W obronie Nergala?

0
690
views

Wiele się już w mediach pojawiło polemik na temat pana Nergala, czy jak też Adama Darskiego. Spór jest raczej jałowy, ale z pewnością przestał być cywilizowany. Otóż pan Nergal jest liderem heavy – metalowego zespołu Behemot.

I jako muzyk, który zrobił karierę został zaproszony jako juror do programu w telewizyjnej Dwójce, który szuka polskich talentów muzycznych. Do tej pory byłoby wszystko w porządku. Ale lider Behemota na jednym z koncertów spalił biblię. Ktoś poczuł się obrażony tym – i zawiadomił prokuraturę o popełnieniu przestępstwa – za obrażanie uczuć religijnych. Sąd oddalił powództwo twierdząc, że spalenie biblii uznaje za wyraz artystycznego wyrażania siebie. Teoretycznie więc wszystko powinno być w porządku, ale nie. Nie u nas.

Przepis o obrażaniu uczuć religijnych jest bardzo nieprecyzyjny gdyż słowo „religijnych” jest zbyt nieostry, niejednoznaczny. Prowadzić może to do różnych interpretacji tego przepisu – i tak się dzieje w polskich sądach. Jednakże nie to jest tematem dzisiejszym. Tematem powinno być – czy lider satanistycznej grupy muzycznej może występować w Telewizji Polskiej jako ekspert – juror.
To jest zasadnicze pytanie. I cokolwiek powiedzieć o rzeczonym panu (jego kariera jest serią inteligentnego manipulowania mediami i podsycania ich ciekawości w równym stopniu co jego muzyka) czy go lubimy czy nie, to to nie jest konflikt o jego osobę. To jest konflikt pomiędzy zwolennikami świeckości i wyznaniowości państwa. Sam przepis o obrażaniu uczuć religijnych mówi nam wiele, o naszym państwie. Sam fakt, że istnieje. Że raczej bliższe mu państwu wyznaniowemu niż laickiemu. Przepis ten jest dość w jaskrawym stopniu przykładem hipokryzji polskiego wymiaru sprawiedliwości, gdyż konstytucja mówi o neutralności państwa. Ale stało się, prawo – prawem, życie – życiem

Głos biskupa wzywającego do zaprzestania płacenia abonamentu radiowo – telewizyjnego, bo można oglądać tam rzeczonego jurora jest co najmniej śmieszny. Podobnie jak tekst z Rzeczpospolitej atakujący Nergala. Napisano tam w nim, że jego obecność to promocja satanizmu, sekt i wszystkiego co najgorsze na tym świecie. Biskup i dziennikarz zapomnieli, że istnieją inne światopoglądy niż chrześcijański. Chrześcijański i katolicki. Nie dość, że są kościoły protestanckie i mają swoich wyznawców, to mamy przecież mniejszość tatarską wyznającą głównie Islam. Nie można pominąć mieszkających w Polsce Żydów, oraz wszystkich innych, którzy mieszkają w Polsce.

Atakowanie Adama Darskiego na pewno nie pomoże w usunięciu sekt i innych satanistycznych praktyk w Polsce. Na Boga, ludzie opanujcie się. To wstyd. To, że go tak atakujecie wcale sprawie sekt i przeciwdziałaniu satanizmowi nie pomaga. To dolewanie oliwy do ognia. Robicie tak samo, jak kiedyś Kościół chciał potępić książkę „Kod Leonarda da Vinci” Dana Browna. Co się stało? Rozgłos był tak wielki, że tylko kosmiczne pieniądze mogły by doprowadzić do takiego szumu medialnego. W efekcie książka sprzedała się na świecie w 25 milionach egzemplarzy! Rozgłos jaki nadał Kościół tej książce przekuł się na jej sprzedaż. Podobnie może stać się z Nergalem i jego prawdziwymi czy też nie – przekonaniami. Bo o jego przekonaniach według kontraktu z telewizją mamy się wcale nie dowiadywać. Jako muzyk został on zaproszony jako ekspert.

Niestety wszystko to ma jeszcze jeden aspekt. Państwo polskie powinno być neutralne. Nie powinniśmy mieć jakiejkolwiek formy fanatyzmu. A prawdą jest, że w Polsce jest wyjątkowo problematycznie z tolerancją. Także religijną. Nie twierdzę, że satanizm jest religią. Ale tak jak Bronisław Malinowski sto lat temu przekonywał, że nie ma kultur gorszych czy lepszych – tak samo jest z ludzkimi przekonaniami.
Dopóki przekonania nie doprowadzają do naruszania norm prawnych w jakimkolwiek społeczeństwie – każdy może mieć przekonania jakie im się podoba. To czy Nergal rzeczywiście jest satanistą czy nie – jest tu nieistotne. Zwłaszcza, że on został zaangażowany za swój talent, a nie przekonania. Adam Darski może się czuć ofiarą katolicyzmu, a może raczej źle przyjętemu duchowi chrześcijaństwa – który jest wszechobecny w Polsce. Czy to chcieli osiągnąć jeden z biskupów i dziennikarz „Rzepy”? Chyba nie…

www.ZielonyDziennik.pl, Artur Pomper