Ruch Palikota? bilans 3 miesiecy w parlamencie

0
775
views

10% poparcia dla błazna czy 10% błaznów? Ruch Palikota, partia założona trochę więcej niż pół roku temu zdobyła chyba największe zamieszanie w polskiej polityce w ciągu ostatnich 20 lat.

Udało im się ciężką pracą, niebanalnym podejściem oraz faktem, że mieli być inni osiągnąć sukces. Sukces ten partia posła Palikota zawdzięcza również dwóm innym sprawom. Po pierwsze Palikot po odejściu z Platformy Obywatelskiej ponad rok temu (szczerze podziwiałem go wtedy – jako pierwszego polityka, który nie tylko obiecał coś, ale również spełnił obietnicę) zlecił duże, przekrojowe badania opinii publicznej. Ta wiedza pozwoliła mu wyartykułować pewne hasła, które dotychczas nie były reprezentowane w polskim parlamencie. Drugą ważną rzeczą, a raczej osobą był Piotr Tymochowicz- ekspert od marketingu politycznego, twórca sukcesu Samoobrony. To on pokazał jak sterować mediami – tak, żeby dostać maksymalny zasięg przekazu za minimalne pieniądze. I to mu się udało świetnie – kampania wyborcza Ruchu Palikota była najtańsza ze wszystkich partii, które dostały się na Wiejską.

Po wyborach, w których partia Palikota zgarnęła niesamowite 40 miejsc poselskich i dziesięć procent poparcia, wydawało się, że jej przyszłość jest zapisana złotymi zgłoskami. Wkrótce też udało im się pozyskać posła z SLD, jeszcze bardziej wzmacniając się. Palikot kreował się na wicepremiera, były hasła o zajęciu miejsca PSL, jako koalicjancie Platformy. Ale to były tylko hasła. Potem było już tylko gorzej. Ruch Palikota zajął się niezmiernie ważną, nie cierpiącą zwłoki sprawą krzyża w Sejmie. Argumentacja może i była dobra – krzyż zawisł nielegalnie, cichaczem. Palikot i jego ludzie, podbudowani swoim poparciem i pragnący spełnić część obietnic wyborczych pokusili o zdjęcie feralnego krzyża. Chociaż zgadzałem się z ich argumentacją, uważam, że ich wyczucie czasu było cokolwiek niewłaściwe. Myślę, że to niepoważne, jeśli trzecia siła w parlamencie, zamiast prawdziwymi bolączkami wyborców zajmuje się rzeczami trywialnymi. Bo to nie jest najważniejsza sprawa dla Polaków i Polski. Są tysiące innych spraw, które powinny interesować nowych posłów. Nie będę ich wymieniał – myślę, że każdy wie, co mam na myśli.

Ostatnie miesiące partia Palikota zajmowała się podminowywaniem pozycji Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Nie, żebym ich zbytnio lubił. Nie, żeby im się nie należało. Ale oprócz podbieranie posłów oraz podbieranie postulatów Palikotowi nie udało im się nic innego. Ruch Palikota zajął miejsce SLD na lewicy. Uczciwie trzeba przyjąć, że ta partia sama sobie szkodziła – przecież wybrała na swojego szefa Leszka Millera. Nie dość, że wybrała polityka umoczonego, zdyskwalifikowanego swoim zachowaniem i słowami, to jeszcze jest to powrót do niechlubnych korzeni. SLD zasługuje na swoje problemy i może nawet Ruch Palikota powinien zająć jej miejsce. Ale to chyba nie jest to, co powinna robić partia tuż po wyborach. Nie po to przecież wygrała 40 miejsc w sejmie. Partia powinna pokazać co potrafi załatwić. Skuteczność partii widać po ilości postulatów, które udało się zrealizować. Jeśli chodzi o to – to wynik jest równy zeru.

Wydawało mi się, że największym zarzutem dla partii Palikota jest fakt, że partia nie ma żadnego zaplecza społecznego. Parę miesięcy przed wyborami Palikot zaczął zbierać ludzi chyba dosłownie z ulicy. Generalnie oprócz parcia na Wiejską niewiele ich łączyło. Tak jak w 1988 roku zdjęcie z Palikotem (a wtedy z Wałęsą) było przepustką do wejścia na ławy poselskie. I 39 osobom to się udało! Nieprawdopodobne. I kto jest w tej zbieraninie? Pierwszy poseł, który otwarcie mówi że jest gejem, oraz posłanka, która zmieniła swoją płeć kilka lat temu. Pozostali to raczej niewiadoma. Nie wiemy jakie poglądy oni mają, czym się w życiu kierują, a poza niewielkimi notami biograficznymi nie wiadomo o nich zbyt wiele. Nie znamy ich przeszłości i nie wiemy co chcą dla nas na przyszłość. Owszem ich postulaty są rozsądne, ale przy dzisiejszym układzie sił i w momencie gdy partia robi tylko wiele hałasu o nic – te ich rozsądne postulaty mają szanse zostać na papierze do końca kadencji.
Ale to nie jest największy zarzut. Partia Palikota oraz sam założyciel w przez ostatnie 3 miesięcy nic nie załatwili. Nic nie zrobili. Niczego nie zaproponowali. Oprócz wielkich przechwałek, że ta kadencja sejmu będzie skrócona, a oni potem będą rządzić nic nowego nie udało się od nich wydobyć. Czyżby architekt sukcesu już się z partią pożegnał? Trzy pierwsze miesiące to tylko nagonka medialna, która miała zapewne pomóc w tworzeniu regionalnych struktur. Bo dopiero teraz Ruch Palikota zakłada swoją młodzieżówkę. To odwrotnie od normalnego trybu w jakim rosną partie polityczne. Ale Palikot jak i cały Ruch dotąd jest wyjątkowo nietypowy.
Problem w tym, że nawet jeśli Tusk potrzebował by palikotowców do koalicji, to oni nie mieli by kim zapełnić ministerstw. Ba! Nawet jednego by nie zapełnili. Tych 40 posłów nie ma wystarczającej rodziny i znajomych, żeby ich obsadzić. A mieli być przecież sami eksperci, według słów założyciela – przypominacie sobie?

W trzy miesiące po wyborach – trzecia partia w polskim Sejmie jest porażką. Nie porażką w sensie politycznym – bo to trzeba przyznać był prawdziwy majstersztyk. Ale porażką dla osób, które ją wybrały – bo nie mają szans, żeby cokolwiek z tego co partia obiecała – zostało kiedykolwiek spełnione. Nie ma szans. Przechwałki Palikota, pozostaną przechwałkami. Nie będzie on następnym premierem ani prezydentem, chyba że wreszcie zacznie spełniać swoje obietnice. Chyba, że się mylę… Pożyjemy – zobaczymy…

Artur Pomper