Silna Polska w zjednoczonej Europie u boku z Rosją

0
834
views

Wiem, że dziś temat ten jest bardziej zaproszeniem do dyskusji i czymś na kształt „Political fiction”, ale czy naprawdę? O czym myślę?
UE (w tym Polska) oraz Rosja w jednym sojuszu/organizacji militarno-ekonomicznej.

Wiem, wiem… odmienne poglądy na historie, cele narodowe, monopol gazowy etc. O tym zaraz.

Obecnie trudno mi sobie wyobrazić inny lepszy „dla nas wszystkich” scenariusz. Polska ma uzasadnione obawy względem Rosji wynikające z przesłanek historycznych.

Z drugiej strony z tych samych przesłanek powinniśmy się obawiać (my Polacy) w takim samym stopniu trwałości i wiarygodność obecnych sojuszy militarnych z zachodnią Europą, i być może również dzisiejszymi Stanami Zjednoczonymi.

Rząd Brytyjski wydłużył o kolejne 50 lat okres utajnienia archiwów odsłaniających kulisy II Wojny Światowej (patrz niejasne okoliczności śmierci gen. Sikorskiego, przywłaszczenie sukcesu rozszyfrowania Enigmy i wiele innych „szczegółów”), naciski na Polskę w czasie wojny aby ta ustępowała na poniżające warunki Stalina- tak wyglądał nasz sojusz z zachodnią Europą.

Francja – kiedy bomby spadały na Polską ziemię francuscy żołnierze opalali się na wybrzeżu.

Niemcy… wiadomo…

Zaniechanie pomocy jest równoznaczne z czynem nazywanym nieumyślnym spowodowaniem śmierci – a tak bym zakwalifikował brak tej pomocy w stosownym czasie zarówno ze strony UK i Francji.

Nie piszę o tym, aby na nowo odgrzewać nacjonalistyczne obiekcje. Chodzi mi jedynie o to, że nie tylko historia Związku Sowieckiego miała wpływ na stratę Polskiej Krwi, a co za tym idzie dziwi trochę fakt, jak media w Polsce są inspirowane do permanentnej walki politycznej prawie wyłącznie z Rosją.

Dziwi dlatego, że podobnej nagonki trudno się doszukiwać poza Polską.

Czy po II wojnie światowej i obecnie, jest jakaś grupa społeczna, czy religijna, narodowa, która w wyniku wojny utraciła swe ekonomiczne wpływy na taką skalę, na jaką z przyczyn biologicznych nie jest w stanie ponownie jej zająć? Oddolnie nie, ale są próby, często już skuteczne, aby na poziomie rządowym lub już europejskim te wpływy ponownie odzyskać.

Czy nie jest również możliwe, aby podsycanie konfliktu politycznego Polski z Rosją było na rękę „konkurentowi”, który nie chciałby, aby to Polska zajęła jego miejsce jako strategicznego sojusznika i partnera Rosji?

To, co do tej pory było przekleństwem Polski (położenie pomiędzy dwoma gigantami militarnymi) dziś mogło być (lub będzie) dla Polski szalenie korzystne.

Jesteśmy w środku węzła komunikacyjnego i energetycznego pomiędzy Rosją a UE, a konkretniej Niemcami.

W sieci jest sporo informacji, które nie są popularne w głównych mediach, które mogą być sterowane przez wspomnianych „konkurentów” a które wskazują na konkretnych inspiratorów antyrosyjskiej nagonki w Polsce.

Kiedy jest możliwa uczciwa, pełna zaufania współpraca czy nawet coś na kształt zjednoczonej Europy kontynentalnej? Wtedy, kiedy każdy z krajów nazwie po imieniu własne zachowanie z przeszłości.

Kiedy UK, przestanie się ukrywać za tajnymi archiwami łącznie z Moskwą, która wije się, aby obniżyć kwalifikację prawną likwidacji oficerów Polskich, kiedy Niemcy przestaną robić z siebie z napadających „wypędzonych”. Jednym słowem, kiedy wszystkie te kraje przestaną myśleć krótkowzrocznie, a zaczną myśleć perspektywicznie.

Ani dzisiejsza UE, ani Rosja nie jest winna temu, co się stało 70 lat temu, więc nie winię ich za to, winię ich jedynie za dzisiejszy cynizm względem historii.

Kto dziś jest prawdziwym wrogiem Europy? Nie kraje się w niej znajdujące!

Gdyby nie one, Rosja dziś nie miałaby za co płacić emerytur ani środków na utrzymanie połowy obecnego wojska wraz z arsenałem jądrowym.

Oczywiście, trzeba by się przyjrzeć, czy obecne mechanizmy oraz wzajemne zobowiązania rządzące UE są uczciwe i czy tak opłacalne? Aby zjednoczona kontynentalnie Europa miała trwałe i stabilne fundamenty.

Można znaleźć ciekawe informacje mówiące o korupcyjnych sprawach na poziomie komisarzy UE, równie dużo znajdziemy krytycznych uwag w stosunku do nadmiaru regulacji rynkowych.

