Żelazna Dama – gorąco polecam

0
782
views

Żelazna Dama z Meryl Streep – gorąco polecam Właśnie obejrzałem wyczekiwaną przeze mnie od paru tygodni Żelazną Damę z Meryl Streep w roli głównej. Wczesnym rankiem zaś ogłoszono nominacje do Oskarów – nagrody Amerykańskiej Akademii Filmowej – Meryl Streep za tą właśnie rolę otrzymała nominację w kategorii najlepsza rola kobieca.

Z całym przekonaniem mogę stwierdzić, że aktorka ta zasługuje nie tylko na nominację, ale również na nagrodę. Nie rozumiem zaś krytyków, którzy twierdzą, że wybrała rolę tylko dlatego żeby dostać trzecią statuetkę. Uważam, że w pełni na nią zasługuje.

Nie często się zdarza, że kręci się filmy o żyjących osobach takiego formatu. Grana przez Meryl Streep kobieta zmieniła nasz świat w jakim się znajdujemy. Margaret Thatcher była najdłużej urzędującym premierem Wielkiej Brytanii ubiegłego wieku i odcisnęła na swoim kraju i na większości świata swoje piętno. Umożliwiła to jej niebywała determinacja w dążeniu do celu. Ona mówiła, że jest osobą, która robi rzeczy, a nie tylko mówi o nich (jak dzisiejsi politycy). Ona miałą wizję i uparcie się jej trzymała we wszystkim co robiła. To ona doprowadziła kraj do dzisiejszej prosperity pokonując strajkujących górników, to ona przywróciła morale kraju wygraną wojną z Argentyną. To ona, wraz z prezydentem USA Ronaldem Reaganem przyczyniła się do obalenia berlińskiego muru i komunizmu. To ona podniosła żelazną kurtynę. Owszem była wielce konserwatywną postacią – ale któż nie przysparza sobie wrogów proponując i wykonując niepopularne decyzje? Ona miała nie tylko pomysł, ale i wewnętrzną siłę, żeby zmieniać świat. I to jest świetnie pokazane w filmie. Tak samo jak jej życiowe rozterki prowadzące do ważkich decyzji. Przecież nie było łatwe wysłać żołnierzy 12 tysięcy mil morskich od domu, żeby walczyli o mało znaczące wysepki. I wielu mniejszych od niej ludzi pewnie próbowałoby dojść do porozumienia z agresorem. Jaka piękna jest ta cena scena, gdy ona mówi: te wyspy są nasze i ja chce je mieć z powrotem! A potem wyjaśnia amerykańskiemu wysłannikowi, że Roosevelt nie wahał się odpowiedzieć atakiem na atak, gdy Japończycy zaatakowali Pearl Harbor w 1941 roku.

Meryl Streep obejrzała ponoć 3 tysiące godzin z nagraniami Margaret Thatcher i to widać. Nie tylko w sposobie jak wygląda – ale jak mówi, zachowuje się i porusza. Meryl Streep przeistoczyła się w Margaret Thatcher zupełnie. A jeśli się przyjrzeć dobrze – dzięki makijażowi niewiele się róznią. Przejmujące są nie tylko migawki z lat wyjątkowych dla premier, ale także z lat bardziej współczesnych. Bo film opowiada o dwóch paniach Thatcher – tej znanej z wizerunku publicznego, oraz tej którą nieliczni mogą widzieć teraz – osoby z demencją.
Scenariusz filmu powstał na podstawie książki jej córki Margaret Thatcher i może dlatego widać tu bardzo osobistą wersję wydarzeń. W momencie wejścia do parlamentu Margaret wygląda że jest jedyną kobietą, a przecież miała osiemnaście koleżanek. Ale prawdą jest, że wtapiały się w tłum ponad pięciuset mężczyzn. Bardzo wymowna jest scena, gdy już po zakończeniu wojny o Falklandy dla premier najważniejsze jest napisanie listów do rodzin poległych żołnierzy. Pozostali członkowie rządu mieli zupełnie priorytety.

Obecny premier Wielkiej Brytanii i członkowie jego partii nie za bardzo schlebiali filmowi, mówili, że pokazują byłą premier jako staruszkę zagubioną w rzeczywistości, pogrążoną w przeszłości i nie do końca pełną sił umysłowych. Nie wiem na ile to prawda (jak się rzeczywiście ma prawdziwa Margaret Thatcher), ale jeśli chodzi o film – to jest też sposób na narracje. Meryl Streep – Margaret Thatcher przypomina sobie ważne momenty jej życia – oświadczyny Denisa Thatchera, wojnę z Argentyńczykami czy też przegraną w wyborach na szefa partii. Powodem dla którego film nie jest w smak urzędującej partii, jest fakt, że to oni sami przyczynili się do upadku jej rządu. Margaret Thatcher nie odeszła po przegranych wyborach, odeszła, gdyż jej niegdysiejsi koledzy wybrali innego szefa partii. A to kraj, gdzie szef zwycięskiej partii zostaje premierem (niekoniecznie jak w Polsce – popatrz na premiera Marcinkiewicza, czy Jerzego Buzka), więc ta pozycja jest witalna do obrony. Margaret Thatcher przegrała w pierwszej turze, a potem zrezygnowała z kandydowania w drugiej turze, gdy okazało się, że wynik jest przesądzony. Może gdyby wtedy była w kraju, a nie na fecie – uroczystości zakończającej zimną wojnę, wynik byłby inny. Tak czy inaczej jej 11 i pół roku zapisało się w pamięci jej ziomków. Dzisiejsi konserwatyści wciąż uważają ją za wzór premiera, osobę do naśladowania. Jeśli zaś chodzi o społeczeństwo – oceny są generalnie pozytywne, ale wciąż pozostaje ona postacią kontrowersyjną.

A Meryl Streep? Oszałamiająca w tej roli. 3 tysiące godzin rzeczywiście się opłaciło. Ona nie tylko wygląda i brzmi jak Margaret Thatcher – ona nią jest. Od początku do końca. Ona nie musi przekonywać – ona jak zwykle zdominowała ekran. I choć zapewne film nie jest w 100% zgodny z prawdą (kilka scen, gdy MT jako premier jedzie samochodem, a wokoło rozwścieczone tłumy demonstrantów) to przecież nie może to być zarzutem do Meryl Streep – a do scenarzysty. Zarzutem może być też brak pewnych wątków, ale pewnie nie dało się upchać wszystkiego w 105 minutach.

Czy warto na niego pójść? Osobom, które nie mają pojęcia o tym, czego dokonała Margaret Thatcher na pewno ten obraz nic nie powie. Jest za krótki, żeby wyjaśnić przyczyny i ukazać skutki jej decyzji. Niech sobie obejrzy jakiś dokument, albo poczyta o jej czasach. Bo trzeba jednak trochę historii znać, żeby film zrozumieć. Dla wszystkich pozostałych będzie to bardzo osobisty portret wielkiej postaci historycznej (choć wciąż żyjącej). Popis aktorski, który było o tyle trudny, że przecież istnieją ludzie którzy pamiętają Margaret Thatcher z telewizyjnych ekranów, albo nawet ze spotkań na żywo. Trudno się zmierzyć z legendą, ale Meryl Streep się udało. I za to należy jej się ten Oskar. Brawo Meryl Streep!

„Żelazna Dama” z Meryl Streep jako Margaret Thatcher – polecam gorąco!

Artur Pomper