Dziennik emigranta: polska polityka wschodnia

0
816
views

08.07.2011 Torquay

Dziennik emigranta: Polska polityka wschodnia

Polska ma do spełnienia misję w Europie – stworzyć skuteczną jednolitą politykę wschodnią dla bloku naszych państw. Dlaczego Polska? Bo właśnie nasz kraj jest dokładnie na granicy kultur Zachodniej i Wschodniej Europy. To nasze położenie geograficzne oraz historia. To nasz największy atut. I teraz to powinniśmy wykorzystać. Tylko czy sami wiemy, co chcielibyśmy zrobić?

Nasza pozycja za wschodnią granicą jest kiepska. Mamy duże problemy z Polonią na Litwie, Białoruś to polska porażka (na szczęście nie tylko nasza, ale to niewielkie pocieszenie), podobnie jak nowa Ukraina, która odwróciła się od pomarańczowej rewolucji. Jesteśmy w głębokim impasie na Wschodzie. Relacje z Rosją są nierównomierne. Wynika to nie tylko z różnicy potencjałów, których nie jesteśmy w stanie wyrównać. To jest też dlatego, że nie mamy wobec Rosji dalekosiężnych, jasnych i precyzyjnych planów, podczas gdy oni takie plany mają. Dzieje się też tak, że Polska niezależnie od tego co chciałby mówić Rydzyk jest państwem demokratycznym. Rosji dużo do tego miana brakuje.
Co zatem możemy? Polska ma unikalną możliwość i szansę wypracowania stałej polityki wschodniej całej Unii Europejskiej. Teraz jest nasz czas. Powinniśmy zacząć rozmawiać o tym, gdzie się kończy Wspólna Europa? – czy na Polsce, czy na Ukrainie, czy może na Kamczatce?. Myślę, że może za 30 lat być taka możliwość. Ale to już dziś musimy sobie odpowiedzieć na pytanie czy Europa tego by chciała. I jak to zrobić. Może Rosji wystarczy status jaki dziś ma Szwajcaria? To przecież są wyraźne korzyści dla obu stron. Nie możemy się totalnie odwracać, ale nie możemy zapominać o standardach jakie wyznacza członkostwo w unii.

Europa traci swoje znaczenie w świecie. Kiedyś światem była Europa, teraz jesteśmy jednym z podmiotów. Wcale nie najsilniejszym. Nowi gracze się pojawili i mają wielkie apetyty: Indie, Brazylia i Chiny – wszyscy chcą być na topie. Jedyna nasza szansa to dalszy rozwój – czyli przyjmowanie nowych członków. Ze wszystkich naszych sąsiadów to właśnie wschód powinniśmy uczynić własnym. Bo nas najmniej od niego dzieli. Cokolwiek powiedzieć by o Turcji, która jest najbardziej świeckim z muzułmańskich krajów, to kraj ten nie jest jeszcze gotowy do przystąpienia do Unii. Na pewno by nam się przydał. Jako, że to jest jedno z najmłodszych społeczeństw w Europie. W Europie, która się starzeje. Ktoś musi nam te wszystkie emerytury zapewnić. Ktoś musi pracować. Sami sobie nie poradzimy. Powiedzmy, że udałoby się nam osiągnąć konsensus i wciągnąć Turcję. Powiedzmy, że z racji historycznych zaszłości udałoby nam się włączyć także Izrael (pod warunkiem, że zdołałby uporządkować sprawy z Autonomią Palestyńską, na co się prędko nie zanosi). Jednak dalsze południowe rozszerzenie byłoby raczej problematyczne. Co pozostaje? Albo Stany Zjednoczone z Kanadą, albo kierunek odwrotny – czyli Wschód.
Istnieje tam jeszcze wiele krajów, które mogły by do nas dołączyć – jak choćby Gruzja, czy Armenia. To kraje w naszej wspólnocie historyczno – kulturowej. Podobnie jak pozostałe republiki po – jugosłowiańskie. Pozostaje zatem Mołdawia i .. Rosja. I to w zasadzie koniec.

Europa musi się rozwijać. To jest w naszym interesie. Na Wschód. A jeśli tak, to kto najpierw? Ukraina? Z pewnością powinniśmy próbować. To wielki kraj, mający ponad pięćdziesiąt milionów ludzi. Duży rynek dla europejskich produktów. Mołdawia? O ile będzie to kraj demokratyczny – dlaczego nie. Białoruś? Po ustąpieniu Łukaszenki i zaprowadzeniu tam gospodarki rynkowej – też powinna dostać szanse. Gruzja i Armenia? Oczywiście. Musimy im jasno powiedzieć – jest do czego przystępować. Oni muszą dostać jasną deklarację. Dostosujcie się do standardów – my was przyjmiemy z otwartymi rękoma. I nie powinniśmy słyszeć takich głosów jak ten europoseł z Holandii, który odpowiadał na przemówienie Tuska.

A co z Rosją? Zakładając, że za dwadzieścia czy trzydzieści lat udałoby się Rosję do Europy zaprosić (po tym jak stałaby się demokratyczna w pełnym tego słowa znaczeniu), a oni by chcieli się zmienić i do nas przystąpić (bo to nie jest takie pewne) to Rosja byłaby krajem z największym potencjałem. Największym obszarowo, najludniejszym. Ale pomyślcie o rynkach zbytu, o bezpieczeństwie energetycznym. O możliwościach jakie daje tak wielka przestrzeń. To byłoby wyzwanie dla Europy! A my musimy to wyzwanie podjąć, bo będziemy się staczać. Bo prawda jest taka, że Rosja też nas potrzebuje. Dzisiaj inaczej liczy się potencjał – nie przez ilość głowic atomowych.

Więc z pewnością warto opracować jakiś harmonogram. Po tym jakby się odpowiedziało na pytanie o granicach wschodnich Europy? Polska powinna to zrobić. Nikt inny na razie nie będzie chciał się pokusić.

Artur Pomper