Dziennik emigranta: ostatni tekst przed wyborami 0 jutro cisza przedwyborcza!

0
694
views

04.10.2011 Torquay

Dziennik emigranta: Kaczyński bis – tek, który znów boi się Niemców.

Najpierw Fotyga wyskoczyła z hasłem, że dajemy się wykorzystywać Niemcom. Że to Niemcy projektują polskie stadiony na Euro 2012, a teraz Kaczyński na niewygodne pytanie dziennikarza zapytał czy on jest z polskiej redakcji czy z niemieckiej. Żenada panie Kaczyński oraz pani Fatygo. O ile fobie Fotygi można zrozumieć – mąż byłej minister spraw zagranicznych nie wygrał konkursu na tenże obiekt. Ale to nie Niemcy go wygrali, tylko para architektów, Polaków, którzy w okolicach stanu wojennego wyjechali do Niemiec, gdzie założyli firmę architektoniczną. Gdy Polska stała się wolnym krajem wrócili do kraju, otworzyć filię swojej firmy. Więc żal Fotygi jest zrozumiały – mąż nie dostał kontraktu, przepadły duże pieniądze. Ale Kaczyński? Zwłaszcza, że chłop się powtarza. A może mu odbiło po sondażu Homo Homini? Może uwierzył, że może wygrać?

Jeśli państwo nie pamiętacie, to Kaczyński jak brzytwy się chwyta tego narodowego sentymentu. Że Niemiec to twój wróg. Że ten oto Niemiec tylko czyha na biednego głupiego Polaczka. Pamiętacie „dziadka z Wermachtu” – to był cios poniżej pasa. Kurskiego, który to chlapnął (oczywiście nie bez zgody braci K.) niby usunięto z partii, ale do niej wrócił. To był dla mnie koniec odnowy moralnej polskiej polityki, jaka ta partia obiecywała. Potem podobnym hasłem Kaczyński próbował przypodobać się wyborcom w poprzedniej kadencji. Ilu ludzi na to poszło? Niedawno zaś oskarżył Ślązaków o „zakamuflowaną niemieckość”. Prezes wybiórczo historii się uczył – trzy Powstania Śląskie były wymierzone PRZECIW Niemcom. Trudno powiedzieć, ale sentyment, czy raczej wyjątkowo niskich lotów stereotyp powtarza się w kampaniach Kaczyńskiego. Dlaczego on tak ich nienawidzi?

Kaczyński jest za młody, żeby pamiętać okupację. Myślę, że mamy szczęście pod tym względem. Byłoby gorzej gdyby pamiętał. Ale jako urodzony w 1949 roku może pamiętać lata powojenne w Warszawie. Te z pewnością nie były łatwe. Trudno mi jednak uwierzyć, że tak doświadczony polityk uległ bezpardonowemu praniu mózgu, jakim były lekcje historii w latach pięćdziesiątych. To się nie mieści w głowie.
Wydaje mi się, że to jest – jedno z ulubionych słów byłego premiera – socjotechnika. Otóż jak powtarzałem już niejednokrotnie prezes Prawa i Sprawiedliwości daje się ponieść populizmowi. Populizmowi, który odziedziczył po wchłonięciu wyborców Samoobrony, po sławetnej koalicji z nią w jednym rządzie. Przeciętny wyborca Samoobrony, to osoba ze wsi, lub małego miasteczka, z podstawowym wykształceniem, albo i bez. Oni nie są w stanie pojąć jakiś specjalnych niuansów polityki. Tych, co mówią zbyt kwieciście po prostu olewają, bo ich nie rozumieją. Dla nich się liczy czysty przekaz. Opodatkowanie biskupów – tak! (to akurat hasło Palikota, oczywiście). Czy pan jest z niemieckiej – czytaj WROGIEJ redakcji – tak! To są proste hasła. Proste i lotne. Nie trzeba sie nad nimi zastanawiać – wystarczy zaakceptować lub nie. Pamiętacie jak kiedyś Balcerowicz mówił do Polaków? Nikt tego nie rozumiał, ale facet nieźle się wyrobił. Teraz Kaczyński chce upraszczać przekaz. Proste słowa są jednoznaczne. Dlatego łatwiej strzelić hasłem o wrednych Niemcach, niż rozmawiać choćby o Narodowym Funduszu Zdrowia czy Otwartych Funduszy Emerytalnych.

Kaczyński już nie raz sięgał po ten sam chwyt socjotechniczny. Sprawdził się, to trzeba próbować jeszcze. Ciekawe czy mu się to uda. O tym, że żywi się on najpodlejszymi uczuciami wyborców wiadomo nie od dawna. To nie wina Andrzeja Leppera, że nasze kampanie są tak merytorycznie miałkie (teraz jest ciut lepiej, przez debaty). To właśnie wina Kaczyńskiego. Bo on sprowadził politykę do uczuć. Chcesz wyjaśnić sprawę Smoleńska – patriota. Uważasz, że homoseksualiści to wróg publiczny numer jeden – swój człowiek. Tu nie ma miejsce na dyskusję. Pamiętacie jak przepowiadałem, że Kaczyński nie weźmie udziału w żadnej z debat? Miałem rację. On się boi, bo się sparzył na debatach – więc lepiej je omijać. Jego „opary absurdu” w jakich rzekomo Tusk prowadzi kampanię, które uniemożliwiają mu udział w debacie – to po prostu wymówka małego chłopca w piaskownicy, który nie lubi Jasia, bo ten ma nową koparkę, a on jeszcze nie. Dziecinada. Jednak nawet najbystrzejsi doradcy nie powiedzieliby mu tego. Bo się jego boją. PiS jako partia wodzowska, ma wodza, którzy dzieli i rządzi po swojemu. Jak się mu naprzykrzasz za dużo – to wtedy marny twój los. I dlatego Kaczyński sam jest w oparach absurdu. Bo nikt nie jest mu w stanie powiedzieć, że się myli. A hasło o tym czy dziennikarz jest z polskiej redakcji, czy niemieckiej? To jak cios na walce bokserskiej, gdy zawodnik jest na łopatkach, już go liczą, ale w obliczu desperacji kopie przeciwnika prosto w jądra. Walki się w ten sposób nie wygra, ale przynajmniej go zaboli. Mocno. Przeciętny dziennikarz na takie insynuacje nie ma szans na odpowiedź. Ciekawe, że prezes nigdy nie użył tego hasła wobec Moniki Olejnik czy Tomasza Lisa? Oni by mu odpowiedzieli.

Mamy szansę odsunąć tego pana na ławkę rezerwowych. Mam nadzieję, że już na zawsze. Bo temu panu skończył się zapas haseł. Temu panu powinniśmy podziękować. A w niedzielę – zapraszam na głosowanie.

Artur Pomper