Telefony, o których nie zapominamy

0
809
views

Nokia 6310i bezapelacyjnie zwycięża w moim prywatnym rankingu kultowych telefonów. Wraz ze mną o wyborze telefonów, które na długie lata zapamiętamy, brali udział najlepsi dziennikarze piszący o telekomunikacji i wybrani pracownicy operatorów.

Za co pamiętamy laureata? Wyposażenie Nokii 6310i – jak na dzisiejsze standardy – jest skromniutkie, choć był to bodaj pierwszy model z Bluetooth (o dziwo działał tylko ze słuchawkami Nokii). Nie miał ani radia, ani odtwarzacza mp3, o EDGE czy UMTS nie wspominając. Nie można nim było zrobić zdjęcia ani wysłać MMS. Nie miał nawet organizera, a… był najlepszym przedstawicielem telefonu dla biznesu. Był rok 2001 i furorę robiła wtedy technologia WAP. I byłbym zapomniał – był to jeden z niewielu modeli, które wówczas mogły pracować w częstotliwości GMS i DCS.

Moim zdaniem kluczem sukcesu tego modelu były… wymiary. Ważył tylko 111 gramów, jego długość wynosiła 129 mm, grubość 21, a szerokość 47. Jak przekonywali wówczas przedstawiciele producenta były to wymiary idealne, ponieważ zapewniały odpowiednio duży wyświetlacz, wygodne klawisze i idealne dopasowanie do dłoni. Tajemnicą sukcesu była też „półeczka” dla kciuka – wolna przestrzeń pod dolnym rzędem klawiszy, przewidziana na trzymanie na niej kciuków. Te szczegóły powodują, że nawet w głównej kwaterze Nokii w Finlandii ten model uważany jest za najlepszy model w historii. Próba reklamy modelu E51 jako następcy Nokii niezbyt się udała, bo jednak mistrz jest tylko jeden.

Jestem przekonany, że gdyby dziś pojawiły się w sprzedaży nowe egzemplarze Nokii 6310i, nie leżałyby zbyt długo na sklepowych półkach. Na aukcjach internetowych czasem można znaleźć oferty sprzedaży nowych egzemplarzy po kilkaset złotych za sztukę.

O ile lider jest dość wyraźny, to zapełnieniem kolejnych miejsc na podium jest już problem. Kandydatów nie brakuje, a głosy dzielą się niemal po równo. Zobaczmy jakie modele i dlaczego pretendują do miana kultowych. W wypadku Nokii nominacje uzyskały jeszcze modele 6130, 2110, 8110 oraz 9210.

Model Nokii 6130 jest nieco starszy od lidera naszego rankingu i bez niego pewnie nie byłoby 6310i. Przede wszystkim dlatego, że był to bodajże pierwszy produkt, który można było nosić w kieszeni męskiej koszuli. W czasie, gdy znalazł się w sprzedaży (11 lat temu) telefony komórkowe były znacznie większe.

Nokia 6130 wyróżniała się jeszcze tym, że miała specyficzną obudowę mieniącą się różnymi kolorami w zależności od kąta padania światła. Stąd też popularnie zwana była kameleonem. Był to też pierwszy model z uproszczonym, intuicyjnym menu, który spowodował, że obsługa telefonu stała się znacznie łatwiejsza. I jest to jeden z powodów, dla których Nokia zdobyła sobie popularność.

Z bardziej zaawansowanych funkcji model ten miał zegar, timer, kalkulator oraz raport doręczeń SMS. Dziś to brzmi więcej niż ubogo, ale pod koniec XX wieku funkcje były rozbudowane.

Nowa wersja komunikatora, czyli telefon o symbolu 9210, zaprezentowany został w Pradze w 2000 roku. Już w czasie pierwszego pokazu zapachniało rewolucją – komunikator miał bowiem kolorowy ekran! Co prawda już w czasie prezentacji zauważyliśmy, że kiepsko działa klawisz enter i nieco skrzypi obudowa, ale wrażenie było wielkie. To jedna z tych komórek, w której można się było zakochać od pierwszego wejrzenia, zwłaszcza że do sprzedaży trafiła kilka miesięcy później i pierwotne wady zostały wyeliminowane.

Olbrzymia też, jak na ówczesne czasy, była pamięć. Wewnętrzna pozwalała na przechowywanie plików o łącznej objętości 14 MB. Ale można ją było – sensacja – rozbudować za pomocą kart pamięci aż o 16 MB. To było coś, zwłaszcza, że owym okresie nie było jeszcze w telefonach aparatów fotograficznych.

Przełom stuleci to był również okres, w którym modne zrobiły się telefony odporne na wodę, kurz, wstrząsy i uderzenia. W ofercie Nokii pokazał się model 6250. Gumowana obudowa rzeczywiście doskonale chroniła to urządzenie. W działaniu nie przeszkadzały upadki na beton, ani gra w hokeja jaka odbyła się w naszym redakcyjnym pokoju. 6250 wykorzystany był jako krążek.

Jeszcze bardziej pancerny był produkt firmy Ericsson – 250 Pro. Po tym telefonie można był jeździć samochodem. Mój małoletni syn używał go do zabawy w piasku na plaży i jako rzecz, którą można wrzucić do morza, a fale wyniosą ją na brzeg. Reakcja innych plażowiczów na widok takiego obchodzenia się z telefonem była dramatyczna. A dziecko było na tyle ułożone, że jak odzywał się dzwonek, to podawało tatusiowi aparat do rozmowy. Mimo tak okrutnego traktowania Ericsson 250 Pro nigdy nie był w naprawie.

Troszkę delikatniejszym modelem Ericssona do zadań specjalnych był R310s, z charakterystyczną antenką w kształcie płetwy rekina. Oba telefony, poza wysyłaniem SMS-ów, nie potrafiły nic więcej.

Kop. Pam. Sim. Taki napis zobaczyłem kiedyś na wyświetlaczu Ericssona T28i. Skrót, po rozwinięciu, tłumaczył się jako: kopiuj pamięć SIM. Cała nazwa po prostu nie mieściła się na niewielkim wyświetlaczu, który pokazywał tylko jedną linijkę tekstu. Urody temu telefonowi niewątpliwie dodawała klapka zasłaniająca klawiaturę.

Na miano kultowego telefonu na pewno zasługuje jeszcze Motorola Razr V3. Projektanci amerykańskiego koncernu zaprojektowali w niej nową klawiaturę – niemal idealnie płaską. Od momentu premiery w 2004 roku ten telefon zdobył dosłownie setki milionów miłośników na całym świecie, a pomysł na klawiaturę znalazł naśladowców u innych producentów telefonów.

Piotr Rabiej