Kaczyński bierze się za sądy i media

0
855
views

Polscy politycy mogą wreszcie odetchnąć z ulgą. Temat ukraiński z wolna przycicha a kampania do Europarlamentu w końcu rusza z kopyta. Zamiast więc silić się na mądre komentarze na temat imperialistycznych zapędów Rosji, na którym jak wiadomo łatwo się wyłożyć, mogą w końcu wrócić do tego, w czym czują się zdecydowanie najlepiej.

W walce o euromandat zmierzą się w swoich ulubionych konkurencjach: obrzucaniu inwektywami, prześciganiu w obietnicach wyborczych i przerzucaniu populistycznymi hasłami. A zatem: gotowi, do startu, start!

Trzeba przyznać, że ostatnimi czasy polscy politycy nie mieli łatwego życia. Telefony od dziennikarzy wprawdzie się grzały, ale na pytania o przyszłość Ukrainy ciężko się odpowiada. Tu zwykły polityczny bełkot nie wystarczy. Trzeba się niestety znać. A przynajmniej mieć blade pojęcie m.in. o stosunkach międzynarodowych czy historii Europy Wschodniej bo temat – delikatnie mówiąc – śliski i o wpadkę nietrudno.

Zresztą na ukraińskim konflikcie wyłożył się niejeden przedstawiciel polskiej elity. Wspomnijmy tu chociażby Adama Kępińskiego, opolskiego posła SLD, który ochoczo przyjął zaproszenie do obserwowania wyborów na Krymie. Od kogo? Tego sam nie wiedział, ale pojechał daleki od refleksji, że wiąże się to z poparciem dla poczynań Rosji na Krymie.

Czytaj więcej w Money.pl