Dziennik emigranta: zamach terrorystyczny w Mińsku

0
598
views

12.04.2011
Dziennik emigranta: terroryzm na Białorusi
Wczorajszy zamach bombowy na Białorusi jest wydarzeniem bez precedensu.

To pierwsza tak spektakularna akcja terrorystów w Mińsku od wielu lat. Może nawet pierwsza taka akcja w dziejach nowożytnych. Mińsk nie jest nawet prowincjonalną stolicą prowincjonalnego państwa europejskiego. Po ostatnich sfałszowanych wyborach Białoruś i brutalnym rozprawieniu się z opozycją kraj i nim rządzący stał się pariasem Europy. Jedynie stosunki z Rosją są poprawne, ale też bez przesady. Pozostali sąsiedzi patrzą na Białoruś z niechęcią, a jedynymi partnerami do rozmów są reżimy nieuznawane przez resztę świata. Nikt za bardzo nie chce się bratać z ostatnim autorytarnym krajem Europy (nie licząc Rosji, choć z pewnością nie w takim samym stopniu). Bo Białoruś z pewnością nie jest państwem demokratycznym. Jednak zamach terrorystyczny w kraju w który w zasadzie nie prowadzi wojen, nie ma mniejszości narodowych, które byłyby radykalne w działaniach – jest to co najmniej niezwykłe.

Zamach w Mińsku jest o tyle dziwny, że Białoruś nie jest jakimś szczególnie aktywnym graczem na arenie międzynarodowej. Autokratyczny rząd prezydenta Łukaszenki (który jednak został prezydentem w wyniku demokratycznych wyborów, przynajmniej po raz pierwszy) nie jest mile widziany w Europie. Rosja podporządkowała sobie Białoruś gospodarczo, a wydaje się też, że i politycznie. To ustami Łukaszenki czasem przemawia Kreml jeśli ma do powiedzenia coś, czego samym Rosjanom nie wypada. Bo Łukaszenko znanym rozrabiaką jest. Otwarcie popiera wszelkie reżimy na świecie, a z niektórymi nawet prowadzi militarne interesy.
Dzisiejsze media mówią o trzech hipotezach śledczych i że zamachowcem mógł być nie- Słowianin, być może działający na zlecenie. Czas pokaże, co uda się ustalić. W państwie tak homogenicznym jak Białoruś, oraz tak kontrolowanym to niebywałe, że udało się taki wielki atak terrorystyczny w ogóle przeprowadzić. Poza tym każdy cudzoziemiec wyróżnia się spośród tłumu znacznie bardziej niż w Moskwie czy w Warszawie, czy jakiejkolwiek innej stolicy europejskiej.

Obawiam się, że śledztwa, które teraz są prowadzone mogą to być sposób na rozprawienie się z resztką opozycji, która jest w kraju. Łukaszenka bezpardonowo walczy z każdym, kto może mu zagrozić, za co został pariasem społeczności międzynarodowej. Z pewnością prezydent ma sporo wrogów, ale czy któraś z grup opozycyjnych zaczęła by się imać takich środków i zabijać swoich pobratymców? Niewykluczone. Także opozycja skupiona wokół niewielkiej mniejszości polskiej na Białorusi nie może czuć się bezpieczna. Tuż po zamachu Łukaszenka powiedział, że nie wyklucza działania osób z zagranicy. Polacy na Białorusi z pewnością także zostaną wzięci pod lupę. Przecież pretekst walki z terrorystami jest lepszy od jakiegokolwiek innego. Dziś przeczytałem wywiad z arabistą, który twierdził, że gdyby rewolucja w Egipcie miała hasła radykalnych islamistów prezydent Mubarak otworzyłby ogień do manifestantów, a świat przyklasnąłby jego działaniom. Teraz podobnie może się stać na Białorusi, w imię walki z terrorystami Łukaszenko zdławi opozycję.
Dodatkowo Białoruś poprosiła swojego największego przyjaciela – Rosję, aby pomogła im w walce z terroryzmem i przysłała swoich specjalistów do rozwikłania śledztwa. Może to być początek szerszej współpracy służb zaprzyjaźnionych krajów. A ta może doprowadzić do jeszcze większego zaangażowania Rosji w Białorusi. Nie wykluczone, że to właśnie z tamtego kierunku przyszedł atak? Rosji nie stać na pełną wojnę z nikim w dzisiejszych czasach, ale nie oznacza to, że zrezygnowała z polityki imperialnej. Dziś czołgi zamienione są jednak na gaz i ropę naftową. A Białoruś już jest generalnie uzależniona od Rosji w stu procentach – choćby poprzez paliwa. Kiedyś czytałem świetną książkę Colina Forbsa, o tym jak Amerykanie, za sprawą bardzo ambitnej kobiety – polityka (która chce zostać pierwszą panią prezydent, ale jest Angielką) chcą dołączyć Wielką Brytanię do Stanów Zjednoczonych – poprzez sianie terroru na ziemi angielskiej. Anglicy proszą o pomoc w schwytaniu nieuchwytnego wroga agentów amerykańskich. Nie twierdzę, że w tym przypadku nie jest to możliwe, ale – kto wie?
Nie jest też wykluczone, że zamach przeprowadzono za zgodą samego prezydenta. To byłby sposób na jeszcze większe zniewoleniu białoruskiego narodu. W takim jednak wypadku, wątpię czy kiedykolwiek uda się znaleźć sprawców.
Natomiast hipoteza mówiąca o jakiejkolwiek osobie psychicznej, która mogłaby to zrobić jest chyba najbardziej naciągana. Szczególnie w państwie policyjnym jaką jest Białoruś. Trzy kilo trotylu – na tyle obliczono moc ładunku, to nie jest coś, co można łatwo kupić i skonstruować w śmiercionośne urządzenie. Zobaczymy co ustali białoruska policja z pomocą Rosjan.
Mam nadzieję, że Białorusinom nie będzie po tym zamachu jeszcze gorzej…

Artur Pomper