Jak żyć po EURO?

0
722
views

Piłkarskie szaleństwo ogarnęło nasz kraj 8 czerwca i trwało aż do niedzieli 1 lipca. Okazało się, że miażdżąca większość Polaków jest zakochana w futbolu aż do grobowej deski. Sport stał się sensem życia niezliczonej ilości osób, a Błaszczykowski i Lewandowski byli ważniejsi niż Tusk, Kaczyński, Nergal, Doda czy Michał Wiśniewski.

Oglądanie meczów w pewnych kręgach obrosło rytuałami. Nie tak łatwo wyplenialnymi, rzecz jasna. Aż nagle, oczy, serce i dusze czekające co dzień na godzinę 20.45 doznały szoku. – Jak to, Euro się skończyło?! – krzyki roznosiły się wczoraj po wszystkich wsiach, miasteczkach i miastach. Niesamowite, jak brak widoku Włodzimierza Szaranowicza zaraz po prognozie pogody może rozsierdzić dorosłych ludzi.

Niestety, to prawda. EURO 2012 dobiegło końca. Gdy już faza frustracji i rozpaczy dotarła do finału (jak nasz ukochany turniej), nasuwa się kolosalna wątpliwość : jak żyć bez codziennej dawki futbolowych doznań, bez widoku świętujących i wiwatujących ludzi? Myślenie nic nie kosztuje, dlatego warto się zastanowić.
Podstawowym warunkiem powrotu do rzeczywistości sprzed mistrzostw jest uznanie ich za zwykłą imprezę masową, nie mającą przełożenia na nasze życie po jej zakończeniu. To krok drastyczny, lecz niezbędny do sukcesu.

Gdy dwie cyfry przedzielone dwukropkiem przestaną prześladować podświadomość, warto uzmysłowić sobie, co prawdziwie było motorem egzystencji, zanim cały kolorowy zgiełk i harmider się rozpoczął. Godne podkreślenia jest, że od wczoraj mamy do wykorzystania w dowolny sposób co najmniej 90 minut plus przerwę. Ta ilość czasu poświęcona rodzinie, przyjaciołom, znajomym, własnej pasji czy innym pożytecznym działaniom, bardzo szybko może stworzyć niebywały w swych rozmiarach kapitał.

Dobrym pomysłem jest także akceptacja piłki nożnej ze wszystkimi jej przywarami, a przede wszystkim pogodzenie się z faktem, że każdy turniej kiedyś się kończy. Niedorzeczność tej zasady aż bije po oczach, jednakże wyrzucanie telewizora przez okno, nazywanie sąsiada Howardem Webbem czy ciągłe słuchanie utworu, którego tytuł po polsku brzmi „Wieczne lato” nie zmieni tego stanu, a do tego pogorszy nasz wizerunek wśród towarzyszy emocjonalnego patu.
Mimo tych negatywnych odczuć kumulujących się w kibicu po przerwaniu idealnego cyklu, należy docenić zdolności organizacyjne krajan i uwierzyć w naród zdolny do zjednoczenia i wspólnego działania, gdy sytuacja tego wymaga. Niestety nie dotyczy to reprezentantów Polski w piłce nożnej. Dlatego lepiej powstrzymać czarne wspomnienia i skupić się na dziedzinach, w których kompetencji narodu znad Wisły nikt nie podważy.

Chociaż trudno to sobie wyobrazić, znalazło się kilka błądzących duszyczek, którym nie dane było pojąć podniosłości, wagi i doskonałości futbolowych igrzysk. Tym osobom również przyda się kilka wskazówek, co począć, gdy nasz mąż, ojciec, a może córka, żona, siostra czy dziewczyna przestały opijać się złotym trunkiem i zaprzestały obserwacji 22 mężczyzn biegających po dużym, zielonym prostokącie.

Jeżeli ludzie niezainteresowani turniejem składaliby przysięgę, a jej autorem byłby Hipokrates, pierwsze słowa brzmiałyby: „Nie drażnić i nie wchodzić w drogę”. Niepisaną zasadą jest niewspominanie minionej wielkiej sportowej imprezy do czasu rozpoczęcia kolejnej. Nie pytamy także: „Kto wygrał?”, „Którzy to byli nasi?” bądź, co gorsza „Dlaczego Polska nie wyszła z grupy?”. Oszczędzajmy układy krążenia, mogą się jeszcze kiedyś przydać.
Kluczem do przywrócenia stanu sprzed EURO jest zrozumienie. To nieprawda, że sport promuje i rozwija męskie, szowinistyczne instynkty. Bez pudła fałszem można nazwać również przekonanie o straconym miesiącu, bo działka nieopielona, nie było komu iść z dzieckiem na zakończenie roku. Nie ma rzeczy bardziej pasjonującej, a jednocześnie tak pożytecznej, jak futbol.

Podsumowując, styl życia ogromu Polaków musiał zostać zmodyfikowany ad hoc. Nie była to zmiana z kategorii przyjemnych, czego nie trzeba uświadamiać żadnemu przedstawicielowi tej grupy. Jednakże bez wsparcia owej mikroskopijnej wielkości garstki osób, niezmieniających czerwcowych przyzwyczajeń, przywrócenie normalności nam, eurofanatykom będzie nie do wykonania.

Radosław Kołodziejski