Dziennik emigranta: Monarchia kontra republika

0
692
views

28.04.2011 Torquay
Dziennik emigranta: Monarchia versus republika.
Słuchałem sobie dzisiaj rano radiowej Trójki I temat jednej z ciekawszych programów z udziałem słuchaczy, Za a nawet przeciw Kuby Strzyczkowskiego wstrzelił się dokładnie w moje rozważania.

Czy Polacy zazdroszczą Anglikom monarchii? Okazało się, że prawie połowa internetowych głosów była za (dokładnie 46%). Sam też dołożyłem swój głos, bo wolałbym, żeby w Polsce była monarchia, chociaż nie wiem kto miałby zasiąść na tronie. Nie dlatego, że bardzo chciałbym mieć króla czy królową, ale żeby w Polsce była choć jedna osoba całkowicie od początku do końca apolityczna – tak jak monarcha angielski.

Przeciwnicy monarchii wskazywali na wysokie koszty utrzymania królowej, jej rodziny i dworu. Ale koszty polskiego prezydenta wcale nie są dużo niższe – ktoś to policzył i przedstawił wyniki na antenie programu – różnica była niewielka, zaledwie jeden milion euro więcej kosztuje angielska monarchia. A przecież oni co 5 lat nie muszą sobie wybierać głowy państwa – a my, czy chcemy czy nie, my musimy. I wybór zwykle wcale nie jest łatwy – raczej łatwiej na kogo nie chce się głosować, albo tak zwane mniejsze zło. Nie wolno zapominać, że wybory też kosztują i to wcale nie mało.

Zaletą monarchii brytyjskiej jest to, że tutejszy monarcha jest przygotowany na panowanie. Tu się mówi, że królowa panuje ale nie rządzi. Bo nie ma żadnych uprawnień politycznych. Owszem desygnuje premiera, ale w zasadzie nie ma wyboru – zawsze jest nim szef zwycięskiej partii. I to niezależnie od jej osobistych poglądów. I właśnie to jest kwintesencją polskich pragnień – mieć kogoś, kto jest ponad polityką czyli ponad podziałami. Królowa Elżbieta nigdy nie przepadała za premierem Blairem, ani też za jego następcą, Brownem – i oni nie zostali zaproszeni na ślub Williama i Kate. To nie byłoby możliwe gdyby to oni byli u sterów władzy, ale teraz, gdy już ich nie ma – królowa nie musi ich oglądać. Blair podpadł królowej w czasie rozwodu Diany z Karolem, a potem śmiał wypowiedzieć niemiłe słowa, gdy Diana tragicznie zmarła, a królowa nie chciała lub nie umiała poprawnie według niego zareagować. Blair nie dostał też orderu podwiązki, które to odznaczenie królowa nadawała byłym premierom prawie automatycznie. Sam nie wiem czym podpadł Gordon Brown, ale to nie jest najważniejsze. Jedną z ulubionych postaci politycznych królowej jest za to baronowa Margaret Thatcher, która jest jednym z najbardziej kontrowersyjnych brytyjskich premierów dwudziestego wieku.
Ten system, w którym monarcha panuje a nie rządzi wytworzył się nie przez ustawy czy prawa (Wielka Brytania nie ma konstytucji jako takiej) – jest to wynik tradycji, w której kolejni monarchowie zrzekali się swoich uprawnień na rzecz premiera i parlamentu. Ale królowa teoretycznie wciąż mogłaby sporo namieszać w polityce – prawa takie wciąż posiada, ale ich nie egzekwuje. Poza tym niezależnie od jej osobistych animozji, monarchia zawsze wspiera premiera i partię rządzącą. I to jest największą różnicą w stosunku do Polski. Polski prezydent, może przez to, że ma trochę uprawnień politycznych może być świetnym współpracownikiem premiera, a może też być jego największym wrogiem. Mieliśmy tego przykład za czasów Lecha Kaczyńskiego, a w Anglii coś takiego jest niemożliwe. I to jest luksus na który pracowały pokolenia. Nasi politycy do tego nie dorośli. Bo bardzo trudno kolejnym prezydentom pozbyć się swoich partyjnych korzeni, bo przecież każdy je ma.

Królowa angielska jest poza systemem politycznym. Jej funkcje sprowadzają się do reprezentowania państwa na arenie międzynarodowej. Królowa posiada niemały szacunek za granicą, ale także pośród swoich poddanych cieszy się niesłabnącym poparciem. Pomimo tego, że każdy Brytyjczyk co roku wydaje na nią 62 pensy rocznie! (Polacy z pewnością płacą więcej, choćby z racji tego, że jest nas tylko 38 milionów w porównaniu do prawie 60ciu milionów na Wyspach). Królowa od ponad dziesięciu lat płaci podatki jak każdy obywatel – stało się to po wielkim pożarze w jednej z rezydencji królewskich. Koszt renowacji pokryło państwo, ale królowa zobowiązała się odtąd płacić podatki. Ale gdyby Anglicy patrzyli na monarchię tylko przez pryzmat pieniędzy to mogłoby być inaczej. Dla nich monarchia jest żywym dowodem wielowiekowej tradycji. Jest też wizytówką Anglii na świecie i magnesem przyciągającym zagranicznych turystów.

To co jest zupełnie odróżnia Wielką Brytanię od Polski, to fakt, że monarchia jest gwarantem ciągłości państwa. Niestety żadnemu z polskich prezydentów jeszcze się to nie udało. To oznacza, że królowa nie miesza się do bieżącej polityki, a nawet jej coroczne przemówienie w parlamencie jest pisane przez premiera. Sama królowa wydaje się też nie mieć swoich poglądów politycznych – przynajmniej ich nie wygłasza. Nie znaczy to, że królowa nie ma wpływu na to, co się dzieje. Ale raczej jest to wpływ nieformalny – nie związany z pełnioną funkcją, ale wynikający z prestiżu osobistego monarchy. Dla przykładu jej syn – następca tronu książę Karol jest uważany za dziwaka, snoba i lekko niepoważną osobę. Za to wnuk królowej jest przyszłością monarchii, a jego jutrzejszy ślub z osobą spoza królewskiego kręgu z pewnością pomoże jego wizerunkowi, i wzmocni samą monarchię.

Myślę, że Polsce monarchia by nie zaszkodziła, chyba że za króla wybrać Jarosława Kaczyńskiego – a w internecie można już znaleźć taką stronę. Może byłoby lepiej? Innym państwom się udało – zechciejcie popatrzeć na Hiszpanię. To dyktator – generał Franco desygnował Juana Carlosa na tron, a potem on się odwdzięczył wprowadzając w kraju demokrację. A zrobił to używając to siły swojej osobowości. Z pewnością przydała by się w Polsce osoba, która nie pokazywałaby swoich poglądów politycznych, a sprzyjała wszystkiemu temu, co mogłoby pomóc stać się naszemu krajowi wielkim.

Czego Państwu i sobie życzę
Artur Pomper