Dziennik emigranta: Jakiego prezydenta potrzeba Polsce

0
722
views

03.05.2011 Torquay
Dziennik emigranta: Jakiego prezydenta potrzeba byłoby Polsce?
Właśnie dziś obchodzimy w Polsce święto konstytucji.

Konstytucji 3 Maja, która była pierwszym takim dokumentem na europejskim kontynencie oraz drugim na świecie po konstytucji Stanów Zjednoczonych Ameryki. Te dwa fakty zna każdy uczeń w Polsce, ale nie prezydent Polski. Bogusław Komorowski też ma poważne problemy z polską pisownią. Może to przez to, że jego rodzina wywodzi się gdzieś z polskich kresów? Nie wiem, w każdym razie chyba nie tego oczekiwaliśmy gdy wybraliśmy właśnie jego w drugiej turze ubiegłorocznych wyborów prezydenckich.

Polski prezydent ma niewielkie uprawnienia polityczne. Jak słusznie zauważył premier Tusk, jest niczym żyrandol. Owszem może skutecznie utrudniać życie premierowi którego nie lubi – vide prezydent Kaczyński z premierem Tuskiem, ale może tą funkcje mu ułatwiać (jak czas obu braci Kaczyńskich). Jego możliwości są jednak bardzo ograniczone. Ma desygnować premiera (głośne uwagi Komorowskiego, że on nie musi desygnować zwycięzcy wyborów nie są do końca takie prawdziwe), może zawetować ustawę którą forsuje premier, może przekazać ją do Trybunału Konstytucyjnego – co jak się okazuje jest najlepszym sposobem do ukrócenia jakiegokolwiek prawa, gdyż czas oczekiwania na werdykt TK jest bardzo długi. Poza tym mianuje sędziów i profesorów. Reszta uprawnień to w zasadzie pełnienie funkcji dyplomatycznych. I jeszcze jest zwierzchnikiem sił zbrojnych, ale to też funkcja raczej reprezentacyjna niż wykonawcza, pod warunkiem, że nie prowadzimy wojny. Konstytucja przewiduje także, że będzie on stał na straży konstytucji i będzie gwarantem ciągłości państwa.

Praktyka pokazuje, że niektórzy poprzedni prezydenci mają znacznie większy wpływ na państwo niż wynikałoby z zapisów konstytucji. Tu należy się mała dygresja – konstytucję napisał były prezydent Aleksander Kwaśniewski, a kompetencje prezydenta zostały uszczuplone w stosunku do Małej Konstytucji ze względu na prezydenta Lecha Wałęsę, który był politycznym rywalem Kwaśniewskiego.
Kwaśniewski pisząc swoją konstytucję (którą oczywiście potem poddał pod głosowanie) miał chęć ograniczenia władzy prezydenta, bo nigdy nie zakładał, że uda mu się wygrać z Wałęsą. Pech chciał, dla niego, rzecz jasna, że to on przeszedł w drugiej turze i został prezydentem w 1995 roku. W każdym razie ani Wałęsa, ani Kwaśniewski, ani Kaczyński nie byli uważani za całe społeczeństwo jako za reprezentanta wszystkich Polaków. Może to wina tego, że kolejni prezydenci zostawali wybrani niewielką różnicą głosów (tylko druga prezydencja Kwaśniewskiego obyła się bez drugiej tury głosowania). Zwykle to było raptem kilka procent. Nawet Jarosław Kaczyński w starciu z Komorowskim zdobył poparcie tak wielkie, jakiego nikt się nie spodziewał. Był tuż tuż. Dlatego też głośno wyrażał swoje niezadowolenie ze swojej porażki.
W każdym razie żaden z poprzedników Komorowskiego nie wzniósł się ponad podziałami, nie odciął się od swojego zaplecza politycznego, żeby zostać PREZYDENTEM WSZYSTKICH POLAKÓW. Tego chciałbym właśnie od Komorowskiego, tylko czy on do tego dorośnie? Bo to trzeba być innymi niż dotychczas. Bo to trzeba mieć swoje zdanie. W każdej sprawie. I to zdanie nie tyle inne od swoich byłych współpracowników, ale lepsze. Rozsądniejsze. To Polska ma być najważniejsza, a nie polityczne podziały i arytmetyka Jako, że sam prezydent w zasadzie nie może stanowić prawa, musi to robić w inny sposób. Musi mieć autorytet żeby wprowadzać zmiany. Kolejne wpadki i potknięcia, tak chętnie punktowane przez wszelakie media na pewno temu nie służą. Nie widać też, żeby prezydent miał do siebie też dystans. Z Churchilla kiedyś się śmiano, że nosi małe kapelusiki – on dla śmiechu dawał się sfotografować w coraz mniejszym meloniku. Nie widzę w Polsce polityka, który umiałby się śmiać z samego siebie.
W Polsce zaś się przyjęło, że autorytet jest nadany przez funkcję, którą się sprawuje. A to błąd. Autorytet nie nabywa się za to kim się jest, ale za to co się robi. I właśnie tu Komorowski ma szanse się wykazać. On musi pokazać, że drobne doraźne polityczne gierki są mu obce. Że premier ma jego poparcie, gdy dobrze sprawuje swoją powinność. Że opozycja, jeśli ma coś dobrego do przeforsowania – to prezydent powinien to poprzeć całą mocą swojej funkcji. On się musi wybić ponad premiera – być kimś ponad. Prezydent powinien mieć swoje propozycje na nowe prawo. Powinien zachęcać do dyskusji i brać w niej udział. A jeśli trzeba to walnąć pięścią w stół i pogrozić palcem. Natomiast te tematy, które tylko jątrzą, antagonizują i podjudzają opinię publiczną powinien ignorować. To jest jego szansa. Wtedy jego małe wpadki (które i tak nie są porównywalne do tego co plótł swego czasu taki Bush) nie będą miały żadnego znaczenia.

Takiego prezydenta życzę wszystkim Polakom.
Artur Pomper