Brutto, a Polska 11%!!! Z pewnością należałoby się temu przejrzeć. Tak jak pobieżna weryfikacja zwolnień lekarskich zawsze pokazuje zaskakujące dane o liczbie pobierających dodatek za chorobę w czasie pracy, tak z pewnością znalazło by się oszczędności. Ponadto należałoby zweryfikować liczbę rolników w Polsce. To nie jest normalne, żeby można było zostać rolnikiem zarabiając 100 złotych rocznie na hodowli pieczarek. Coś tu nie gra. Skoro prawo daje pole do nadużyć – należałoby je zmienić. I to szybko.

Inna sprawa, że państwo nie powinno dopłacać do nierentownych interesów. Stop z dofinansowaniami stoczni i górników. Co roku grube miliony na ten cel idą, a efektów nie widać. To przecież nie jedyni ludzie w Polsce. Innym też trzeba pomóc. Poza tym – jak do tej pory działania kolejnych ekip rządowych – które autentycznie boją się demonstrujących górników – dawały kopalniom pomoc publiczną. Część z tych pieniędzy została zakwestionowana przez Unię Europejską – bo nie sprzyjało to zapisom o konkurencyjności gospodarek. Całe szczęście. Spokój od burd górników okraszony jest słonym rachunkiem. Taniej byłoby, żeby podniszczyli parę ulic w stolicy i żeby prowokatorów posadzić za kratki.

Wiele się mówi o ściągalności podatków. Jest tu pole do popisu. Ale innymi metodami. Jeśli nie będzie się opłacało oszukiwać naszego państwa, bo podatki będą niskie i łatwe do zapłacenia – ściągalność będzie lepsza. Liniowy podatek wydaje się najlepszym rozwiązaniem, choć wprowadzenie go kosztuje sporo pieniędzy, gdyż na początku znacznie mniej pieniędzy wpływa do systemu. Dopiero po jakimś czasie dochody wzrastają. Tylko te „chude” miesiące trzeba jakość przeżyć – albo się skończy jak Grecja, która na progu bankructwa jest mniej więcej co tydzień, ostatnimi czasu.

Mówiłem o oszczędnościach w wojsku – o wycofaniu wojsk z Afganistanu. Przyniosłoby to natychmiastowe korzyści finansowe. Przecież każdy żołnierz, który tam jest dostaje wypłatę. Zaoszczędzone pieniądze można by przeznaczyć na modernizację wojska. Spore pieniądze dałoby się zaoszczędzić obniżając pensje i przywileje najwyższego dowództwa. Emerytowany generał Jaruzelski dostaje emeryturę porównywalną do zarobków prezydenta. Inna sprawa, że dałoby się sporo zaoszczędzić (choćby w liczbie urzędników odpowiedzialnych za to) przesuwając emerytury wojskowe w gestię ZUS-u. Na pewno znaleźliby kogoś, kto mógłby się tam tym zająć. Mają tam zdecydowanie zbyt wielu urzędników. A budżet MON nie zaśmiecałby problem emerytur. Należałoby się zastanowić, czy nie dałoby się w ogóle zrezygnować z jednego z trzech wielkich działów wojska. Wyobraźmy sobie, że całe lotnictwo przechodzi w gestię marynarki wojennej i od następnego roku nie mamy wyodrębnionego lotnictwa. Naszej obronności to by nie obniżyło, a pomyślcie o zaoszczędzonych pieniądzach!

Wkrótce kolejne propozycje oszczędności. Zapraszam Czytelników, do podzielenia się pomysłami…

Artur Pomper