Polska produkuje bezrobotnych

0
1147
views

Państwo polskie tworzy bezrobotnych. Niedawno pisałem, że angielski system opieki społecznej produkuje rzeszę ludzi bezrobotnych, bez konkretnego zawodu czy wykształcenia.

Dziś, czytając artykuł w „Polityce” uświadomił mi on, że Polsce wcale nie jest lepiej. Kordian Kolbiarz dyrektor Urzędu Pracy w Nysie przekonywał, że Polacy udają, że szukają pracy, a Urzędy Pracy udają, że mają coś dla nic do zaoferowania. Rozwiązania systemowe wytworzyły grupę ludzi, którzy od lat nie pracują. Nie dość, że większość z nich nie ma wykształcenia, ani fachu w rękach, mają oni wysokie wymagania.

Wymagania, bo system nauczył ich, że jeśli się trochę postarasz możesz całkiem przyzwoicie żyć będąc bezrobotnym. Jednocześnie „Rzeczpospolita” drukuje raport PARPu (Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości) o polskim kapitale ludzkim. Raport jest dość bolesny. Dyrektor Kolbiarz przekonywał, że nie można wszystkich traktować jednakowo, oraz, że najtrudniej przywrócić do pracy osobę, która długo nie miała pracy. Pozostali sobie poradzą, wcześniej lub później. Bo polscy bezrobotni dzielą się na tych co chcą zdobyć pracę, oraz na tych, co jej nie chcą.

A rejestrują się po to, żeby dostać zasiłki czy uprawnienia do darmowej opieki medycznej. Urzędy pomagają w znalezieniu pracy osobom, które wiedzą czego chcą – tym, którzy chcą podnieść swoje kwalifikacje, lub dostać dofinansowanie na rozpoczęcie działalności gospodarczej. Na przeciwdziałaniu bezrobociu wydano w zeszłym roku porażającą kwotę ponad 8 000 000 000!, ośmiu miliardów złotych – jednak te pieniądze nie przyniosły specjalnych efektów. Po części dzieje się tak dlatego, że przeciętny urzędnik nie ma możliwości i czasu, żeby usiąść z klientem i rozwiązać ich problemy, bo średnio urzędnik ma 600 osób którymi może się zająć. To według Kolbiarza za wiele. Postuluje on, żeby wyłączyć z ewidencji ludzi, którzy tylko chcą opieki zdrowotnej. Gdyby urzędnik miał tylko 250 bezrobotnych do obsłużenia, to mógłby mieć więcej czasu dla każdego z nich. I mógłby pomóc.

Raport stwierdził, że trzy czwarte polskich firm miało problemy ze znalezieniem pracowników: robotników wykwalifikowanych, pracowników usług, oraz różnego rodzaju informatyków. Pracodawcom najczęściej nie odpowiadały kwalifikacje, pracownikom najczęściej proponowane wynagrodzenie. Jednakże na niektóre oferty pracy (cukiernicy, piekarz czy lekarze) nie zgłaszał się nikt na ogłoszenia. Jednocześnie według raportu, tylko jedna piąta bezrobotnych chciała podnieść swoje kwalifikacje. A przy 12% bezrobociu zaledwie 8% to osoby szukające pracy, reszta się do tego nie kwapi. Przypomnę, że te 12% stanowi rzeszę dwóch milionów osób! Co dziesiąty bezrobotny w ostatnim roku przepracował jakiś czas, bez umowy (najczęściej nieskomplikowane czynności), gdyż pracę na czarno proponowali mu sami pracodawcy. Zarówno raport PARPu jak i dyrektor UP w Nysie sugerowali, że musi się zmienić nastawienie urzędników oraz zwiększyć możliwość udzielania pomocy indywidualnie. Pracownicy urzędów zbyt często traktują klientów jak szarą masę. Angielskie odpowiedniki polskich Urzędów Pracy są inne. Po pierwsze trzeba przepracować 2 lata, zanim dostanie się zasiłek bezrobotnych (trzeba wpłacać na numer ubezpieczenia społecznego składki). Zasiłek wynosi obecnie 60,50 funta tygodniowo (wystarcza to na jedzenie i może coś zostanie), ale można się starać o inne świadczenia.

Owszem trzeba się zgłaszać co dwa tygodnie, żeby to świadczenie dostać (ale przyjmowane są usprawiedliwienia), ale za to można wszystkie lekarstwa dostać za darmo. W urzędach stoją komputery, w których można szukać ofert pracy zarówno lokalnie, regionalnie, w całym kraju, czy nawet poza granicami. Prawdziwą pomoc w znalezieniu pracy można znaleźć dopiero gdy jest się bezrobotnym przez dłużej niż pół roku – wtedy możliwe są szkolenia, spotkania z doradcą, który ma do dyspozycji pewną sumę na każdego bezrobotnego. Ale jednocześnie urząd pomoże napisać CV, czy list motywacyjny. Jest też niewielka pula środków na każdego bezrobotnego, do wykorzystania na przykład na sprawdzenie niekaralności, jeśli to mogłoby pomóc w znalezieniu pracy i wypisaniu z listy bezrobotnych.

Z pewnością nie jest łatwo przywrócić do pracy osoby, które nie chcą pracować. Trudno jest zaktywizować ludzi bezrobotnych od wielu lat. Dyrektor Kolbiarz proponował nowy system wynagrodzenia dla urzędników, którzy dostawaliby nagrody za przywrócenie bezrobotnego do pracy. Im trudniejszy przypadek (dłużej bezrobotny, słabiej wykształcony, czy starszy) tym więcej pieniędzy otrzymałby urzędnik. Na razie to mrzonki, ale może kiedyś się uda przeprowadzić takie zmiany.One są potrzebne.

 

Artur Pomper