Dziennik emigranta: pomoc humanitarna – pomoc czy przeszkoda?

0
1175
views

22.04.2011 Torquay
Dziennik emigranta: Drożyzna żywności a głodujący Afrykanie
Ceny żywności rosną, bo w Europie trwa wielka susza – podobno największa od stu lat.

Podobnie w Wielkiej Brytanii – tak suchego marca i kwietnia nie notowano od początku momentu w którym zaczęto zbierać takie dane. W mojej okolicy spadło zaledwie 4% normalnych opadów! Za niedługo najpewniej zostanie wprowadzony zakaz podlewania trawników. W niekZupełnie inna sprawa jest, że produkcja żywności w Europie jest nieopłacalna. Tylko dzięki dopłatom i zaporowym cłom udaje się utrzymać produkcję na poziomie, który teraz jest, ale z pewnością nie jest to normalny „rynkowy”. Zaporowe cła są kością niezgody Unii Europejskiej z WTO – Światową Organizację Handlu.
Wszyscy rolnicy w Unii są dofinansowani – bezpośrednio poprzez dopłaty, oraz pośrednio jak choćby w Polsce, gdzie rolnicy płacą inne podatki. Pomimo to, a może właśnie przez to produkcja żywności jest znacznie droższa niż w innych krajach. Mówiąc to trzeba pamiętać, że nie tylko Europa wspomaga swoich rolników – Stany Zjednoczone także ich dofinansowują, podobnie jak Japończycy dokładają do rodzimej produkcji ryżu(choć ta jest zupełnie nieopłacalna).

Jednocześnie panuje nadprodukcja niektórych artykułów rolniczych, a liczba ludzi głodujących na świecie rośnie zamiast maleć. Sztucznie dławi się konkurencję spoza własnego podwórka wysokimi cłami. Przoduje w tym Europa, ale nie jesteśmy jedyni. W tym samym czasie przynajmniej dziesięć milionów osób dokarmiamy w ramach Organizacji Narodów Zjednoczonych. Codziennie! To się dzieje w czasie gdy w Afryce powstaje nowe, prawdopodobnie najbiedniejsze państwo kontynentu – Południowy Sudan, gdzie liczba piszących i czytających to zaledwie 2% ogółu. Większość z mieszkańców nie ma pracy, a nawet nadziei na nią. Kolejny kraj będzie istniał tylko dzięki pomocy z zewnątrz. I wątpię żeby to się zmieniło w najbliższym czasie. Dodatkowo z północy Sudanu ma się przenieść na południe kolejnych 700 tysięcy osób, co jeszcze dodatkowo zwiększy problemy nowego kraju. Rezerwy ropy naftowej z pewnością nie wystarczą na wszystkie potrzeby.
Już Kapuściński pisząc swoje relacje z Afryki mówił o bezsensowności udzielania pomocy w ten sposób w Afryce. Nieraz już słyszałem głosy samych Afrykanów mówiących o tym samym. Pomoc, tak zwana humanitarna, jest sposobem tylko na wegetacje a nie rozwiązuje żadnych problemów. Ludzie mieszkają w obozach i nic tam nie robią. Zabija się w nich chęć do pracy, chęć do czegokolwiek naszą tak zwaną pomocą. A przecież wydaje się na taką pomoc miliardy dolarów corocznie. I nic. Nie zmniejsza się ilość głodujących ludzi.

Co robić? Dotychczas bogate kraje europejskie wydały kolosalne pieniądze na pomoc Afryce. Jednak te pieniądze, może poza samym dożywianiem, zostały zmarnowane. Zmarnowane, rozkradzione, skorumpowane itp itd. Nie ma ani jednego biednego prezydenta afrykańskiego! Za to miliony głodują. To jest paranoja. Prawdziwy problem zaczął się po upadku Żelaznej Kurtyny w 1989 roku. Wcześniej Afryka była rejonem konfrontacji świata zachodniego z krajami komunistycznymi – i dofinansowywały je dwie strony konfliktu, a w latach 90 tych Afryka przestała być potrzebna zachodowi jak i wschodowi. Nastąpiło drastyczne zmniejszenie pomocy (inna sprawa, że beneficjentami pomocy byli głównie rządzący, a pieniądze wydawano głównie na armie). Potem do Afryki weszli Chińczycy – i to oni ostatnio pomagają najbardziej. Z tym, że to nie jest pomoc altruistyczna. Co to, to nie. Chińczycy owszem budują infrastrukturę danych krajów, ale w zamian biorą surowce, po czym wywożą je do siebie. Nikt dokładnie nie umie odpowiedzieć na pytanie czy zwykli ludzi rzeczywiście coś z tej pomocy mają. Wątpię, żeby dużo z tego skorzystali.

Poza tym przez tyle lat nie zrobiliśmy nic, żeby tym ludziom dać coś innego niż przysłowiową „rybę”. Nikt nie zdecydował się wreszcie dać im „wędkę”, żeby wreszcie mogli coś zrobić dla siebie. W Wielkiej Brytanii widziałem za to szereg organizacji charytatywnych, które starają się jakoś pomoc – to budują studnie, to rozdają zwierzęta hodowlane najuboższym. Ludzie nie pamiętają, ale gdy w Afryce były tylko dwa wolne państwa – Etiopia i Liberia to w zasadzie nie było głodujących. Nikogo na taką skalę nie trzeba było dokarmiać, bo przypomnę codziennie dokarmiamy 10 000 000 osób! Dziesięć milionów. I na razie nic nie zapowiada się, żeby tę liczbę można było zmniejszyć. A liczba osób żyjących za mniej niż dolara dziennie też nie chce spaść.
„Wędka” jest jedynym rozwiązaniem. Trzeba oddłużyć te kraje – bo przecież każdy z nich ma zadłużenie mniejsze lub większe (kiedyś tak jak Polsce, udzielano kredytów na prawo i lewo). A potem trzeba budować infrastrukturę, szkoły, szpitale i fabryki od podstaw. Trzeba też inwestować w turystykę, bo na pewno nawet niezmiernie ubogim Czadzie czy wspomnianym wcześniej Sudanie Południowym jest coś wartego zobaczenia. Jestem pewien, że jeśli kraje takie jak Bangladesz, Mozambik, czy Angola gdy staną się bogatsze skorzystają też na tym fakcie bogate państwa – będą to dla nich nowe rynki zbytu dla ich produktów.

Artur Pomper