Animowany przyjaciel z Japonii

1
727
views

Film animowany. W czasie, kiedy sale kinowe szturmują bajki – kolejna część przygód dzielnego misia zabijaki czy plastikowego kowboja – warto sięgnąć po filmy animowane japońskiego Studia Ghibli.

Choć ich twórczość – nie wspominając o wykreowanych bohaterach – ma miliony fanów na całym świecie, przeciętny odbiorca sztuki filmowej nie zna ani jednego tytułu bajki ze Studia Ghibli – może z wyjątkiem „Spirited Away: W krainie bogów”, zdobywcy Oskara i Złotego Niedźwiedzia. Tymczasem na swoim koncie mają aż osiemnaście produkcji (premiera najnowszego tytułu nastąpi w listopadzie tego roku), a jego twórca – Hayao Miyazaki nazywany jest japońskim Disney’em i żywą legendą świata animy.
Studio powstało w 1985 roku założone przez wspomnianego Hayao Miyazaki’ego, Isao Takahaty oraz producenta Toshio Suzuki. Pierwszą bajką, którą przypisuje się Ghibli jest „Nausicaa z Doliny Wiatru” i choć formalnie powstała przed założeniem studia pracowali nad nią jego twórcy. Scenariusz został oparty o siedmiotomową mangę pod tym samym tytułem, autorstwa Miyazakiego. On też stworzył niepisane zasady i reguły, na których opierają się filmy – bohaterami zazwyczaj są dziewczynki, zaś w każdej kolejnej bajce pojawiają się podobne motywy (figurki, części miast, fragmenty legend). Niektóre z nich powstały w oparciu o autorskie scenariusze, inne to adaptacje książek. Tak było na przykład z ostatnią produkcją – „Pożyczalskimi”.
Każdy recenzent, który stara się ocenić prace japońskiego studia napotyka się ten sam problem – są zbyt dobre, żeby napisać jakąkolwiek krytyczną uwagę pod ich adresem (a kto lubi czytać elaboraty pochwalne?). Dlaczego tak jest? Z prostego powodu – niosą uniwersalne, piękne wartości. Oglądając je łezka się w oku kręci. Przedstawiają świat w stu procentach wymyślony, ale bohaterowie są tacy, jakimi każdy z nas chciałby być. Dokonują słusznych wyborów przy tym nie są im obce typowo ludzkie uczucia, takie jak strach, gniew czy w końcu pragnienie zemsty. Każdy – dosłownie każdy – pokocha wielkiego, włochatego Totoro, czarownicę Kiki, jej kota Jiji czy w końcu małą syrenkę Ponyo. Jeśli dodamy do tego wspaniałe ilustracje, nad którymi pracują najlepsi rysownicy na świecie mamy produkt doskonały w swoim gatunku. Nic dziwnego, że bajki Studia Ghibli mają tylu fanów, a wokół nich rozrósł się całkiem pokaźny przemysł maskotek, koszulek, kapci, breloczków, kalendarzy czy w końcu artbooków. W październiku 2001 w Tokio otwarte zostało nawet Muzeum Ghibli, w którym obejrzeć można eksponaty związane z bajkami oraz filmy krótkometrażowe niepokazywane nigdzie indziej.
Mimo, że studio znane jest z twardej polityki zabraniającej zagranicznym licencjobiorcom cenzurowania bądź przerabiania swoich filmów, udzielając pozwolenia jedynie na nagranie lokalnego dubbingu zobaczyć je można w małych, studyjnych kinach i na płytach DVD.

ohm

fot. kadr z filmu „Spirited Away: W krainie bogów”

1 KOMENTARZ