Nobel motywuje

0
846
views

W Polsce „nowych” noblistów, poza nielicznymi wyjątkami, czyta się na ogół do roku po otrzymaniu przez nich nagrody. Później rozgłos przycicha, a ich książki wciąż leżą i kurzą się na półkach w Empiku. Tak było z Lessing, tak było z Le Clézio. Tak było w końcu z Orhanem Pamukiem – a szkoda, bo to, co opublikował po 2006 roku, jest jeszcze lepsze od wcześniejszych książek.

Mam tu na myśli „Muzeum Niewinności”. W oryginale wydane dwa lata po noblu, w Polsce jeszcze rok później (2009). 752 strony o obsesyjnej miłości. A wokół uczucia, to, do czego Pamuk przyzwyczaił – obraz tureckiego społeczeństwa. Ale tym razem jest on tylko tłem dla historii relacji bogatego Kemala i jego dalekiej kuzynki – Fusun. Spotykają się, gdy Fusun jest młodą dziewczyną, która zaraz zdaje maturę, a Kemal właśnie ma się oficjalnie zaręczyć. Romans wybucha z siłą Etny, czy Wezuwiusza. Młody biznesmen zakochuje się do szaleństwa. A jednocześnie rozrywają go wyrzuty sumienia – okłamuje siebie, swoją narzeczoną, cały świat. Gdy nagle jego miłość znika zaczyna kolekcjonować wszystko, co po sobie zostawiła – sztućce, kolczyki, niedopałki papierosów. Wciąż tęskni i nie może zapomnieć. Spotykają się ponownie, lecz jest ona już wówczas mężatką. Kemal jednak nie ma zamiaru się poddać. I zbiera coraz to kolejne pamiątki.

Wielu czytało „Śnieg”, czy „Nazywam się Czerwień”, powieści wybitne, którymi Pamuk zapracował na Nobla. Jednak „Muzeum niewinności” to jego najlepsza książka. O miłości w XX wieku lepiej pisał chyba tylko Garcia Marquez w „Miłości w czasach zarazy”. Też pisał o uczuciu gorącym i szalonym. Tyle, że taka miłość u latynosów to coś normalnego. A u Pamuka natrafia na mur w postaci konwenansów i standardów istambulskiego społeczeństwa. I to tworzy magię tej książki.

Bartek Serafinowicz