Coraz bardziej gospodarka UE zaczyna przypominać gospodarkę sterowaną znaną do tej pory z dawnego bloku sowieckiego. Stąd to, co wcześniej działało znakomicie lub lepiej, dziś jest skrzywione przez regulacje i dotacje.

To samo dotyczy WPR (Wspólna Polityka Rolna), limitów, które jedne państwa faworyzują inne eksploatują. Ciekawe, dlaczego to, co na Zachodzie znane od dawna „rynek reguluje wszystko” jest tak negowane w przepisach UE.

Nie jestem eurosceptykiem. Jestem przeciwny temu, aby pod płaszczykiem unijnym grupa ludzi pozyskiwała wpływy na kraje znajdujące się w UE, a co za tym idzie olbrzymie nienależne kwoty.

Azja – ok. 40% ludności globu, z samych przyczyn demograficznych istotny europejski konkurent o prym pierwszeństwa w ustalaniu porządku światowego.

USA – jego nieodpowiedzialna polityka pompowania pustych i bez pokrycia kolejnych dolarów, kraj, którego rzeczywiste rządy są w prywatnych rękach Narodowego Banku FEDu a jego właściciele od dawna realizują nieprzyjazną światu własną politykę monetarno/finansową polegającą na wysysaniu kapitału z wielu krajów Świata (patrz dzisiejszy kryzys, jego przyczyny leżą po stronie USA).

Dolar został narzucony światu jako jedyna licząca się waluta, w której są rozliczane zobowiązania pomiędzy wieloma krajami, w tym również rezerwy walutowe, także w dolarach.

Jest to kolejny sposób na uzależnienie się świata od waluty jemu obcej (kto ma prawo bicia dolara?). Wyparcie USD może mieć pozytywny skutek: poważne osłabienie USA – tylko czy one nie użyją w takiej sytuacji swoich możliwości militarnych??

Poniżej cytat z „Raportu o Wojnie w Iraku”:

„Upadek systemu Bretton Woods i odejście od parytetu złota w 1971 roku nie zmieniły sytuacji w tym sensie, że dolar nadal pozostał najbardziej istotnym globalnym instrumentem walutowym, i jedynie USA mają monopol na jego produkowanie.

Pozycja dolara wynika zarówno z gospodarczej potęgi USA jak i z ich potęgi polityczno-wojskowej. Ale to siła polityczna Stanów Zjednoczonych powoduje, że cały świat używa ich krajowej waluty. To z kolei multiplikuje ich siłę, ponieważ są w stanie ściągać pośrednio „podatek” z dolarowych transakcji w skali całego świata.

Obecna wartość dolara jest nieuzasadniona z czysto ekonomicznego punktu widzenia. Utrzymuje się dzięki politycznym okolicznościom ,z których najważniejszą jest ta, że sprzedaż całej ropy wydobywanej przez OPEC jest rozliczna w dolarach (zostało to zagwarantowane poprzez tajną umowę pomiędzy Arabią Saudyjską a USA w połowie latach 70.)”

Dodam tylko, że raport ów został opracowany już w 2003 r! 6 lat przed dzisiejszym kryzysem! Raport o wojnie w Iraku sporządził Zespół Studiów i Analiz (kierownik Zespołu – Tomasz Gabiś). Wykorzystano książki, artykuły, wywiady, tu wymieniono dziesiątki nazwisk autorów z wielu krajów Świata.

Cały raport do ściągnięcia poniżej artykułu.

Czy dzisiejsze USA są wiarygodnym partnerem, kiedy jedyne co „uzyskała” Polska za pobyt w Iraku to śmierć Polskich żołnierzy?
Kiedy w ramach umowy wiernemu sojusznikowi zapewnia się baterie Patriotów nieuzbrojonych?

A jak skończył się offset, który miał być projektem na miarę planu Marshala?

W czasie, kiedy Polskie wojska stacjonują w Afganistanie i są jedną z liczniejszych reprezentacji NATO w tym regionie, prezydent Obama nie znajduje czasu, aby pojawić się na obchodach 70 rocznicy paktu Ribbentrop/Mołotow.

Który kraj nie skorzystałby z pokusy użycia arsenału militarnego jakim nie dysponuje łącznie cały świat, gdyby w celu ochrony ekonomicznej kraju przed zobowiązaniami finansowymi wobec niego trzeba by go użyć?

Ameryka widzi wszędzie Polskich żołnierzy na swych frontach, ale już obywateli polskich na swych ziemiach nie – wizy (wszyscy wiecie, że argumentem jaki w tym kontekście posługują się Stany Zjednoczone – procent odrzuceń. A przecież odrzucane wnioski są przez władze w ambasadach USA często na oślep i bez sensu, żona jedzie, mąż już nie może etc).

Z w/w powodów uznaję, że kiedy stara UE zasypuje się na swoich pozycjach łącznie z Rosją, to na tym mogą tylko zyskać „prawdziwi wrogowie”.

