Kolejna fala kryzysu – czy jesteśmy na nią przygotowani?

0
790
views

Czy jesteśmy przygotowani na kolejny kryzys? Jeszcze nie przebrzmiał pierwszy kryzys zainicjowany niezwykłą chciwością banków w Stanach Zjednoczonych, a już szykują się kolejne problemy.
Strefa euro przeżywa największy kryzys, od początku istnienia. Mowa oczywiście o Grecji. Ale Grecja to początek. Z 10 milionami osób, ten kraj nie jest tak ważny jak Hiszpania, czy przede wszystkim Włochy. A pozwolić upaść Grecji – to prośba do ataku na pozostałe dwa państwa. A to znacznie większe byty gospodarcze. Czyli do uratowania potrzeba by było ZNACZNIE więcej pieniędzy. Czy drugą fazę kryzysu da się zatrzymać? I przeżyć.

Dzisiejsze pytanie to nie: czy drugi kryzys nadejdzie? Tylko czy jesteśmy w stanie go przeżyć? Bo to są dwa różne pytania. Kryzys, a raczej jego druga faza wydaje się dziś nieunikniony. To tylko kwestia czasu – kiedy on nas dopadnie. A druga sprawa – jak silnie go odczujemy. Bo tego jeszcze nie wiemy. Wiemy, dlaczego Polsce udało się uniknąć gilotyny w czasie pierwszej fali. Pomógł nam przede wszystkim popyt wewnętrzny, oraz niski kurs złotego – który umożliwił zwiększenie eksportu. To nas wtedy uratowało. Czy teraz będzie tak samo?
Jeśli chodzi o Grecję dzisiejsi eksperci występujący w programie Kuby Strzeczkowskiego „Za a nawet przeciw” powiedzieli, że trzeba 3 działań. Po pierwsze Grecję trzeba oddłużyć – umorzyć jej długi. Na przykład o 50%. To nie jest najtrudniejsze – jak przekonywał ekspert. Wierzyciele na tym stracą, ale lepiej stracić połowę niż wszystko. Trudniejsze są dwa kolejne działania. Bo samo obcięcie długów nie pomoże. Potrzeba dać Grecji kolejne pieniądze – bo na razie reformy rządowe owszem idą w dobrym kierunku, ale do długofalowej poprawy potrzebne są kredyty – dla osób, dla firm, dla banków i dla samego państwa. To musi zostać zrobione. I na to jest zgoda – na przykład dziś Słowacja się na to zgodziła. Trzeci krok jest znacznie trudniejszy – bo trzeba zorganizować fundusz. Fundusz, na który mają się złożyć państwa.

To nie będzie żywa gotówka, ale poręczenia gotówki – dawane przez państwa. Mówi się, że trzeba około 2 bilonów euro – tak – dwóch milionów milionów. EURO. Oczywiście nie trzeba wszystkich pieniędzy generalnie mieć. Jakby się uzbierało część – to można je generalnie potem – pomnożyć. Czyli tych gwarancji trzeba – circa – 700 miliardów euro. Jak się już je zbierze – wtedy można pożyczyć resztę niejako pod zastaw tego co się ma. Te wirtualne pieniądze mają posłużyć ochronie Hiszpanii i Włoch. Bo Grecja przy nich jest maleńka. Ale takie Włochy – to czwarta gospodarka strefy euro. Ten fundusz niejako miałby chronić i Włochy i Hiszpanię przed atakami spekulacyjnymi. Mając 2 biliony w kieszeni, nikt nie będzie ryzykować ataku na żaden z tych krajów.

Załóżmy, że to się uda i że strefa euro przetrwa. To byłoby już coś. Dla Polski również. Bo nasza sytuacja jest trochę inna niż państw w strefie. My wciąż jesteśmy uważani za państwo rozwijające się. I ilekroć jest jakieś zawirowanie w państwach rozwiniętych – odbija się to na naszej walucie. My wtedy na tym tracimy. Oczywiście byłoby nam jeszcze gorzej, gdybyśmy już byli w strefie euro. Więc dobrze jednak, że nie mieliśmy możliwości wejść do tego grona wcześniej.

Problemów jest kilka. Po pierwsze czy starczy pieniędzy na plany pomocowe? Bo zdania są podzielone. Owszem trzeba zacisnąć pasa i rozsądnie wydawać pieniądze, ale nie można zupełnie zablokować choćby nakładów na naukę, modernizację, czy innowacje. Ani też na inwestycje. To generuje popyt wewnętrzny. Czyli to, co uratowało nas wcześniej. Więc nie jest pewne, czy takie oszczędzanie byłoby pożądane. Lepiej, żeby ludzie zarabiali niż byli na zasiłkach. Mają wtedy – generalnie – większą siłę nabywczą. Zaklęte koło.

Jak patrzeć na ekipę Tuska, w tym ministra Rostowskiego wydaje się, że jak do tej pory – zrobili dobrą robotę. Tylko niech ktoś mi wyjaśni, co oni takiego zrobili? Uspokoili rynki. Na to się zgodzę. Z pewnością także nie wykonywali pochopnych ruchów, które zwiększyły by tylko niepewność rynków. Ale co jeszcze? Mógłby mi to premier albo jego minister wyjaśnić? Bo z miejsca w którym siedzę wcale nie widać, żeby cokolwiek zrobili. A jeśli tak, to dobry wynik Polski jest wynikiem przypadku, albo szczęścia. Nikt nie zagwarantuje tego samego przy drugim rozdaniu.

Poza tym dobry wynik Polski w czasie kryzysu był dobry jeśli się porówna do „starych” członków Unii. Jak się porówna do innych krajów spoza Europy – to porównanie nie wygląda tak dobrze. Taka Turcja miała 11 procentowy wzrost! A w Polsce zmniejszenie bezrobocia jest możliwe, gdy rośniemy w tempie ponad 5 procent rocznie. A do tego trzeba zdecydowanych działań i nie liczenia na szczęście czy cud.

Czy jesteśmy gotowi na kryzys? O tyle o ile wiemy, że przyjdzie. Parę lat temu nikt nie wiedział, że się coś stanie. Nikt nie był przygotowany. Teraz możemy się przygotować. I wiemy już jakie działania pomagają, a jakie nie. Mamy jakieś tam opcje. Nie musimy działać w kompletnej próżni. Czyli przynajmniej teoretycznie mamy lepsze szanse. W teorii…

 

 

www.ZielonyDziennik.pl, Artur Pomper