Czy prawo zmieni ilość wulgaryzmów na polskich ulicach?

0
805
views

Czy wyższe kary pieniężne zmienią słownictwo Polaków? Polskie Ministerstwo Sprawiedliwości przygotowuje nowy projekt kodeksu karnego. Wśród licznych zmian, które mają uwspółcześnić kodeks zmiany mają objąć także wysokość kar oraz grzywien, które mogą zostać nałożone na obywateli.

W tym ma być podwyższona kara za używanie wulgaryzmów w miejscach publicznych. Czy to zmieni słownictwo Polaków? Śmiem wątpić.

Jeśli chodzi o wulgaryzmy w Polsce w ciągu ostatnich dwóch dekad zmieniło się naprawę dużo. Niestety na gorsze. Nie twierdze przy tym, że kiedyś było mniej zwrotów które były wulgarne. Nie. Tylko kiedyś nie było przyzwolenia na takie słownictwo. Dziś przyzwolenia niby nie ma, ale nikt nie zwraca nikomu uwagi na wulgaryzmy i przekleństwa. Dotyczy to zwłaszcza młodszego pokolenia.
Co się stało? Pamiętacie słowo „zajebiście” – niegdyś to było nie do przyjęcia, żeby ktoś tak powiedział. To było skandaliczne zachowanie. To było prostactwo i chamstwo. Dziś to słowo, które nadal zaliczyć trzeba do słów nieparlamentarnych (o tym to za chwilę), opatrzyło się głównie za sprawą telewizji. Telewizji nie tylko komercyjnej, choć one przodują w obniżaniu standardów polskiego języka. Bo przykład idzie z niebieskiego ekranu. Pamiętacie Kiepskich Polsatu? A pamiętacie jak Agnieszka Chylińska mówiła o nauczycielach? Nie muszę nikomu przypominać – wszyscy znają. A trzy słowa do ojca prowadzącego audycję w Radio Maryja, wypowiedziane przez dzwoniącego do studia? Wszyscy znamy to.
Nie wszyscy znają za to amerykański serial, w którym dwójka bohaterów używa przez 15 minut tylko dwóch słów zaczynających się na f.o. – i oni świetnie się rozumieją. A z polskich przykładów skecz Macieja Stuhra i jego ekipy tłumaczący amerykański film? Ze starszych skeczy komików przypomnieć trzeba jednego komika, który w skeczu mówił co drugie słowo „kurna” – jako przecinek. To wszystko relacjonuje czwarta władza, a najbardziej rzuca się w oczy w telewizji.

Sam niestety przeklinam. Może nie za wiele, ale zawsze. Czasem mniej, czasem więcej. Bo przekleństwa mają swoją rolę. Niestety dzisiejsza młodzież (pisze to Państwu zgred mający całe 32 wiosny) używa niecenzuralnych słów jako przecinków. Jako przerywnika. Niszcząc funkcję wulgaryzmów, które mają podkreślać i uwypuklać niektóre rzeczy. Które mają pokazać nastrój rozmówcy. A słówko zaczynające się na „k”? specjaliści doszukali się ponad czterdziestu funkcji tego słowa! Czterdziestu znaczeń! Jakie to zubożenie polskiego języka! Strach w żywe oczy.

Mówi się także, że ilość wulgaryzmów w słownictwo wyznacza klasę człowieka. Bo jeśli trzeba użyć przekleństw – to znaczy, że na nic innego cię nie stać. Że nie jesteś w stanie wyartykułować tego co cię naprawdę boli. Czyli świadczy to o tym, co dany człowiek sobą reprezentuje. Ale tak myśli tylko nieliczna część społeczeństwa. Jeszcze mniejsza część polskiego społeczeństwa nie tylko tak myśli, ale także coś z tym robi – i zwraca na to uwagę. Ale to może okazać się bolesne, gdyż nikt nie lubi być pouczanym.

Ale wróćmy do tematu. Czy podwyższenie z 1500 złotych, do 3000 złotych górnej kary za używanie brzydkich słów w miejscu publicznym zmieni cokolwiek? Jak przekonywała rzeczniczka straży miejskiej z Warszawy to nie jest jakiś specjalny problem w stolicy – to zaledwie margines wykroczeń. Tu trzeba powiedzieć, że to od funkcjonariusza straży miejskiej czy policjanta zależy wysokość (i czy w ogóle jest mandat wystawiony) kary. W Warszawie połowa wykroczeń kończyła się zwykłym pouczeniem, pozostałe mandaty wystawiono na kwotę do 150 złotych – bo tyle wynosi górny limit stołecznych grzywien, które może nałożyć strażnik miejski. Zawsze można się też odwołać do sądu grodzkiego.

Większy problem jest, że media nas nie chronią przed zalewem takiego słownictwa. To media powinny mieć kary, za umieszczanie takich czy innych słów na antenie, czy na papierze. Mówiłem o słowach niecenzuralnych – może przydałoby się stworzyć organ (albo raczej dać coś do roboty Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji), który monitorowałby i karał stacje radiowe i telewizyjne za używanie takich słów. Inna sprawa, że wychowanie trzeba zacząć od domu. To tam powinny być zakorzenione wzorce zachowań. Dom, a nie szkoła.

Zupełnie inna sprawa jakim językiem posługują się polscy parlamentarzyści. Niektórzy przytaczają, że za Drugiej Rzeczpospolitej było mniej wulgaryzmów. Ale najbardziej wulgarny był sam marszałek Piłsudski. Szczególnie źle się wypowiadał na temat polskich parlamentarzystów. Określenie „małpa” było jednym z mniej dosadnych. Kodeks karny i wysokość grzywien i mandatów powinna być zrewaloryzowana – niech bardziej odpowiada to rzeczywistości. Ale czy to coś zmieni? Raczej nie.

www.ZielonyDziennik.pl, Artur Pomper