Rosja mogłaby zyskać nawet monopolistyczne pozycje, jeśli chodzi o surowce energetyczne oraz transfer technologii i demokracji z UE. Po co mielibyśmy zasilać w gotówkę inne regiony niepewne politycznie: Iran, Wenezuelę?

Europa kontynentalna mogłaby wprowadzić własną walutę, wymienić monetę rezerw walutowych oraz transakcji.

Polska zyskałaby status kluczowego partnera Rosji, która wie, że najtańszą formą przesyłu gazu i ropy to polskie ziemie, a nie dno Bałtyku.

Rosji by się to mogło bardziej opłacać. W tym miejscu chcę przywołać prognozy rozwoju świata:

„Polska będzie mocarstwem”
Polska w roli jednego z głównych mocarstw XXI wieku – taka wizja przyszłości naszego kraju wyłania się z książki pt. „W następnych 100 latach” amerykańskiego politologa George’a Friedmana. Autor, szef agencji prognoz geopolitycznych Stratford, próbuje przewidzieć losy świata w XXI wieku. Polski przekład książki ukaże się w październiku. Friedman zakłada, że era dominacji Ameryki dopiero się zaczyna.

W jego analizie kryzys, z którym obecnie mamy do czynienia, jest przejściowy i stosunkowo łatwy do opanowania. Najważniejszym zadaniem Ameryki w XXI wieku będzie – według Friedmana – powstrzymanie ekspansji Rosji na Zachód, a naturalnym sojusznikiem USA w tym zadaniu będzie Polska, która tym razem skorzysta na swym położeniu geopolitycznym pomiędzy Rosją a Europą Zachodnią.

Friedman kreśli wizję, w której Polska przy pomocy amerykańskiej wyrasta na główna potęgę nie tylko regionu Europy Środkowej, ale całego kontynentu. Amerykanie będą nas wspierać podobnie jak teraz Izrael – inwestycjami, eksportem technologii i broni. Zdaniem amerykańskiego badacza, w ciągu następnego półwiecza przed Polską stoi szansa stania się głównym ośrodkiem polityki europejskiej poprzez stworzenie wspólnego bloku z Czechami, Słowacją, Węgrami i państwami bałtyckimi. Polskie wpływy mogą sięgać aż na Bałkany, gdzie jednak „blok polski” nieuchronnie zderzy się z inną potęgą XXI wieku – Turcją.

W tym samym czasie, gdy znaczenie Polski będzie rosło, Rosja będzie borykała się z coraz poważniejszymi kłopotami wewnętrznymi. Zdaniem Friedmana, Rosję, która do 2050 roku ma stracić od 20 do 40 proc. ludności, czeka w perspektywie półwiecza utrata wpływów, a nawet rozpad. Podobne problemy, choć na mniejszą skalę, staną się udziałem krajów Europy Zachodniej.

Wydaje mi się, że o wiele lepiej mieć przy swoim boku partnera a nawet sojusznika, niż istotnego konkurenta. Naród Rosyjski siłą rzeczy przejąłby tradycję demokracji Europejskiej.

Trochę „zazdroszczę”, kiedy widzę jakie biznesy robi Rosja z Niemcami – niegdyś wrogami. Dziś historia nie przeszkadza im w interesach i wzajemnych grach polityczno/gospodarczych omijającymi Polskę.

Dziś najsilniejszą bronią są pieniądze, kto je ma ten ma władzę.
Czy tak nie jest?

Nikomu dziś na świecie nie na rękę jest wojna, bo ta zagraża prywatnym fortunom, nawet i tym fortunom, które są w rękach władców no może poza jedną firmą, FED-em…

On by tą wojnę z chęcią finansował, najlepiej obustronnie, aby mieć kolejny ciekawy dochód, a przy okazji niewolników na finansowej smyczy…

Czy Polska nie wróciłaby do roli rozgrywającego, gdyby to ona pierwsza wystąpiła na forum Europejskim z taką propozycją?

Oczywiście, pozostaje problem, abyśmy zadbali o naszą rolę w takim szerokim sojuszu, abyśmy po cichu znów nie zostali podzieleni…
Może zrobić to umiejętnie tak aby przyjazne stosunki z Polską były gwarantem własnego bezpieczeństwa? Jak to osiągnąć, na dziś nie mam gotowej propozycji.

Stawiam jedynie ogólną tezę, że taki sojusz mógłby się wszystkim nam opłacać.

Taki scenariusz nie jest do osiągnięcia na już. Wymaga zmiany pokoleniowej.

Dlatego też wszystko w rękach ludzi, którzy za 15 lat wejdą w „dojrzałość polityczną”. Mam tu na myśli dzisiejszych 15, 17-latków i do was kieruję to pytanie.

Będzie można zrealizować taki scenariusz, kiedy główne siły polityczne dzisiejszej Europy odrzucą tak wąsko pojmowaną politykę narodową.

Czy gdyby przesłanki historyczne zostały uczciwie zaspokojone, to czy taki scenariusz byłby możliwy?