Nowy Staruch, stara szkoła

0
583
views

Zagadnienie patriotycznych kiboli jest dalej aktualne – jest to godne podziwu, tym bardziej, że trudno jest być kibolem bez stadionu, ale jak widać u nas wszystko jest możliwe – wszystko poza realnym spojrzeniem na jakiekolwiek zagadnienie.

Przypadek „Starucha” jest szablonowym przykładem tego, co zwykłem nazywać „PRL love story”. W państwie rządzonym przez dwie prawice (jedną ultra-prawą ideologicznie i pseudo-lewicującą gospodarczo, drugą centrową w poglądach i prawicującą gospodarczo) bez męczeńskiej czkawki po PRL-u nie jesteśmy w stanie nawet zjeść śniadania – niezależnie od tego, czy będzie to ból w kostce mieszczańskiego tępaka (Ci straszni kibole!), czy mazgajstwo uciśnionych prawicowców w prawicowych realiach (znowu nas duszą). Tak naprawdę niezależnie od wyniku walki o rząd dusz oba zgrupowania wygrywają.
Zamknięcie stadionów jest kolejnym po zamknięciu sklepów z dopalaczami oczkiem puszczonym do dobrze ustatkowanych mieszczańskich rodzin. Model działania jest ten sam – nakręcamy aferę, aż jej natężenie będzie tak duże, że nawet osoba mająca kontakt z telewizorem raz w tygodniu usłyszy o nadchodzącym widmie, a potem jednym ruchem rozprawiamy się ze sprawcami afery. Podobnie jak w przypadku zamknięciu sklepów z dopalaczami ruch został wykonany twardą ręką, bez zabawy w subtelności. Wątpię w to, żeby rząd musiał w nadchodzących latach wypłacać kibicom odszkodowania, ale na przykład krwiożerczym dopalaczowym lordom już musi. Jednak śpijmy spokojnie – nasze dzieci już nigdy nie umrą od dopalaczy.
Nie umrą też od pseudokibicostwa, chociaż czytając portal „gazety wyborczej” byłbym w stanie nawet uwierzyć w to, że to kibice Legii Warszawa dokonali zamachu na Jana Pawła II. Zresztą gdyby Papież Polak żył pewnie zostaliby oskarżeni o taki zamiar.

Z drugiej strony odzywa się frakcja dumnych patriotów, którzy działając na zasadzie „wróg naszego wroga jest naszym przyjacielem” chętnie przygarnęła kolejną armię pokrzywdzonych. Nie jest tajemnicą, że większość pokrzywdzonych serce ma radykalnie po prawej stronie, przez co do bratania nie trzeba było nawet specjalnie przekonywać, dzięki czemu „Gazeta Polska” i niezależna.tv jako jedyne mogły bez stresu kręcić rozważania „Starucha” i wesołej kompanii.
Grzechem obu frakcji jest kompletnie idiotyczna generalizacja grup kibicowskich. Z jednej strony jako – zagrożenia, któremu nie powinno się dawać prawa oglądania meczy, z drugiej – jako przykładu na brutalne duszeni polskiego ducha. Wydaje mi się, że właściwie z duchami polscy politycy mają (oprócz myślenia) największy kłopot. Palikot walczył z duchem świętym, za to niezawodna znawczyni dilerki, Beata Kempa walczy z duchem komunizmu. Myślę, że problem ducha komunizmu dobrze opisał w jednej ze swoich wypowiedzi Pinochet – „Marksizm jest jak duch, można go złapać, ale nie da się go uwięzić”. Tak więc z całego serca życzę płomiennym wojownikom, żeby jako prekursorzy nowej szkoły walki z komunizmem nie tylko ducha złapali, ale też go uwięzili. Chociaż raczej nie mają w tym interesu, bo jak już go uwięzią to w czym znajdą przyczynę wszystkich nieszczęść?

Póki, co problemem nie jest uwięzienie ducha, a uwięzienie „Starucha”, którego o zgrozo zatrzymali kiedy oddawał hołd powstańcom (kolejny „as” w rękawie). Przy takim nagromadzeniu post-PRL-owskiego terroru trudno już sprawę rozpatrywać racjonalnie – przynajmniej frakcji patriotycznej.
Frakcji anty-patriotycznych kowbojów za to trudno jest myśleć nad tym, jak rozwiązać problem w bardziej kulturalny sposób. Strzał szeryfa jest równie zgrabny, jak w przypadku wojny z dopalaczami.
– Słuchajcie mamy problem…-
– Jaki? –
– Dopalacze…-
– Eeeee… to zamknijmy te sklepy.-
Zamiast pogrzebać w przyczynach jednym niezgrabnym „pierdnięciem” zmiażdżymy skutki, żeby pokazać skuteczność. Skuteczność na krótką metę, ale za to wyglądającą dużo ładniej. Donald Tusk i zdjęcie zamkniętych „smart shopów”, Donald Tusk kontra chuligani. Donald Tusk jako lek na każdą patologię.
Można gdybać o ilości uratowanych, bądź zatraconych istnień, ucieszonych i smutnych kibiców, ale taktyka obu obozów świadczy tylko o ich krótkowzroczności. PO znowu przybiją piątkę spokojni mieszczanie, których przerażają newsy, PiS-owi znowu przybiją piątkę „wojownicy z komunizmem bez komunizmu”. Walka PR vs. PR(L) – czym zaskoczy Cię jutro?

W tej rozgrywce wygrywają wszyscy oprócz kibiców, z wyjątkiem męczennika „Starucha” w którego skrajna prawica uwierzyła do tego stopnia, że został felietonistą „Gazety Polskiej”, obok takich wieszczy, jak RAZ. Jeśli Jarosław Kaczyński może być jednocześnie (w zależności od pisma) Józefem K., Jezusem i Adolfem Hitlerem w jednym ciele, to ciekawe w kogo przekształci się następne sumienie narodu…

Mateusz Romanowski